RPG blog

Trochę o graniu, trochę o prowadzeniu Gier Fabularnych

Wpisy z tagiem: mag-2nd-ed

Ostatnio gram/prowadzę głównie pathfindera – klon D&D 3.5 dla tych którzy jeszcze nie znają. Bardzo fajny, dobrze zbalansowany system, poprawiony rozwój postaci i do tego ma świetnie zrobione gotowe kampanie – bardzo polecam http://paizo.com/store/paizo/pathfinder

Ale ja nie o tym tak naprawdę.
Rozmawiałem dzisiaj z Jareckim na temat rozkręcenia nowej pogrywy w maga. Tym razem jednak w edycji 2.0 – czyli stary dobry Świat Mroku. W związku z tym zaczeliśmy dyskusję na temat systemu magii i …. co ja wam będę opowiadał, po prostu wklejam dyskusję:

Paradygmaty/Rzeczywistość
Jarosław: powiem CI, ze jeśli chodzi o Maga, zagrałbym sobie w niego. Ale bez potrzeby wymyslania p…… paradygmatu
Pawel: hehe
Jarosław: paradygmat moim zdaniem jest strasznie naciaganym tematem.
Pawel: w sumie tez bym pogral w starego maga, nowy mag jest taki troche …. sztuczny
Jarosław: zgadzam się „zróbmy takiego maga tylko innego”, ja bym sprobował doszlifować starego
Pawel: chyba znowu poprowadze takiego nieco odmrocznionego maga
musze to przemyslec, w kazdym razie temat na tapecie
Jarosław: obejrzyj serial dresden files
Pawel: widziałem
Jarosław: ponoć dobry serial o urban magic
Pawel: jest ok
nic specjalnego, ale w sumie mniej wiecej taki swiat jak w magu – tylko bez tylu frakcji magicznych i w zasadzie z jednym paradygmatem
„jest magia, mozemy czarowac”
Jarosław: bo wiesz, ja mogę uwierzyć że jest tyle dróg magii ile zakonów
są ok
ale tyle dróg magii ilu magów
nieeee
aż tak nie
z kilku powodów
Pawel: na temat tych paradygmatow to powinnismy porozmawiac przed pogrywą w grupie
bo w sumie i mi też zmieniła się nieco wizja tego jak to powinno być rozgrywane
Jarosław: :-)
Pawel: opisy czarów muszą być bardziej plastyczne
nie dlaczego ty wierzysz że to zadziala, tylko co się powinno wydarzyć z rzeczywistością
np. zwykłe i proste otwarcie zamka w drzwiach, jak można to zrobić
po pierwsze musisz wybrać sferę:
Force – przesuwasz zamek w srodu tak żeby się otworzył
Spirit – prosisz ducha zamka żeby go otworzył
Matter – rozsypujesz zamek w środku, żeby język się wyłamał
Entropia – to co wyżej, albo po prostu psujesz zamek
Entropia – masz szczęście i ktoś zostawił zamek otwarty
Jarosław: Time byloby trudne
cofasz czas w zamku do czasu kiedy byl otwarty? :P
Pawel: Time – tak
Prime nie zadziała chyba. Mind też nie, ani Life
została jeszcze przestrzeń – zaginasz przestrzeń tak aby język nie dotykał … no tego drugiego w drzwiach
w sumie to jest właśnie opis tego jak zmieniasz rzeczywistość i dlaczego zamek się otworzył
zauważ, że w sumie nieważne jaki paradygmat użyłeś
w tych wszystkich opisach nie ma paradygmatu
za to jest opis tego ile kropek w danej sferze potrzebujesz
Jarosław: no nie ma. Bo wiesz, tak miedzy nami paradygmant u maga zawsze jest „magia dziala”
Pawel: no wiec teraz caly ten paradygmat to „styl”
wiec możesz np. podejść do zamka i po prostu go otworzyć (brak stylu – trudno wykonać)
możesz podejść do zamka i się pomodlić (styl jest, choć słaby)
możesz podejśc do zamka, wyciągnąć tajemniczą ciecz numer 1 (woda z dodatkiem smakowym), spryskać zamek
znowu jest styl
możesz zatańczyć i zaśpiewać dla duchów zamka (mimo, że używasz sfery Force) i jeszcze obśmierdzieć wszystko kadzidełkiem i to już jest mocny styl – więc magię łatwiej uczynić (tobie) bo mocniej wczuwasz się w swój własny styl
Jarosław: no dobrze, paradygmat jako styl jest jeszcze ok
bo nie obejmuje całego wszechświata wyjasnień w jaki sposób magia działa – bo wymyślajac paradygmat powinieneś wymysleć tak na prawdę system filozoficzny
Pawel: w sumie magia działa, bo
1) wierzysz, że możesz
2) rozumiesz, jak działa wszechświat w danej sferze
3) zmieniasz (lokalnie) rzeczywistość
styl da ci łatwiejszą manipulację rzeczywistości (bonusy do kostek)
Jarosław: w opcje 2 nie wierze :P
Pawel: ale to nie są opcje do wyboru
po to masz kropki w „sferze” żeby rozumieć jak coś działa
Jarosław: wiesz
w takim wypadku, osoby kolo 4-5 kropek w sferze powinny mieć juz bardzo wspólny paradygmat
w sensie zrozumienia dzialania wszechświata
i te całe zakony trochę sie zamazuja
chyba że oczywiscie wszechświat ma wiecej niż jedną prawidłową drogę działania
wtedy te wszystkie klany magów, to zabawa dla dzieci – zeby miały w co wierzyć i jakoś strukturalizować ich widzenie magii
aż się z tego wyzwolą i zobaczą unifikacje
wtedy stają się bardzo tacy sami (modulo nastawienie maga do świata)
Pawel:
wszystkie te klany tak naprawde wynikaja z tego, ze ludzie wierzą „inaczej”
jedni wierzą, że trzeba się pomodlić do boga stwórcy który ma nadzór nad rzeczywistością
a inni nie wierzą w boga, ale wierzą w duchy rzeczy
Jarosław: zatrzymaj sie na tym stwierdzeniu
bo ono jest sprzeczne z punktem b)
Pawel: hehe
w sumie dobry punkt
tylko wyglada to też tak, że nie ma jednego opisu rzeczywistości, właśnie dlatego że rzeczywistość jest modalna
Jarosław: no dobra, to wtedy punkt b nie dziala.
Pawel: magia sama z siebie zmienia parametry – kasuje wszelkie fizyczne prawa. Nie można więc określić czegoś jak spójne prawa dla rzeczywistości
nie do końca
Jarosław: oj proszę Cię, oczywiście że się da
Pawel: no dobra
rozłóżmy może którąś sferę na czynniki pierwsze
Jarosław: zacznijmy od poczatku
Pawel: napieraj
Jarosław: jezeli nie określa się praw rzeczywistości (bo tak jak stwierdziliśmy jest zmienna i poddaje się działaniom magicznym)
to możemy badać prawa zmienności
i pytania typu „czy zmienia się rzeczywistość, czy jej percepcja”
„skad bierze sie paradox”
„dlaczego zmiana rzeczywistości jest w jednych warunkach łatwa w drugich trudna”
i masz filozofię jako działającą naukę meta-fizyczną
która bada strukturę rzeczywistości i prawa jej przekształcania się
Pawel: dla mnie rzeczywistość (ograniczam się do ziemi a nie do wszechświata) to suma obserwacji o oczekiwań wszystkich ludzi
przynajmniej w magu
Jarosław: no wiec mamy rzeczywistosc konsensualna
Pawel: jak wyglądała ziemia bez ludzi nie ma znaczenia tak naprawdę
jak wygląda ziemia z ludźmi – każdy widzi
Jarosław: no a skad sie konsensus wzial – dlaczego się zmieniał?
Pawel: większość ludzi – dzisiaj – nie wierzy, że rzeczywistość można zmienić – tylko że rządzi się pewnymi jasno zdefiniowanymi prawami a wierzą w to dzięki działaniom technokracji, która postawiła sobie taki właśnie cel
dać ludziom wiarę, która by uporządkowała wszechświat w przyczynę-skutek
Jarosław: ale magia jest przyczynowo skutkowa
Pawel: tak, ale przyczyna i skutek zależą od maga
ludzie nie mieli takie władzy nigdy
Jarosław: od tego nie uciekniesz -
Pawel: chodziło jednak zawsze o to, że duża liczba osób w jednym miejsu definiuje rzeczywistość w danym miejstu
Jarosław: grząskie tereny
bardzo grząskie
Pawel: hehe
ale właśnie o to chodzi w starym magu
w dawnych czasach rzeczywistość była groźna
kurcze, dużo pisania…
Jarosław: ja dążę raczej do czegoś innego
Pawel: w sumie masz racje
wchodze na niebezpieczny teren
teraz ty
Jarosław: no wiec tak: rzeczywistość nie moze byc w pelni konsensualna, poniewaz istnieją ludzie z takimi umysłami (nie mózgami) jakie mamy. Nasze wyobrażenie nawet o nas samych różni się od tego co pokazuje „lustro” – jako komuś z doświadczeniem w psychologii nie musze Ci tego tlumaczyć.
rzeczywistosc konsenualna mogła powstać w momencie powstania czlowieka – bo okazało się że ma władzę nad jej „topologia”
ale skadś wziął się człowiek i glina
po drugie okazuje się że niektórzy ludzie maja mniejszą a niektórzy większą wladzę
czyli umiejetność jej kształtowania
silne osoby sa w stanie zawiesić prawa ogółu i zastosować „choćby czasowo” własne
co wiecej istnieje sprzężenie zwrotne pomiędzy rzeczywistością a umysłem ją kształtującą (sfera mind)
Pawel: dobrze ci idzie
Jarosław: w teorii za pomoca sfery mind można by zmienić rzeczywistość zmieniając wyobrażenia ludzi o niej
no wiec ja bym założył coś takiego.
Że rzeczywistość obserwowalna jest pewnym stanem emergentnym z prostrzej postaci w której powstawali ludzie. (ludzkie umysly). W tej rzeczywistości istnieją podstawowe prawa i są one nienaruszalne (np. prawo ciagu przyczynowo skutkowego oraz prawa istnienia podstaw dla każdej ze sfer)
czyli istnieje sfera Forces – bo istnieje jakaś pierwotna siła
itp itd
Pawel: oki
Jarosław: oraz nad tym istnieje rzeczywistość która pojawiła się z wysiłku woli ludzi
pojawiła się bo np. umysły ludzkie potrzebowały uproszczenia i punktów odniesienia
z uwspólniania punktów widzenia powtala pseudospójna, intsersubiektywna rzeczywistość
naruszalna przez magow z dwóch powodów 1) bo maja siłę to robić 2) bo badają prawa leżące u podstaw tej rzeczywistości
the end
(skrotu)
Pawel: musze to przeczytać jeszcze z jeden raz
Jarosław: ale z tego wynika, że na pewnym poziomie rytualy i paradygmaty szkół tracą znaczenie
Pawel: w sumie to działa tak – jak masz czas, robisz rytual, bo dodaje ci „sily woli”/”wiary w siebie”/”mocy zmiany rzeczywistości”
ale jak nie masz czasu a potrzebny ci natychmiastowy efekt – to po prostu go „wymuszasz” siłą woli
myślisz co ma się wydarzyć i koniec
i na tym właśnie poziomie – wszystkie paradygmaty tracą mocno na znaczeniu
Jarosław: dokladnie
dlatego w nie nie wierzę – uważam, że są dostawione do maga trochę jak uszy do dupy
Pawel: nie zgadzam się
Jarosław: młodych magów wrzuca się do Tradycji, ktora pasuje do nich psychicznie, a starzy wiedzą co i jak
Jarosław: i tradycja staje sie polityka i towarzystwem adoracji a nie jedyna sluszna wizja swiata
Pawel: u podłoża maga siedzi wiara w możliwośc zmiany rzeczywistości
młodzi magowie mają małą wiarę w własne możliwości (niskie arete)
i właśnie wtedy musza mieć paradygmat – wierzyć w coś większego od siebie
dopiero jako starsi magowie, mogą paradygmat niejako odrzucić, chociaż pewnie wtedy jest on siłą przyzwyczajenia – i nadal pomaga
Jarosław: Paweł – ja nie wierzę w personalny pardygmat
ale istnienie personalnych paradygmatów i brak leżących u podstaw magii praw oznacza miedzy innymi że : Nie ma kropek w sferach i nie da sie magii uczyc
musisz sie skupić bardziej – a mój paradygmat mówi że muszę się bardziej zrelaksować
Pawel: ok, #define personalny paradygmat
Jarosław: o to co było w podreczniku do maga „kazdy mag ma swoj wlasny sposob widzenia rzeczywistości i czynienia magii”
Pawel: no dobrze, zdefiniuj jakis paradygmat dla jednej z grup magów
bo ja sie pogubiłem
Jarosław: (eutanatosi mnie gubią) ale np. ci kościelni wierzą że dotykając „boskiej cząstki” duszy czynimy magie
ci od kung-fu wierzą że osiagając jedność z pustką (czyli jedność) czynisz magię
Jarosław: hermetycy wierzą w rytualną magię – mają swoją strukurę wiedzy magicznej przecież
Pawel: oki
i w obrebie danego paradygmatu masz różne style
bo „boskiej cząstki” możesz dotknąć za pomocą modlitwy, albo poświęcenia, albo oczyszczenia itp
Jarosław: no to to
Pawel: no to z tym się zgodzę. po prostu ludzie mylą „styl” z „personalnym paradygmatem”
Jarosław: ale chodzi mi o to raczej
mlodzi magowie potrzebują Tradycji, która wspiera ich wierzenia. A różnice są kosmetyczne wewnątrz Tradycji
a magowie z 5 i wiecej wiedzą że paradygmat tradycji to troszke ściema
Pawel: w sumie ten temat jest mniej lub bardziej obgadany
Jarosław: dziekujemy za uwage :)

Magia wulgarna/przypadkowa
Pawel: został jeszcze paradox i wulgarność
Jarosław: ależ to proste i deklarowalne na przykładzie gumowego prześcieradła
mając luźno napięte gumowe prześcieradło możemy je ksztaltować
ukształtujemy za mocno – pęka i to pękniecie przecieka – paradox
drobne rozdarcia jakie robimy, wloką się za nami i kumulują
Pawel: no tak, w sumie nie o to jednak chodzi
pytanie jest: kiedy magia przypadkowa staje się wulgarna albo w drugą stronę
Jarosław: dobra – moim zdaniem (i jadąc po analogii)
jak zrobimy jakiś kształt na tej materii to ona chce wrócić do poprzedniego stanu
jeśli to co zrobimy jest dla niej wygodne, takiego nacisku nie ma
im wiecej jest ludzi dookoła, tym bardziej napieta jest materia
trudniej przybrać kształt wygodny a łatwiej o reakcje zwrotną
Pawel: pytanie jest inne…
na przykład zamknięte drzwi
określiliśmy różne metody otwarcia tych drzwi
czy i na jakich zasadach są one przypadkowe/wulgarne
podchodzę do drzwi, chcę je otworzyć
nie ma obserwatora, albo są tylko inni magowie
nikogo w okolicy, chociaż (czego gracz nie wie), sąsiedzi wiedzą, że te drzwi są zawsze zamknięte jak nie ma w środku właściciela
z drugiej strony nikt nie wie czy właściciel jest czy nie i w sumie nikt o to nie dba
używasz zaklęcia – force – zamek się otwiera z cichym stuknięciem.
czy to było przypadkowe czy wulgarne
w sumie ciężko powiedzieć, żeby zasuwka przeskoczyła sama „przez przypadek”
pytanie jest następujące:
- czy ocenie podlega sam proces czynienia magii (czyli przeskoczenie zasuwki, cofnięcie jej w czasie albo rozsypanie) czy też porównanie efektu przed i po
efek przed: zamek zamknięty, efekt po: zamek otwarty
Jarosław: proces
Pawel: bo jeżeli to drugie – to sam czar nie ma znaczenia, tak jak i sfera
a jeżeli to pierwsze, to większość czarów robi się nagle wulgarna
Jarosław: od razu tam wiekszość
zamek otwiera się i zamyka za pomocą naturalnych procesów
(też)
Pawel: to prawda
Jarosław: magia która je emuluje (np. wytrych magiczny)
Pawel: ale zasuwki same się nie rozsypują w pył
Jarosław: nie jest specjalnie wuglarna
potrafia rdzewieć i pękać
Pawel: no ale mówiłeś że proces się liczy
Jarosław: więc różne metody zrobienia czegoś będą różnie wulgarne
Pawel: to na jakim poziomie jest obserwator rzeczywistości który to ocenia
to że zasuwka się rozpada – bez obserwatora – zdrowa stal nagle potwornie rdzewieje i pęka – jest wulgarne
ale jeżeli obserwator jest punktem widzenia człowieka – to człowiek nie widzi rdzewienia, widzi tylko efekt
szarpnąłem za drzwi i zasuwka pękła
Jarosław: ja bym powiedzial tak:
w przypadku gdy masz śmiertelnika koło siebie efekt zardzewienia zasuwki w środku jest mniej wulgarny niż gdy go nie masz
paradoksalnie :)
bo podchodzisz, szarpiesz za klamke otwierasz i mówisz, „kurde zupełnie zardzewiałe”
rzeczywistości tak oszukać się nie da – za dużo nagiąłeś
Pawel: dokładnie
wsadzasz druta, zasuwka przeskakuje – udało ci się otworzyć – dla człowieka obserwatora zwiazek przyczynowo skutkowy jest prosty
Jarosław: dla rzeczywistości też
Jarosław: bo rzeczywistość zezwala na wytrychy
Pawel: z drugiej strony sprawy się komplikują jeżeli przy okazji musisz śpiewać duchom
ale co się dzieje jeżeli tego człowieka obserwatora nie ma w okolicy
rzeczywistość jest zostawiona sama sobie
Jarosław: wtedy wytrych też działa – konsensus w nie wierzy – w duchy mniej
Pawel: a rozsypywanie się zasuwki?
znowu wracam do pierwszego pytania – na jakim poziomie jest „niezależna rzeczywistość” – ta bez obserwatora
Jarosław: pamieć stanu
Pawel: czyli tak jakby tu jednak obserwator stał?
Jarosław: nie – chodzi mi o to że rzeczywistość wie jaki był stan tego zamka
mag za pomocą śmiertelnika może tą zmarszczkę wygładzić
więc jakby odwraca efekt wulgarności
otwierając zamek nie zmieniasz jego stanu w sposób istotny
on ciągle jest zamkiem
Pawel: ale pytanie – czy niezależna rzeczywistość – taka bez obserwatora – nie powinna być tak naprawdę bardziej modalna?
Jarosław: nie
Pawel: dlaczego?
Jarosław: bo jest konsensualna
czyli utwardzona wiarą ludzi
Pawel: no tak, ale siła oddziaływania maga jest dużo większa niż konsensusu
Jarosław: to nie jest prawda
Pawel: zwłaszcza, że konsensus nie ma „proxy” w danym miejsu w osobie obserwatora
Jarosław: konsensus oddziałuje silniej, bo mag ciagle chodzi oddycha itp
mag cząstkowo i jednostkowo i na moment jest silniejszy
ale jako calość oddziaływania konsensus jest potężniejszy
mag jest potężniejszy w pingach, że tak powiem :)
Pawel: no właśnie o pingu mówimy – zmiana stany zamka jest pingiem
w sumie postulowałbym właśnie o to – w chwili gdy mag jest sam, rzeczywistość staje się bardzo plastyczna
i konsensus traci na znaczeniu
dlatego robienie magii samemu bez światków jest potężniejsze
Jarosław: hyhy, postulat mechaniki kwantowej
kollaps funkcji falowej zależny od obserwatora
Pawel: w tym momencie mag może zażyczyć sobie żeby całe drzwi się rozpadły i efekt będzie tak samo nie-wulgarny jak sama zasuwka
Jarosław: hmm
Pawel: bardzo to upraszcza mechanike
Jarosław: a moze efekt jest dowiazany do pamieci ludzi
np. czlowiek latwiej zapomina czy zamknal drzwi niż że ich nie ma
i wtedy efekt rozpadniecia zamka jest wulgarny, jezeli ktoś pamieta że go czyścił, wymienial itp
a efekt otwarcia zasuwki jest mniej wulgarny bo malo kto tak naprawde pamięta że zamknął te cholerne drzwi
Pawel: ale czy taki świat z plastyczną rzeczywistością nie byłby … ciekawszy w grze?
Jarosław: ej
Pawel: niż rozważania czy ktoś pamięta czy zamykał te drzwi czy nie
Jarosław: argument z innego poziomu!
Pawel: ale też ważny :D
w sumie definiujemy rzeczywistość gry
Jarosław: nie, ja myślę ze mg by po prostu mowił czy efekt jest wulgarny
PO rzuceniu czaru
i byloby to ciekawe nawet
nigdy nie jesteś pewien czy twój czar będzie wulgarny czy nie
Pawel: czyli wulgarność efektów „bez obserwatora” zależą od „pamięci” stanu aktualnego
Jarosław: yup
i na przyklad drzwi do mieszkania sa mniej wulgarne do otwarcia niż drzwi do super sikret hideout
Pawel: w sumie pamięć stanu można jakoś tam określić i uprościć/utrudnić życie magom
niezależnie od sfery użytej
podoba mi się ta interpretacja
jeżeli mamy zapomniane miejsce, którego nikt nie odwiedza, to tam się przecież może wydarzyć prawie cokolwiek
Jarosław: tak powstaje sanctum
Pawel: z drugiej strony jeżeli mamy często odwiedzane miejsce, to wszyscy pamiętają jak wygląda tam rzeczywistość i trudniej nią zmanipulować
Jarosław: zależy od miejsca
moze byc miejsce np. przechodnie, gdzie ludzie nie pamietają dokladnie jego stanu
i drobna zmiana może tam się udać
moim zdaniem zależy od oceny mg
czy faktycznie rzeczywistość jest w danym miejscu utwardzona przez świadomość i skupienie ludzi czy nie
bo np. trudno by było zmienić pałac kultury
ale dodać pod nim piwnice – już mniej
Pawel: no dobra, taka interpretacja mi pasuje
czyli mag czarując:
- wymyśla efekt zależny od użytych kropek w sferach
- dodaje do tego odrobinę stylu (im więcej tym łatwiej)
- rzuca kostkami
MG:
- sprawdza czy efekt mieści się w kropkach
- jeżeli jest obserwator – to z jego punktu widzenia określa wulgarność
- jeżeli nie ma obserwatora – to wulgarność ocenia z punktu widzenia „pamięci miejsca”
Jarosław: no i jakos to powinno dzialac :)

Dziękuję za uwagę :D

Natasza wychowała się w domu dziecka. Ze swojego dzieciństwa nie pamięta zbyt wiele choć wyraźnie w jej pamięci odbił się dzień w którym zginęli jej rodzice. Miała wtedy jakieś pięć lat, oglądała razem z rodzicami telewizję. Kiedy wyszła do toalety, w dużym pokoju nastąpiła eksplozja – z całego pomieszczenia zostało bardzo niewiele. Strażacy zabrali ją do domu dziecka a oficjalna informacja mówiła o eksplozji gazu.
Jako młoda dziewczyna zdecydowała się nieść ludziom pomoc – została pielęgniarką. Była zdola i inteligenta więc niedługo po podjęciu pracy w szpitalu policyjnym rozpoczęła studia medyczne. Właśnie kończyła 3 rok studiów kiedy w jej życie wkroczyła magia. Z początku dosyć nieśmiało. Przez sny w których była różnymi dziwnymi osobami a których niesposób było zapomnieć po przebudzeniu. Przez dziwne zdarzenia które zaczęła dostrzegać wokół siebie – jak na przykład rany zadanie policjantowi jakoby przez dużego psa (a wyglądające sporo groźniej).
Była wczesna wiosna 1992 roku. Natasza została wezwana nagle do szpitala na Banacha ze względu na duży wypadek kolejowy – pociąg pasażerki uderzył, czy też został uderzony, przez towarowy wiozący jakieś chemikalia. Dużo rannych, niektórzy w dość złym stanie ze względu na poparzenia chemiczne. Natasza została więc przydzielona tam do pomocy.
W szpitalu był tłok – nie starczało miejsc dla rannych, lekarze nie nadąrzali z niesieniem pomocy, w jednej z dużych sal wystawiono mnóstwo łóżek gdzie pracownicy szpitala dwoili się i troili aby pomóc wszystkim potrzebującym. Tam właśnie trafiła Natasza. Jednak ogrom cierpienia, ilość ludzi których losy i życie zmieniały się właśnie z zastraszającą gwałtownością spowodowały u niej szok. Nie mogła się ruszyć, nie wiedziałą co zrobić – wszędzie widziała ludzi potrzebujących pomocy. I wtedy właśnie jej awatar się przebudził – Natasza w tej właśnie chwili zobaczyła splątane ścieżki przeznaczenia wszystkich tych osób. Wrażenie było przytłaczające i groziło popadnięciem w szaleństwo, ale jej awatar przyszedł jej z pomocą – ukazał się jej pod postacią anioła, który otulił ją skrzydłami i na chwilę skrył przed natłokiem wrażeń.
Przez resztę dnia Natasza pracowała jak w transie. Instyktownie wiedziała kto najbardziej potrzebował pomocy i w jaki sposób można było mu ulżyć najlepiej. Pomagała umierającym kontaktując ich z tymi których kochali, pomagała rannym diagnozując i odnajdując lekarzy. Raz tylko natknęła się na kogoś komy nie chciała pomóc – w jego przeznaczeniu było wiele bólu – zadawanego jego bliskim. Nie chciała mu pomóc a co więcej, wiedziałą że gdyby on odszedł, los wielu osób by się poprawił – tym niemniej mimo sprzyjających okoliczności nie potrafiła go zabić. Omijała to miejsce aż w którymś momencie zauważyła że ów pacjent nie żyje. Umarł bo przez pomyłkę ktoś podał mu niewłaściwe lekarstwo – w całym tym zamieszaniu takie rzeczy mogły się zdarzyć. Tym niemniej Natasza wiedziała, że to nie był tylko przypadek. Rozejrzała się po sali i zobaczyła że wychodzi z niej jakaś obca osoba, która wogóle tu nie pasowała i nie powinna tu być. Wysoki mężczyzna w długim czarnym płaszczu, ciemne włosy. Natasza wyszła za nim i dogoniła go na parkingu przed szpitalem.
Szczegółów ich rozmowy już nie pamiętam, ale Natasza rozpoznała tego mężczyznę. Widywała go już w snach – choć nie zawsze był on mężczyzną to jednak zawsze był sobą. W tych snach czasem była od niego młodsza, czasem starsza, zawsze jednak jedno z nich było nauczycielem a drugie uczniem. Mężczyzna przedstawił się jako Melchior a po krótkiej konwersacji powiedział jej, że jest magiem i że przyszedł tu aby ją odnaleźć i aby zostać jej nauczycielem. Natasza mimo obaw zgodziła się zostać jego uczennicą.
Ciąg dalszy najpewniej nastąpi.

Taaa… a miały być wakacje.
Jakiś czas temu poprosiłem o przerwę w prowadzeniu. Kolega przejął, rzucił w nas całkiem ciekawym pomysłem, wieć szybciutko stworzyliśmy nowe postacie i zaczęło się… tak naprawdę to się zaczynało przez 3 spotkania, potem kolejne opisy, kolejne opisy, kolejna sytuacja która jednak jakoś nic nie zmieniała w życiu postaci i tak dalej…
Przyznam szczerze, że trochę mnie rozczarowała ta „przygoda”. Miała być akcja ale gdziez zaginęła w opisach. Postacie bez pamięci może są i ciekawe na starcie, ale okazuje się, że na dłuższą metę to przeszłości strasznie nam brakowało aby móc tworzyć aktywnie przyszłość. Jedyne oparcie – tajemniczy „bóg-imperator” który miał nam coś wyjaśnić ciągle był daleko a z każdą kolejną sesją odsuwała się od nas perspektywa z nim spotkania. Szkoda, pomysł nadal uważam za nośny…. może innym razem (i sorki że tak bez konkretów, ale chyba nie do końca o tym chciałem napisać notkę).
No więc wynikiem tego jest to, że znowu zacząłem prowadzić zapuszczonego maga. Na razie powróciliśmy do wprowadzania postaci i idzie nam całkiem dobrze. Dla tych co mieli okazję czytać poprzednie notki, to ta sama przygoda w której biorą już udział Natasza (Eutanatos) i Tomasz (Syn Eteru). Dołączają do nich kolejne dwie postacie (których imion w tym momencie nie pamiętam): przyszła szamanka Dreamspeaker oraz malarz i artysta, na razie „sierota” pod czujnym okiem mistrza z Hollow Ones.
Pewnie będę niedługo streszczał ich wprowadzenia, na razie bardzo ładnie wszystko się posuwa do przodu. Chyba nawet mam pomysły, co zrobić z drużyną jak już się połączą.
PS. Właśne przeczytałem ostatnie 10 notek i (o zgrozo) zauważyłem wielkie niedopatrzenie. Jak się okazało, tak byłem zajęty zabawą w MMORPGi, że nie opisałem żadnego wprowadzenia w magu dla ostatnio poprowadzonej pogrywy. A jakże kolorowe i pełne akcji były! Postaram się ten błąd możliwie prędko naprawić i coś wam tu zamieścić. Ale to dopiero jutro.

Które skończyło się szybciej niż zaczęło.
Oto moja postać od miesięcy już zamknięta jest w zapomnianym przez bogów i ludzi realmie. Czas spędza monotonnie: jakieś ćwiczenia i czytanie ksiąg, które pozostały w tutejszej bibliotece, ksiąg, w których ze słabszym z każdym dniem płomykiem nadziei szuka jakiejkolwiek wskazówki, najmniejszej nawet, która pomogłaby jej się stąd wydostać.
I oto [zaczyna się wczorajsza pogrywa] zaczyna śnić, że znika. Że wsiąka w przejrzyste powietrze, że krzyczy coś i nikt jej nie słyszy. Słowem – jej czas w zaświatach może stać się wiecznością.
I nagle, pewnego dnia, niebo realmu ciemnieje i widać gwiazdy, łysy łeb księżyca i rosnący czerwony punkt, z którego po jakimś czasie wystrzela czerwony promień, rozszczepia się na 9 części i odbija od „kamieni węgielnych” realmu [czy jakkolwiek je zwał, pierwszy raz je zobaczyła na oczy moja postać od miesięcy uprawiająca spacery na tych dwóch kilometrach kwadratowych].
Różne dziwne zjawiska zachodzą, więzień chwyta bagaż i w nadziei na przypadkowe otwarcie przejścia biegnie do niego.
W zasadzie to nawet nie jest specjalnie rozczarowana, że jednak nic z tego.
Kiedy jednak przyglada sie czerwonej rozgwiaździe, która po odbiciu tworzy rozgwiazdę błękitną, widzi, że dwa promienie nie odbijają się, układ jest zaburzony i błękitny strumień zamiast – jak się domyśla – wracać do gwiazdy, celuje prosto w „szklaną bańkę” otaczającą teraz realm. Idzie więc w miejsce „przebicia”(?), w miejscu zetknięcia z „bańką” strumień rozlewa się lekko i opalizuje.
I co z tym zrobić?
Rzuca patyczek w strumień, zawisł, zjechał na ziemię.
No tak, bardzo to było informacyjne, rzucanie kolejnych przedmiotów też zapewne będzie… Zbliża ręke, włoski stają dęba, jakby elektryczność. Hm… nie decyduje się tego dotknąć, nie wie, co jeszcze mogłaby zrobić, więc siada i przygląda się, aż zjawisko jak się zaczęło, tak kończy.
Koniec na dzisiaj!
Ja gracz – domyślałam się, że to jakaś szansa wyjścia, ale niestety – ja gracz nie wiedziałam jak moja postać mogłaby zjawisko zbadać. Ja gracz nie mam zwyczaju rzucać moich postaci w „hurra! ale nieznane! może tam umrę, ale jak nie to pewnie będzie fajnie!”.
Jedyną podpowiedzią jaką dostałam było:
- Ty masz prime, prawda?
- Nie mam.
To wszystko.
Najbardziej przykrą rzeczą jaką usłyszałam było „i to jest właśnie problem, że powinienem cię ciągnąć, żebyś zrobiła cokolwiek”.
Jasne, po wszystkich tych pogrywach [poprzednie części wprowadzenia] w których moja postać zwijała się jak mrówka, szukała rozwiązań w sytuacjach bez wyjścia, walczyła z przegranej wyraźnie pozycji, próbowała zmienic rzeczy, ktre były już ustalone.
Jak miło.
Tym razem, jak się okazało, fabuła też była liniowa, masz skręcić za ten winkiel, co za niespodzianka! poszłaś prosto, to na dziś dziękujemy.
To było strasznie dołujące doświadczenie. Najbardziej chyba to, że naprawdę nie miałam pomysłów, i nie dostałam nawet cienia podpowiedzi.
thea.

Niby w wakacje więcej czasu człowiek ma, ale jakoś ciągle jest coś innego do zrobienia, obejrzenia czy przeczytania, więc blog leżał chwilę odłogiem. Wracając więc do opisywania tego co przygotowałem dla graczy, czas na opowieść. Opowieść o Nataszy.
Na temat swojego dzieciństwa Natasza nie ma wiele do powiedzenia. Wie tylko, że w wieku 5 lat została oddana do domu dziecka ponieważ jej rodzice zginęli. W związku z tym trudno jej dzieciństwo uznać za specjalnie szczęśliwe. Skracając wielce, w 1991 roku Natasza była właśnie na 1 roku studiów po technikum pielęgniarskim pracując jednocześnie na pół etatu w przychodni dla policjantów. Cicha, inteligentna, samotna.
Od jakiegoś czasu męczyły ją przeróżne sny, rzadko jednak pamiętała je po przebudzeniu. Śniły jej inne miejsca, inne czasu… inne życia. Raz była tancerką gdzieś w Bizancjum, kiedy indziej zakonnikiem ścigającym heretyków albo dziewczyną płonącą na stosie. Chyba najbardziej nie lubiła tego ostatniego (nic dziwnego). Za dnia również zdarzały się jej ostatnio coraz dziwniejsze rzeczy. Od czasu do czasu opatrując jakiegoś policjanta miała wrażenie, że wie dokładnie w jaki sposób się zranił. Niektóre miejsca i osoby budziły w niej też jakiś dziwne wspomnienia – szczególnie starsza część Warszawy.
Kulminacją wszystkich tych wydarzeń był dosyć paskudny wypadek, który zdarzył się gdzieś pod Warszawą. Pociąg pasażerski relacji Warszawa-Szczecin wykoleił się i uderzył o znajdujące się na pobliskim torowisku cystery z jakimiś chemikaliami przewożonymi właśnie z zagranicy. Do szpitali w Warszawie zaczęto więc zwozić ciężko rannych z przeróżnymi poparzeniami – chemicznymi i od ognia. Jako dobrze wyszkoloną pielęgniarkę, Nataszę wysłano do pomocy w szpitalu na Banacha. I tam właśnie Natasza przebudziła się i poznała swojego mentora.
Ale o tym następnym razem :)

Prowadzenie wprowadzeń jest jednak dla mnie mocno wyczerpujące – i sporo trudniejsze niż normalne pogrywy RPG. Zastanawiałem się dlaczego i chyba znalazłem podstawowe różnice:
- chcę utrzymać postać gracza przy życiu jednocześnie jednak nie gubiąc aury zagrożenia.
- chcę doprowadzić postać do bardzo konkretnej sytuacji na koniec przedstawiając jej pewną opowieść na temat tego co do tej sytuacji doprowadziło. Z drugiej stronie chcę jednak dawać graczom wolność wyboru. W związku z tym fabuła musi być tak obmyślona by z jednej strony dawać przynajmniej „iluzję” wolności wyboru a z drugiej strony opowiedzieć dokładnie to co zamierzałem.
W przypadku Tomka poszło to w miarę prosto – choć ze dwa razy zaciąłem się. Na szczęście wyobraźnia pozostawiona samej sobie pomogła raz, drugi raz moja Muza zsprezentowała mi pomysł rozwiązania ;). Trochę trudniej jednak miałem z Nataszą. Problem polegał na tym, że kiedyś już tam sama osoba grała Eutanatosem w Polsce około roku 1994-96. I zaprezentowałem wtedy graczom pewną wizję wydarzeń w mrocznej Polsce oraz przedstawiłem jedynego polskiego Eutanatosa – Melchiora. Otóż Melchior tuż przed spotkaniem ze swoim nowym uczniem miał podobno innego ucznia, który został Nephandusem – i podobno zabił go osobiście w jakiś spektakularny sposób. Niektórzy twierdzili, że wykonał na nim Gilgul. Poza tym nie było wtedy w Polsce żadnego innego Eutanatosa.
W związku z tymi wydarzeniami postawiłem sobie za zadanie opisanie nowej postaci (temu samemu graczowi) wydarzeń, które nastąpiły w latach 1991-1994. Jak się okazało, Melchior miał dwójkę uczniów w owym czasie – Bartka i Nataszę. Musiałem więc tak poprowadzić akcje, żeby Bartek został Nephandi, nikt z postaci tego specjalnie nie zauważył oraz na samym końcu doprowadzić do sytuacji, w której Melchior (i wszyscy inni) uważali Nataszę za zmarłą przynajmniej w latach 1994-1996. Ambitne to zadanie udało mi się dosyć dobrze wykonać :) Jak, opiszę wam w następnej notce.

Spoiler

Brak komentarzy

Jak w temacie – w związku z tym Jarecki nie czyta dalej.
A spoilować będę na temat tego co tak naprawdę się dzieje. Bo w przypadku technokracji wszystko jest dwa razy bardziej zakręcone niż nam się zwykle wydaje. Historia związana z Tomkiem jest mniej więcej następująca:
Po zmianach ustrojowych i otwarciu granic dla obcego kapitału gdzieś na przełomie 89/90 Technokracja postanowiła nieco mocniej wkroczyć do Polski. W zasadzie o przewodzenie w Polsce toczą boje dwie grupy: NWO i Iteracja X. Oczywiście Iteracja najchętniej powystrzelałaby wszystkich polskich magów i miała święty spokój. NWO jednak chwilowo osiągnęło przewagę i postanowiło ją ugruntować za pomocą dosyć podstępnego planu. W czasie kiedy Iteracja X buduje swoje pierwsze bazy w Polsce (ORION na przykład) oraz instaluje sprzęty do namierzania działalności magów, NWO infiltruje tradycje. Całość zaczęła się mniej więcej około 91 roku od wprowadzenie w szeregi Virtualnych Adeptów Grey Men’a działającego pod pseudonimem Amanda. Plan miał na celu zdobycie zaufania zarówno Virtualnych Adeptów jak i Synów Eteru – poprzez Tomka, który właśnie nawiązywał z nimi (monitorowane) kontakty. Tomek wprawdzie był świetnym rekrutem do Iteracji X, ale postanowiono, że na razie pożyteczniejszym będzie wprowadzenie go do SoE i późniejsza reedukacja. Oczywiście w trakcie sprawy uległy pewnym komplikacjom (wypadek Tomka), ale jak widać plan nie uległ specjalnym zmianom.
NWO postanowiło bowiem schwytać i skonwertować wszystkich polskich technomagów. Niestety VA i SoE to rozproszone grupki, więc jedynie bezpośrednie zagrożenie i wspólny wróg mógł ich zebrać w jednym miejscu. Owym wspólnym wrogiem miał być konstrukt HZ/WOIX003 orbitujący właśnie nad Warszawą – wspólnym zagrożeniem zaś zbliżający się duży atak na magów i porwanie jednego z nich w celu wydobycia informacji. Informacje o zagrożeniu miał przynieść Tomek, który po symulowanej ucieczce miał pamięć o symulacji mieć wymazaną zaś efekt symulacji wprowadzony w życie. Porwaną jest ciągle Joanna z SoE. Zaś wciągnąć wszystkich w pułapkę ma Agentka Amanda.
Na dzień dzisiejszy mimo pewnych odchyleń od planu (przebudzenie Tomka), całość idzie dobrze. Agentka Amanda ma dostarczyć sporej grupie magów SoE i VA informacje o dziurze w systemie bezpieczeństwa konstruktu HZ/WOIX003 od strony Digital Web. Tamtędy ma być poprowadzony atak na konstrukt, który ma się skończyć pojmaniem wszystkich uczestniczących w ataku. Tak przynajmniej wygląda to od strony Technokracji.
Od strony Tomka: organizujemy właśnie ekspedycje ratunkową dla Joanny. Amanda właśnie z narażeniem życia zdobyła informacje, że w kontrukcie, w którym trzymana jest Joanna, będzie przeprowadzany upgrade systemów łączących go z Digital Web i otworzy się wtedy mniej więcej 2-godzinne okno czasowe doskonałe na niespodziewany atak na konstrukt. Amandzie udało się zebrać większość znanych jej polskich VA, zaś Tomek i Sławek zebrali wszystkich SoE – więc nie może się nie udać ;).
Na szczęście dla Tomka jest jeszcze trzecia strona. Jest nią pewien rozczarowany działaniami Technokracji agent, który już raz pomógł Sławkowi (ów ostrzegawczy telefon tuż przed nalotem). Teraz dostarczy Tomkowi informacje o tym jak są wrabiani przez Amandę oraz o alternatywnej metodzie dostania się do konstruktu. Jeżeli Tomek z zachowaniem odpowiedniej dyskrecji poinformuje o tym resztę, oprócz Amandy, to akcja ma duże szanse powodzenia :). A przy okazji, co zrobią z Amandą? Zobaczymy.
Oczywiście za te informacje przyjdzie jeszcze kiedyś zapłacić, ale myślę, że na dzień dzisiejszy nikt nie będzie się pytał o cenę.

Pora kończyć z opowieściami o Tomku bo w międzyczasie ruszyło z kopyta wprowadzenie dla Nataszy. Więc postaram się streszczać.
W telegraficznym skrócie:
Tomek wydostaje się ze swojego nowego więzienia, po kilkunastu minutach błądzenia i unikania straży trafia w końcu na pomieszczenie techniczne klimatyzacji i tunelem którym ulatuje na zewnątrz zużyte powietrze dostaje się na powierzchnie. Stamtąd jeszcze odrobina wysiłku i lądujemy z Tomkiem w centrum Warszawie. Pierwsze jego kroki kierują się do Amandy ale tam nikogo nie ma. W związku z tym Tomek rusza do Melchiora. Nie do końca pamięta gdzie on mieszkał i chwile się musi nad tym skupić. Przez sekundę nawet widzi śnieg na jednym z dachów okolicznych budynków (bliźniaki i domki jednorodzinne), ale stwierdza, że chyba mu się wydawało. Później jeszcze zauważa w zasadzie identyczne położenie pewnych specyficznych samochodów i w ten sposób namierza Melchiora.
Melchior trochę pijany przyjmuje go z pewnym zaskoczeniem. Następnie wypytuje go co się z nim działo, jakie ma plany i czy zna jeszcze kogoś z kim można by się skontaktować. Niestety Melchior nie wie jak złapać Sławka, ale Tomek przypomina sobie w końcu numer komórki do Andrzeja i jego kabały. Udaje mu się też skontaktować z Amandą.
Wiedząc, że technokraci więżą Joanne i pewnie jej też piorą mózg, postanawia zorganizować jak najszybciej ekipę ratunkową. Tomek, Melchior i Amanda jadą na spotkanie z Andrzejem i jego kumplami – jakimś dziwnie wyglądającym, starszym Hermetykiem (laska, długi lniany strój tak na środku ulicy?) oraz członkiem Kultu Ekstazy (jakiś satanista). Andrzej i jego kumple nie chcą jednak się specjalnie narażać i uważają, że nie warto ryzykować dla jednej osoby. Przy okazji zachowują się dosyć zarozumiale względem okolicznych Śpiących.
Tomek w międzyczasie znajduje w kiblu jakiegoś martwego kelnera, ale nikomu nie zdradza tej informacji. Zauważa również kilka kropli krwi na płaszczu Melchiora.
Tomek, Amanda i Melchior jadą jeszcze do domu Sławka. Wprawdzie, jak sprawdza Amanda, jest on obserwowany przez policjantów, ale Melchior zajmuje się tym osobiście. Policjanci giną (miedzy innymi dwóch w pokazowej kraksie). Wygląda to dziwnie, bo Melchior wydaje się być strasznie rozbawiony możliwością jej spowodowania i nie dba specjalnie o konsekwencje.
Tomek i jego towarzysze w końcu trafiają do domu Sławka. Dopiero tam Tomek zdaje sobie w końcu sprawę co jest nie tak z mnóstwem rzeczy, które obserwuje. Miedzy innymi zauważa, że mnóstwo miejsc w domu Sławka bardzo dokładnie przypomina to jak one wyglądały wtedy kiedy je ostatni raz oglądał (np. pół roku temu).
Zbyt prosta ucieczka, śnieg na dachu, dokładne położenie samochodów, dokładne ułożenie rzeczy w domu Sławka, ciągłe wypytywania czy zna kogoś jeszcze z kim mógłby się skontaktować, nieco wykręcone i negatywne postacie magów których spotyka, ich niechęć pomocy w ratowaniu Joanny i inne szczegóły w końcu ułożyły się w dosyć prosty komunikat: „Jestem ciągle w SYMULACJI”.
Tomek przez chwile myśli co by tu zrobić i w końcu postanawia zaprzeczyć iluzji w taki sposób żeby nie miała wyjścia i albo została przerwana, albo Tomkowi będzie już wszystko jedno: wyskakuje z pędzącego samochodu pod koła innego. Symulacja zatrzymuje się. Dzieje się jednak mnóstwo innych rzeczy jednocześnie. Z innego niż Tomka punktu widzenia wyglądałoby to tak:
Kilku techników patrzy w gwałtownie zmieniające się wskaźniki na monitorach. Zaczynają pojawiać się jakieś alarmy, ostrzeżenia, ludzie poruszeni.
MiB: co się dzieje?
technik: nie jestem pewien… to wygląda jakby on zatrzymał symulacje…
MiB patrzy z niedowierzaniem
- nie rozumiem
technik: przejął nad nią kontrolę, nie do końca jednak rozumiem co się dzieje,
MiB: ok, przerwijcie Mindscaping
technik: tak jest. Awaryjne przerwanie symulacji
Technicy wstukują coś szybko na klawiaturze, widać kolejne wskaźniki i ostrzeżenia. Któryś z nich w końcu wyjaśnia MiBowi, że nie wie co się dzieje – z jednej strony symulacja została przerwana ale wskaźniki Tomka cały czas są na podwyższonym poziomie – co więcej obserwują coraz wyższą aktywność fal mózgowych – jakby tam działo się coś więcej. W którymś momencie zaczynają wyć alarmy. MiB podchodzi do twojego zbiornika i przygląda się Tomkowi ciekawie. Technicy krzyczą do niego coś o zwiększonej emisji energii i chaotycznych fluktuacjach w zbiorniku. Chwilę później ktoś zauważa, że komputery zaczynają się dziwnie zachowywać – jakby ktoś je właśnie hackował. W końcu komuś przychodzi coś do głowy i krzyczy do MiBa – „On się właśnie Budzi!”. I wtedy Tomek otwiera oczy.
Chwila dezorientacji i znowu krzycz ta sama osoba:
- Załatw go! Zastrzel go zanim zniszczy konstrukt – on jest niestabilny.
MiB wyciąga broń strzela, ale w pojemniku nikogo już nie ma. płyn gwałtownie zapada się w puste miejsce po Tomku.
Co się działo w tym czasie? Tomek spotkał awatara, chwilę porozmawiali, potem awatar stwierdził, że pora się stąd wynosić. Tomek otworzył oczy – przez chwilę doświadczył totalnej świadomości całej swojej okolicy, a następnie widząc jak MiB stojący pod jego zbiornikiem wyciąga broń, postanowił znaleźć się bezpiecznym miejscu – czyli u siebie w domu.

Książki

Brak komentarzy

Koniec świata nastąpił. Apokalipsa, Gehenna, Wstąpienie – które sobie wybierzecie – kończą świat mroku i White Wolf przestaje wydawać podręczniki do moich ulubionych systemów (nie, wampira mi nie szkoda).
Wziąwszy sobie to do serca postanowiłem zanabyć drogą kupna (póki jeszcze można) brakujących mi do szczęścia podręczniki do Maga. Przejrzałem listę wszystkiego co jest jeszcze dostępne na Amazonie i okazało się, że nie będe zrujnowany, bo tylko dwa podręczniki spełniały wyznaczone przeze mnie kryteria – miodności i niezbędności.
Tak więc w dniu wczorajszym, po małych weekendowych tarapatach z pocztą, odebrałem Guide to Tradition i Infinite Tapestry. Kupiłbym jeszcze wszystkie podręczniki do Tradycji ale ze wstępnych obliczeń wyszła mi kwota 500 PLN, więc postanowiłem sobie darować. Mam conajmniej kilka pomysłów jak takie pieniądze lepiej spożytkować.
A co do samych książek:
Guide to Tradition – opis wszystkich magowskich tradycji oraz relacji między nimi, ich historii itp. itd. W dodatku twarda oprawa, dobrej jakości papier – aż miło postawić na półce.
Infinite Tapestry – opis Umbry. Ta książka to następca Book of Worlds ale poprawiona i dostosowana do ostatniej edycji maga łącznie ze wszystkimi wydarzeniami jakie w tym czasie zaszły na świecie – np. Avatar Storm. Nie wydana tak dobrze jak Guide, ale za to bardzo przydatna przy prowadzeniu.
Teraz tylko muszę jeszcze wygenerować czas na przeczytanie tych podręczników.
PS. Należy również nadmienić że Guide to Traditions jest prezentem urodzinowym od moje ukochanej :)

Mijają dwa lata. W międzyczasie Tomek otrzymuje solidne wykształcenie zarówno w sferze „konwencjonalnej” nauki (otrzymuje tytuł mgr inż.) jak i „eterycznej”. Zaczyna rozumieć jak działają wszystkie te urządzenia Synów Eteru ale niestety sam jeszcze nie jest w stanie stworzyć nic nowego. Co jest mocno frustrujące.
Któregoś dnia Tomek odkrywa, że ich dom jest najprawdopodobniej monitorowany. Sławek postanawia w związku z tym sprawdzić parę rzeczy na mieście a Tomek i Joanna pozostają pilnować dobytku. Sprawdzając okolicę za pomocą urządzeń Joanny odkrywają jednak w pobliżu całą masę policji (łącznie z oddziałem specjalnym) w ukryciu. Jako, że Tomek ma przeczucie iż coś niedobrego się zbliża (w końcu ich podgląd właśnie przed chwilą został zakłócony), oboje przebierają się w stroje „teleportacyjne” i Tomek jako pierwszy rusza w miejsce bezpieczne. Jak się jednak okazuje miejsce bezpieczne to jakimś cudem baza Technokracji.
Tu wszystko zaczyna się toczyć nieco szybciej – najpierw Tomek zostaje zaprowadzony do celi, później przychodzi do niego jakiś przystojniak w garniturze z jego aktami pod pachą mówiący coś o współpracy i mogących z tego wyniknąć korzyściach. Jako, że Tomek nie chce współpracować, Technokraci postanawiają użyć nieco brutalniejszych środków perswazji. Tomek zostaje doprowadzony do obłego pomieszczenia z wielkim fotelem pośrodku – gdzie klamrami zostaje do niego przyczepiony. Następnie para lekarzy zaczyna go obklejać czujnikami, pobiera krew i wykonywać (jak sami mówią) „profilowanie”. Następnie świat się zapada i Tomek ląduje w Wirtualnej Rzeczywistości. Postanawia jednak być maksymalnie pasywny – i mimo, że zauważa tam Joannę, nie bardzo chce współpracować.
Chwilę później budzi go ból w piersiach. Wizja z wolna rozpływa się w przerażająco jasnym świetle, ale słyszy jeszcze zdenerwowane głosy nieco zdezorientowanych lekarzy przerzucających się nazwami środków medycznych, dawek i procedur ratujących mu najwyraźniej życie.
Kolejna pobudka. Gdzieś w pustej sali szpitalnej, przywiązany do łóżka. Trochę czasu zajmuje mu wyswobodzenie się z więzów, odnalezienie jakiegoś ubrania i przygotowanie się na ewentualność tego, że zamknięte aktualnie drzwi w końcu się otworzą. Kiedy drzwi w końcu się otwierają następuje krótka szarpanina i Tomek zyskuje nieco więcej swobody, czyjś identyfikator i wybór drogi, którą będzie uciekał.


  • RSS