RPG blog

Trochę o graniu, trochę o prowadzeniu Gier Fabularnych

Wpisy z tagiem: exalted

Udało mi się w końcu odzyskać kontrolę nad blogiem, choć zajęło to parę dni. Z tej okazji notka :)
Ostatnio wznowiliśmy Exalted, ciągle te same postacie – sezon drugi, część druga. Najpierw więc krótkie streszczenie tego co się działo w części pierwszej.

Po wydarzeniach w Lookshy drużyna wyruszyła na wyprawę do Denandsor. Ich plan jest prosty – dotrzeć do Pustego Miasta i odnaleźć wewnątrz narzędzia i materiały potrzebne do naprawy Katedry-Fabryki pod Lookshy. Ponieważ na tej naprawie zależy również władcom miasta, sponsorują ich wyprawę. Suryia z racji swojego doświadczenia otrzymał mianowanie na Scavenger Lorda oraz weksle dla Gildii, które w Nexus planuje wymienić na wpełni wypasażoną karawanę do Denandsor. Drużyna znajduje w porcie statek, który ich ma dostarczyć do Nexus jeszcze przed kalibracją, tak aby mogli tam ją spokojne przeczekać organizując wyprawę. Mniej więcej w tym samym czasie drużynę odwiedza również Wędrująca Po Niebie – Sidereal służąca Pani Wędrówek, przedstawiając się jako osoba przysłana do nich przez kobiety Sidereal, która odwiedziła ich jeszcze przed ich wizytą w Thorns. Od tej chwili ma im towarzyszyć i służyć radą i pomocą.
Podróż w miarę spokojna, chociaż Sonja zauważa, że w każdym porcie znajduje się ktoś kto ich pilnie śledzi, a po krótkiej wyprawie zwiadowczej dowiaduje się też, że raporty na temat ich ruchów są wysyłane gdzieś ptakiem z wiadomością. Komplikacje tak naprawdę pojawiają się w połowie podróży – mniej więcej dwa tygodnie drogi od Nexus.
Na przeciw ich statku wypływa statek obsadzony kilkoma Exalted (3 Dragon-blooded i Deathknight) z załogą zamienioną w zombie. Wywiązuje się walka, w wyniku której oba statki toną, Dragon-blooded uciekają a Deathknight umiera po emocjonującym pojedynku z Rake’iem na masztach tonącego statku piratów. Zanim jednak Deathknight skonał, zdążył swoją Daiklavą utoczyć kilka kropel krwi Rake’a, które po wpadnięciu do wody powodują bardzo duże zamieszanie – w rzeki wynurza się potężna postać przypominajaca ośmiornicę. Próbuje złapać uciekającego po szczątkach Rake’a a kiedy ten w końcu wskakuje na brzeg, przedstawia się jako bóg rzeki Yanaze, który zaprzysiągł lojalność Bogini Morza Wschodniego, a która powieżyła wszystkich swoich sługom misję sprowadzenia Rake’a (opcjonalnie żywego) przed jej oblicze. Po tym wydarzeniu Wędrująca Po Niebie postanawia się jednak odłączyć i sprawdzić o co chodzi z Boginią Morza Wschodniego (wiem, powinienem nadać jej imię).

Drużyna nie mając innego wyjścia postanawia wyruszyć piechotą do Nexus, zdając sobie oczywiście sprawę, że przed Kalibracją nie zdążą. Wielkie jest więc ich zdziwienie kiedy to tuż przed nimi, z jasnego niema spada na polanę wielka orichalkowa klatka a drzwi się otwierają zapraszająco. Skoro orichalkowa więc pewnie dobra dla Solarów, więc wsiadają do środka. Po zamknięciu drzwi klatka z olbrzymią szybkości unosi się w powietrze i po kilkudziesięci minutach lotu nurkuję w rozpalonej koronie słońca. Jak się okazje, w środku jest znajduje się zbudowana jeszcze przez Primordiali olbrzymia słoneczna barka – konstrukcja, która podróżuje codziennie po niebie Kreacji. W środku spotykają samotną Nyselę, boginię patronkę Sprawiedliwych Ideałów i Niebiańskich Obowiązków. Bogini wyjaśnia im, iż celem jej zaproszenia na Gwiazdę Dnia jest przypomnienie im (Solarom) o ich obowiązkach względem kreacji oraz zwrócenie im uwagi, iż w konsekwencji ich czynów na Morzu Wschodnim dzieją się aktualnie ważne rzeczy – dawna Bogini Morza Wschodniego zorganizowała wokół siebie dwór jej dawnych sprzymierzeńców i próbuję odbić władzę na tym terenie aktualnemu Dworowi Bogów. Dyskutuja jeszcze przez jakiś czas na różne tematy, a następnego dnia, kiedy Słońce znajduje się nad Nexus, pozwala Solarom skorzystać z pojazdu, którym do niej przybyli i wysiąść pod Nexus.

I na tym skończyła się pierwsza część sezonu drugiego – z w sumie kilkumiesięczną przerwą między sesjami.
Ostatnio mieliśmy trzy nowe przygody (sesje) i postaram się niedługo więcej o nich napisać.

Co lepsze kawałki z sesji:

http://colepszekawalki.wordpress.com/2011/12/23/zawsze-pod-gorke/


http://colepszekawalki.wordpress.com/2012/01/05/what-happens-in-nexus/

Dla tych co jeszcze nie wiedzą, Exalted jako linia drukowanych gier RPG
White Wolf została już zamknięta i więcej wydawanych książek nie będzie.
Te które jeszcze są gdzieś na rynku to już ostatnie sztuki i nie będzie
już dodruków. No może poza usługami typu „Print on Demand”, które
ostatnio pojawiają się w US.
Oczywiście to nie oznacza, że nie będzie juz wiecej niczego ze świata
Exalted. White Wolf ma w swoich planach wydawniczych na 2012 conajmniej 3
podręczniki: Masters of Jade, Shards of the Exalted Dream i Scroll of the Monk, Vol. II: Scattered Lotus Petals. Słyszałem też plotki o możliwym pojawieniu się
Exalted edycja 2.5. Jednak to co ważne, to że podręczniki do Exalted nie
będą wydawane w formie papierowej ale będą sprzedawane jako PDFy przez
DriverThruRPG. Nie wiem jak te plany mają się do niedawnych zwolnień w WW, ale mam nadzieję, że nie są powiązane. W końcu materiały do Exalted już od jakiegoś czasu były pisane głównie przez wolnych strzelców (freelancers). Poczekamy, zobaczymy.

Jako, że system Exalted bardzo ale to bardzo polubiłem, postanowiłem (już dawno temu) zebrać wszystkie wydane podręczniki do drugiej edycji. I z wielką przyjemnością odebrałem dzisiaj kolejną przesyłkę z 6 nowymi książkami. A w drodze mam kolejne 3 książki. Niestety nie udało mi się dotrzeć nigdzie do Storyteller’s Companion, ale nie jest to książka wybitnie przydatna (poza przygotowaniem kilku NPCów). Nie widziałem też już nigdzie podręcznika Alchemical Exalted, a ceny tej książki z drugiej ręki aktualnie oddalają się od „chorych” i przechodzą w „abstrakcyjne” (między 100 USD a 150 funtów). No jednak książki za 500 PLN to ja nie będę kupował tylko do kolekcji.
Ale wszystkie pozostałe już zebrałem!

Poza tym z ciekawostek, na DriveThruRPG można zamówic już niektóre pozycje w Print on Demand. Na przykład Compass of Celesital Directions VI: Autochtonia kosztuje jedynie 22 USD (papier+PDF). Tak samo jak Broken-Winged Crane. Pozycje te nie były nigdy wydane w formie książkowej. Może kiedyś uda mi się więc jednak zdobyć wydrukowane brakujące dwie pozycje.

Tuż przed ostatnią sesją Exalted jeden z graczy zachorował. Nie chcieliśmy jednak sesji odkładać o kolejny tydzień i postanowiliśmy zagrać w nieco okrojonym składzie. Jeden z graczy zażartował nawet przed sesją „No przecież Xenon nie będzie całą sesję wymiotować”… Cóż…. ale po kolei.

Podczas wizyty w Katedrze, Xenon i Sonja odkryli ślady walki sprzed wieków, zaś pod ścianą, obstawiony wielkimi orichalkowymi płytami grobowiec z ostrzeżeniami – nie dotykać, nie podchodzić, Anathema! Rake niestety nie nadawał się do żadnych eksploracji, więc zgarneli Suryię i zaczeli zastanawiać się, jak mogą dobrać się do zawartości grobowca. Bez wchodzenia w zbyt wiele szczegółów – Suriya znalazł na niektórych płytach w jakiś sposób wyryte symbole astrologiczne, które nic mu niestety nie mówiły. Po ściągnięciu linami paru płyt ze stosu, udało im się w końcu zrobić przejście. Xenon jako najsilniejszy z nich wszystkich poszedł przodem w razie gdyby płyty nie były ułożone stabilnie. Podczas przeciskania się do środka dotknął jednej z owych astologicznych płyt i wokół niego na chwilę pojawiła się aura magii, zaś nad jego głową symbol Saturna (Maiden of Endings). W środku odkryli szczątki Anathemy (poznali po szatach z orichalkowymi nićmi i orichalkowych artefaktach), oraz kilkanaście spalonych lub zniszczonych na różne sposoby szczątków (dragon-blooded).

W sumie na początku ciężko było przewidzieć co przytrafiło się Xenonowi. Ale już w drodze powrotnej zdołał się potknąć i prawie nadziać na jakiś wystający kawałek urwanej rury (uratował go pancerz). A później przytrafiały mu się różne inne wypadki. Bohaterowie szybko więc doszli do wniosku, że to klątwa grobowca. Zabrali mu jego broń – kosę – coby sam sobie krzywdy nie zrobił, i nawet starali się go nie wysyłać do żadnych trudniejszych zadań w ciągu kolejnych dwóch tygodni.

Po drodze do Lookshy uzgodnili jeszcze plan działania z Amilarem – ten poprosił ich aby nie rozgłaszali niczego na temat tego co odkryli w Katedrze. Tego typu zasobów nie można angażować bez politycznego poparcia dla całej operacji, a aby takie poparcie uzyskać Amilar potrzebował czasu. Tym niemniej obiecał, że akademia zajmie się naprawą mniej wymagających technologicznie elementów – wymianą soczewek esencji i orichalkowych luster. Oczywiście w miarę możliwości. W międzyczasie pozostawał do rozwiązania problem naprawy innych, bardziej skomplikowanych elementów. Surya może i miał dostępy do wiedzy swoich poprzednich wcieleń (nie chwalił się tym), ale bardziej palący był problem braku odpowiednich narzędzi i materiałów. Amilar zasugerował im wizytę w Denandsor – Pustym Mieście. To jedyne miejsce z czasów ery szogunatu, które pozostało w mniej więcej nienaruszonym stanie, a zapewnie gdzieś w środku skrywa nieodkryte jeszcze skarby z pierwszej ery. Tym niemniej Denandsor umie bronić swoich sekretów – podobno każdy kto wejdzie w granice tego miasta w krótkim czasie ucieka z niego z przerażeniem i nigdy więcej nie chce postawić w nim swojej stopy.

Po powrocie do Lookshy bohaterowie postanowili zająć się zebraniem materiałów i informacji na taką wyprawę. Surya codziennie spędzał czas w akademi Valkhavsen, czasami przynosząc jakieś materiały ze sobą. Rake odzyskał siły, zaczął trenować w jedym z lokalnych Dojo i nawet zdobył tam pewien rozgłos swoimi umiejętnościami walki. Sonja spędzała większość dni (i nocy) na przyglądaniu się jak żyją ludzie rządzący Lookshy – gdzie mieszkają, z kim się spotykają, co lubią robić – wszystko co mogłoby się przydać na przyszłość. Xenon na początku został oddelegowany do bratania się z żołnierzami w Lookshy, ale po tym jak złamał szczękę i o mało nie zabił jednym ciosem jakiegoś wyższego rangą oficera (ofiary uniknięto tylko dzięki magi amuletu, który Xenon dostał o Suryi wcześniej), postanowiono, że Xenon do czasu rozwiązania sprawy z klątwą będzie spędzał czas w domu.

W sumie dwa tygodnie minęło bez większych wydażeń. Pewnego wieczoru Surya dostał jednak wieczorem, tuż przed kolacją pilne wezwanie do Akademii. Zostawił więc służbie wiadomość do przekazania dla reszty drużyny, złapał kilka swoich rzeczy i wsiadł do lektyki. W środku dostał jeszcze do przeanalizowania jakieś dokumenty związane z planami jakiejś mansy…. dopiero po kilkunastu minutach zorientował się, że miały tylko odwrócić jego uwagę. W tym czasie doniesiono go (pod eskortą kilku zbrojnych) prawie do samego portu. W tym miejscu Surya wyskoczył z lektyki, krótkie zwarcie ze zbrojnymi – bez broni Surya wolał nie ryzykować, przewrócił lektyki coby opuźnić pościg i zwiał. Potem wmieszał się w tłum. Był nawet świadkiem, krótkiej rozmowy jego napastników z jakimiś lokalnymi łobuzami gdzie padła cena za jego skórę (żywego). Cena wystarczająco wysoka, żeby miejsce zrobiło się niemiłe. Bocznymi uliczkami wrócił więc spowrotem do głównej kwatery – a tam zastał płonący i walący się już budynek.

W czasie kiedy Surya zaczytywał się w podsuniętych mu dokumentach pozostali bohaterowie zebrali się na kolacji – Xenon zszedł już wcześniej i napychał brzuch pieczoną kaczką zalewaną obficie winem. Rake jak zwykle przyjął swój kubek wody i miseczkę ryżu. Tylko Sonja zauważyła, że coś jest nie tak – jakieś obce twarze u służby, wino mocniej niż zwykle zaprawione korzeniami jakby dla zamaskowania jakiegoś smaku. A w kuchni przez chwilę zobaczyła nawet kogoś, kogo widziała wcześniej w porcie. Podeszła więc spokojnie do Xenona, powiedziała, żeby przestał jeść, bo coś tu śmierdzi (na co Xenon spokojnie odłożył kaczkę i zaczą przepłukiwać gardło winem). Służba coś wyczuła i rozpoczęła się walka – Rake szybko obezwładnił pierwszego napastnika, drugiemu wyrwał krtań i pokazał ją trzeciemu, Sonja zabiła pierwszego uzbrojonego napastnika rzutem toporka, ale naprzeciw niej stanęła ekipa kilku lepiej uzbrojonych oprychów z kuchni. Zapewne nie obyłoby się bez dużej ilości ofiar, gdyby nie Rake, który użył swojego magicznego talentu wywołującego posłuch (Respect Commanding Attitude), opieprzył ich za przerywanie im posiłku i kazał się natychmiast wynosić. Na to bandyci grzecznie złożyli uszy po sobie przeprosili i zaczeli wychodzić. Niestety wtedy z rozpędu Xenon próbował jeszcze jednego z nich złapać, przed czym Sonja próbowała go powstrzymać. Wypadkowa sił była mocno zniekształcona przez astrologiczną klątwę Xenona – potknął się o nogi martwego bandziora i upadł, po drodze nadziewając się na miecz. Dodatkowo trucizna w winie zaczęła już działać, więc nie dość, że leżał na ziemi brocząc krwią, to jeszcze zaczął wymiotować. Żeby dodać dramatyzmu ktoś podpalił dom i zaczął obrzucać ją butelkami z jakąś łatwopalną cieczą. Rake czym prędzej wybił potężnym ciosem dziurę w ścianie, następnie razem z Sonją załadował Xenona na blat stołu i razem go wynieśli. Potem jeszcze wynieśli co cenniejsze rzeczy i zaczeli szukać pomocy medycznej dla Xenona. Na szczęście mniej więcej wtedy pojawił sie na miejsu Surya.

Przybyła straż pożarna, przybyli żołnierze do pilnowania porządku, zaś rannych/zmęczonych/poparzonych bohaterów odprowadzono do kwatery zastępczej. Dopiero po opatrzeniu ran Xenona (i podaniu odrutki) bohaterowie postanowili kontratakować. Wybrali się więc czym prędzej do portu, tam zaś Sonja i Rake zlokalizowali statek, którym Surya miał być odwieziony do Thorns. Po krótkie rozmowie z kapitanem wyperswadowali mu wszelkie głupie pomysły i namówili do opuszczenia Lookshy jak najprędzej. Dowiedzieli się też, że jakiś Wybraniec Otchłani oferwał bardzo dużą sumę pieniędzy za żywego Suryię i zabicie jego towarzyszy.

I w sumie na tym sesja się skończyła.

(a do poczytanie po streszczeniu polecam Co lepsze kawałki )

Jak wszystkim wiadomo, Lookshy my dwie bardzo duże i bardzo stare mansy. Mało kto jednak jest świadom, że głęboko pod Lookshy znajduje się trzecia mansa, starożytna, potężna i bardzo mocno uszkodzona Fabryka-Katedra poświęcona Niezwyciężonemy Słońcu. To właśnie ta mansa wymaga regularnego zasilania jej energią poprzez składania ofiar. Jeżeli ofiary nie będą dostatecznie częste – mansa wybuchnie, zaś jej eksplozja mogłaby teoretycznie rozregulować przepływy energii w pozostałych dwóch mansach – co w najlepszym wypadku spowoduje ich zniszczenie, zaś w najgorszym utworzy olbrzymi krater w miejscu gdzie teraz stoi Lookshy. Zainteresowanych po szczegóły odsyłam do „Books of Sorcery III: Oadenol’s Codex”

Nic więc dziwnego, że wyprawa do Katedry była dobrze obstawiona elitarnymi żołnierzami Lookshy w zbrojach Gunzosha i w towarzystwie 3 magów dragon-blooded. No i oczywiście 4 solarów. Cokolwiek miało być ofiarą, było wiezione w dużych okrytych ciężkimi futrami klatkach jak się później okazało były to świetliste człekopodobne istoty uwięzione w orichalkowych klatkach. Mansa jest głęboko pod ziemią a jedyna metoda dotarcia do niej to długi i kręty korytarz podziemny – szeroki wystarczająco aby można było minąć się w nim dwoma wozami (nie ma to jak HIGH fantasy).
Pod koniec pierwszego dnia podróży natkneli się na przewrócony wóz poprzedniej ekipy. I ciało dragon-blooded, częściowo skonsumowane. W związku z tym na noc wystawiono warty a nasi bohaterowie też postanowili dyskretnie obserwować okolicę. W okolicach północy po korytarzu zaczą nieść się jakiś dziwny, cichy szept, który jak się okazało uśpił wszystkich ludzi, jedynie Wybrańcy zachowali przytomność – a chwilę później korytarzem zaczęła na nich pędzić jakaś chmara istot.
Magowie dragon-blooded nie próżnowali i wypełniali na zmianę cały korytarz stadami obsydianowych motyli tnących na drzazgi wszystko na co trafiły. W tym czasie nasi bohaterzy zajęli się zagrożeniem nadchodzącym z drugiej strony – jakaś dziwna istota rozłożyła sie tam jak wielki fruwający w powietrzu płaszcz, zaś pod płaszczem otworzyło się przejście do… ciężko stwierdzić, ale niektórzy wyglądało to jak jakaś mroczniejsza wersja podziemii (labirynt). Rake urwał głowę (kaptur?) płaszczopodobnej istoty, zaś pozostali bohaterowie zajeli się dwoma potężnymi stworami, które z labiryntu wypęzły.

Następnego dnia dotarli do podziemnej mansy – olbrzymia, całkowicie zdewastowana podziemna Fabryka wyglądała raczej ponuro i smutnie. Wszędzie resztki porozbijanych soczewek, zniszczonych orichalkowych luster, rozerwane przez wybuchy esencji ściany korytarzy i potłuczone ołtarze dla Niezwyciężonego Słońca. No i oczywiście olbrzymie, ciemne, ciche hale fabryczne.
Żeby nie przedłużać, okazało się, że Surya za pomocą dziwnego urządzenia, które otrzymał od Amilara, potrafi porozumieć się z bytem zarządzającym fabryką. Nie była to nadzwyczaj rozmowna istota, ale na prośbę Suryi była w stanie rozświetlić im drogę i włączyć systemy obronne po wykryciu agenta dołu (znaczy się śmiertelnika w służbie Maski Zim). Krótkie starcie (próba zabicia ofiar dla świątyni) bez strat własnych (agent nie przeżył).
Dzięki urządzeniu do komunikacji, które zastąpiło normalny terminal do sterowania Katedrą bohaterowie dowiedzieli się:
- brak energi na ustabilizowanie przepływów esencji
- niemożliwe jest wynurzenie się mansy na powierzchnię kreacji (brak energii, zepsute podzespoły)
- Katedra Fabryka podlega rozkazom Słonecznej Deliberatywy, a z braku kontaktu nie zamierza tej kontroli przekazać pierwszemu lepszemu Solarowi
Rake zajął się pierwszym problemem – ofiarował swoją esencję (a także, jak się okazało, krew) na ołtarzu Niezwyciężonego Słońca. Przeżył to, ale z trudem. Tym niemniej energii ma wystarczyć na jakies 3 miesiące.
Surya przenegocjował zasady zarządzania Katedrą i uzgodniono miesięczny okres czasu przez który byt zarządzający będzie próbował się skontaktować z Deliberatywą, a po tym czasie przekaże pełnomocnictwa sterowania Fabryką w ręce Suryi.
Sonja i Xenon przeszukali okolice centrum sterowania i znaleźli ślady bitwy oraz oznaczony ostrzegającymi znakami grobowiec anathemy, która tu padła. Wrócili jednak po resztę przed próbami przeszukania grobowca.

I w sumie na tym skończyliśmy.

Może jeszcze wrócę do streszczeń pierwszego sezonu (obraziłem się na bloga, bo mi zjadł notkę). Tym niemniej w środę przydarzyła nam się nowa sesja, więc gotowy jestem opowiedzieć nieco o tym co się działo.

Na koniec pierwszego sezonu bohaterowie uratowali Lookshy przed najazdem Maski Zim. Niemały ten wyczyn przeszedł jednak niezauważenie dla większości mieszkańców Lookshy. Tylko dzięki informacjom od boginii Tu Yien, której Solarzy pomogli, dowództwo Lookshy dowiedziało się co tam się tak naprawdę działo. Dzięki temu bohaterowie zostali zaproszeni na uroczystości związane ze świętowaniem zwycięztwa, otrzymali również kwaterę, gdzie mogli mieszkać na czas ich pobytu w mieście i przepustki do swobodnego poruszanie się po Lookshy.

Podczas uczty, wydarzyło się co następuje:
- Sonja wypatrzyła jakieś zbliżające się kłopoty („poziomy energii przekroczyły bezpieczne limity”)
- Rake miał okazję spotkać parę ważnych osób i zaoferować pomoc drużyny w razie potrzeby
- Surya porozmawiał Amilarem Kraik - administratorem Valkhavsen, Akademii Magii w Lookshy, dostał również zaproszenie do odwiedzin w akademii następnego dnia
- Xenon miał okazję się najeść

Najważniejszym wydarzeniem następnego dnia była wizyta Suryi w Valkhavsen. Akademia Magii jest jedną z dwóch największych i najważniejszych szkół magii w kreacji – rywalizująca z Imperium w dziedzinie magi-techu i szkolenia młodych magów. Prowadzą tam badania nie tylko nad teoriami magicznymi ale również starają się na przykład rozgryźć zasady działania bardzo starych artefaktów z pierwszej ery – artefaktów, których nawet zastosowania ciężko jest się domyślić. Na przykład złota kula wielkości dużej śliwki, nie reagująca specjalnie na żadne działania badających ją Dragon-Blooded. Wielkie więc było ich zdziwienie, kiedy po dotknięciu kuli przez Suryię, kilka centymetrów nad kulą pojawił się obraz urzędnika w stroju z innej epoki, który w języku Starego Imperium przywitał Surię słowami „Witaj o Władco Kreacji, jak mogę ci służyć”.
Jak się okazało (ku dobrze ukrywanemu zachwytowi Amilara Kraika), artefakt zareagował na obecność Solara. Był to personalny organizator czasu. Zachwycony Surya chwilę sie nim pobawił i, po krótkiej rozmowie z Amilarem, otrzymał go w prezencie. Amilar zaś podzielił się z nim pewnym problemem, który, jak miał nadzieję, Surya będzie w stanie pomóc mu rozwiązać.
Okazało się, że głęboko pod Lookshy znajduje się trzecia, dobrze ukryta przed światem potężna Mansa. Kiedyś w dawnych czasach była to Katedra-Fabryka, której pochodzenie ginie gdzieś w mrokach dziejów. Kiedy Siódmy Legion przybył do Lookshy, spotkał tu dwóch Mnichów – Nauczyciela i Ucznia – którzy przekazali im tajemnicę, jak konserwować Mansę. Katedra-Fabryka była bardzo poważnie uszkodzona i przed eksplozją chroniła ją tylko regularnie składana ofiara z krwi istoty naładowanej energią Niepokonanego Słońca (o tym szczególe Amilar nie poinformował Solarów).
Tak się złożyło, że mniej więcej w czasie ataku na Lookshy została wysłana niewielka grupa techników, którzy mieli ową ofiarę złożyć. Niestety nie dotarli oni nigdy na miejsce, zaś magowie z Valkhavsen zauważyli tylko ciągły wzrost ilości nieuregulowanej esencji pod Lookshy. Ponieważ sprawa była pilna, następnego dnia miał wyruszyć oddział eskortujący ofiarę i kilku magów, którzy mieli ją złożyć na ołtarzach Niepokonanego Słońca. Surya poprosił aby reszta jego towarzyszy mogła również wyruszyć na tą wyprawę. Po tej rozmowie Surya miał jeszcze okazję obejrzeć resztę akademii, a dopiero potem udał się do domu. Wyprawa miała wyruszyć kolejnego dnia godzinę po południu.

Mam właśnie w planach wznowienie pogrywy w Exalted. Ponieważ sezon pierwszy zakończył się wiele miesięcy temu, postanowiłem przypomnieć graczom (i sobie) co takiego działo się na tych pogrywach. I w sumie to całkiem dobry materiał na tą stronę.

W sumie zanim przejdziemy do opisu losów bohaterów, krótkie przypomnienie pewniej historii, która może być jeszcze kiedyś ważna.
Jakieś 30 lat temu kilka mniejszych państw z Konfederacji Rzek toczyło ze sobą krótką wojnę. Po rozstrzygnięciu konfliktu oddziały zostały rozpuszczone i wracały do domu (albo łupiły okolicę, różnie bywa). Jeden z takich małych powracających oddziałów, kilkunastu ludzi, napotkał niewielką grupę najemników eskortujących niecodziennego więźnia – jak się okazało na sprzedaż. W klatce, zakuty w specjalne magiczne kajdany siedział bóg. Nie jakis potężny bóg, ale jednak. Żeby nie przedłużać niepotrzebnie opowieści – ludzie z tego oddziału zabili najemników i uwolnili boga. A ten w zamian za pomoc obiecał im, że ich pierwszemu dziecku, które spłodzą po wojnie los będzie zawsze sprzyjał.

Bohaterzy tej opowieści, jak łatwo się domyślić, są właśnie owymi dziećmi – pierwszymi potomkami swoich ojców od czasu tego wydarzenia.
Rake – mnich…. nie pamiętam wiele więcej – Jarecki dopowiedz szczegóły
Sonja – też niewiele pamiętam, oprócz tego, że to cichociemna
Xenon – wojownik, wcale nie najstarszy syn swego ojca, ale pierwszy, który urodził się po wojnie. Wychowany przez żołnierza, na żołnierza.
Surya – poszukiwacz starożytnej wiedzy i artefaktów z wieków minionych, na praktykach (tak się teraz służbę nazywa?) przez Scavenger Lorda

Państwo z którego pochodzą nasi bohaterzy zostało zobowiązane przez traktat Konfederacji Rzek do wystawienia oddziału, który ma wspomóc Lookshy w konflikcie z Mask of Winters i jego siłami stacjonującymi aktualnie w Thorns. Wojny jeszcze nie ma, ale oddziały są mobilizowane. W ramach mobilizacji rodziny naszych bohaterów wydelegowały właśnie ich do spełnienia tego obowiązku. Po dotarciu na miejsce spotkali wszyscy zgłosili się do przyjaciela ich ojców – Bernarda. Kiedyś podobno służyli razem w jednym oddziale ;-)
Bernard przydziela ich do oddziału zwiadowców i wysyła od razu na front. Przy okazji prosi, żeby podczas zwiadu na terenach w pobliżu granicy z Thorns zwrócili uwagę na jego córkę – która zaginęła tam w akcji.
Na miejscu oddział bohaterów trafia do niewielkiego zajazdu nad rzeką, gdzie masakruje ich (podczas nieobecności postaci) Abyssal Exalted wysłany z Thorns. Podczas gdy zły zajmuje się spuszczaniem krwi z ciał, postacie wracają, biją się z ożywionymi ciałami (i żywym Bernardem pod kontrolą Abyssala). Próbują uciekać, Deathknight ich łapie i w tym momencie następuje widowiskowe Wybranie przez Niepokonane Słońce. Abyssal grzecznie się żegna i wskakuje do studni (rzucając wcześniej jakiś czar), zaś postacie masakrują nieumarłych i uwalniają Bernarda spod kontroli czaru.

Następnego dnia Bohaterzy razem z nieprzytomnym Bernardem docierają do pobliskiego miasta, ale po drodze jadą pod prąd wielkiej ludziej rzeki – uciekajacych z miasta mieszkańców. Okazuje się, że miasto, bogate dzięki starożytnemu artefaktowi (wielki podnoszony most rozpostarty ponad jeziorem), w najbliższym czasie zostanie najprawdopodobniej starte z powierzchni kreacji. Coś spowodowało uszkodzenie Mansy, która ów most zasilała energią Esencji, energia zaczyna się kumulować w dużych ilościach (zamiast przepływać przez Mansę) i najprawdopodobniej w ciągu najbliższych kilku dni (albo godzin) nastąpi eksplozja, która ową energię uwolni. Miasto jest już w dużej części opustoszałe, ale porządku pilnuje jeszcze niewielki oddział dobrze wyszkolonych ludzi z Lookshy, z którymi to oddział Bernarda miał się spotkać. Niewiele wiadomo na temat samej Mansy – jest podobno ukryta gdzieś głęboko pod wodą. Gdyby był tu na miejscu jakiś geomanta, można by ją spróbować naprawić ale w tym momencie nie ma i w związku z tym ewakuowano miasto. Bohaterzy ze swoimi nowo zyskanymi mocami i wiedzą postanawiają jednak spróbować. Dostają od lokalnego alchemika pigułki do oddychania pod wodą i nurkują.
Na dnie jeziora trafiają na prawdziwą perełkę – podwodną szklaną kopułę okrywającą starożytną budowlę. A w środku nienaruszone artefakty pierwszego wieku – Sztuczna inteligencja (imieniem Alicja) pomaga jak może ekipie solarów w naprawieniu uszkodzeń – wskazując na półki z dokumentacją i podpowiadająca gdzie można znaleźć panel do awaryjnego osuszenia okolicy Mansy. W środku znajduje się nawet kamień serca Mansy (hearthstone), który pozwala zasilić „suchy dok”. Jak się okazuje, z jednego ze statków przepływających przez jezioro wypadł potężny blok kamienny wieziony z kamieniołomów. I upadł tak nieszczęśliwie, że nadtłukł jedną ze szklanych (serio?) płyt przykrywających mansę. Nie byłoby to wielkim problemem, ale strumyczek wody sączący się przez otwór trafił do centralnej fontanny, która odpowiadała za regulowanie przepływów energii i tym ją zaburzył.
Na szczęście Mansa zostaje naprawiona, bohaterzy zbierają z mansy łup i szykują się do powrotu na brzeg. Wyjeżdżają na powierzchnię windą i wtedy zatrzymuje ich niezależny od Alicji system obronny Mansy – wielki, mechaniczny, jadeitowy, pływająco-latający krabo-skorpion. I jeszcze pluł energią i wypuszczał małe wodne niewiadomo co, które próbowało sobą udusić osobę do której się przyczepiało. Chwilę zajmuje walka, w końcu pancerz krabo-skorpiona pęka, ten wpada do wody i niknie gdzieś pod powierzchnią. A z niego wychodzi bogini. Wielce wkurzona bogini.
Jak się okazuje, grupa solarów, która budowała tą mansę ponad 1000 lat temu, jako źródła zasilania dla mechanizmu obronnego użyła bogini, i to wcale nie jakiegoś małego, nic nie znaczącego elementala albo pomniejszego bóstwa – ale pełnoprawnego ziemskiego boga morza. W chwili kiedy udało jej się uwolnić, potwornie wkurzona, bez najmniejszego wachania atakuje grupę solarów stojącą przed nią. Najpierw zamraża całe jezioro a następnie…. właśnie w tym momencie Rake doświadcza wizji – przeżywa to co przeżywało poprzednie wcielenie jego egzaltacji. To właśnie jego poprzednik był tym, który stworzył magiczną pieśń, która uśpiła cały dwór bogów służących owej Bogini Morza, co pozwoliło ją porwać i zniewolić. Rake widząc więc rozsierdzoną Boginię, zaczyna śpiewać na cały głos słowa tej pieśni. Nie ma wprawdzie magicznej mocy jego poprzednika, ale same słowa pieśni odświeżają pamięć Bogini, która w panice ucieka aby nie paść ofiarą tej samej sztuczki drugi raz.

Bogini ucieka, skarby zebrane, mansa uratowane. Bohaterscy bohaterowie wracają na brzeg świętować. Ciąg dalszy nastąpi

Dziś postanowiłem napisać nieco na temat tego aspektu Exalted, który przysparza mi chyba najwiekszych problemów.

WIELKA KLĄTWA

Taaa… to przez nią zakończył się złoty wiek, i może przez nią zakończy istnienie (jakie znamy i lubimy) cała kreacja. Tylko jak to wpasować w rozgrywkę RPG. Przede wszystkim czym jest Wielka Klątwa. Zacznę od definicji znalezionych w podręczniku:

Wielka klątwa została rzucona przez umierających Primordiali. Miała dotknąć bogów, ale ponieważ klątwa umierającej istoty może tylko dotknąć tych, którzy są bezpośrednio za jej śmierć odpowiedzialni (a bogowie nie byli, nie mogli brać żadnego udziału w wojnie z Primordialami), trafiła w Exalted. Klątwa przejawia się inaczej dla każdego rodzaju Exalated.

Solarzy nie panują do końca nad swoimi emocjami – pod wpływem klątwy wpadają w głęboki smutek albo niszczycielski szał. Klątwa obciążyłach ich najmocniej, przez co są poddani jej wpływowi częściej niz inni. W sumie istnieją trzy sytuacje, przy których klątwa się ujawnia:
1) opierając się obcemu wpływowi na umysł
2) podejmując działanie wbrew swojej głównej cnocie (Virtue)
3) za każdym razem kiedy są świadkami sytuacji opisanej w ich Limit Break.

Lunarzy pod wpływem klątwy stają się bestiami które próbują naśladować. Ich zachowanie staje się czysto instynktowne, związane z pewnym zwierzęcym aspektem ich natury. Istnieją również trzy sytuacje wywołujące pojawienie się takiej reakcji:
1) i 2) jak u Solarów
3) każdej nocy kiedy pada na nich światło księżyca w pełni

Efekt klątwy działającej na Sidereal jest trudniejszy do zauważenia. Ich przeznaczenie co jakiś czas opiera się manipulacji i nie można go zmienić. Oprócz tego czasem na podejmowane przez nich decyzje wpływa mocno kasta do której należą. Ten ostatni efekt jest tym silniejszy im większa ilość Sidereals bierze udział w podejmowaniu decyzji. Jak zwykle mamy trzy sytuacje, które powodują ujawnienie się klątwy.
1) i 2) jak u Solarów
3) kiedy zmieniają przeznaczenie w sposób niezgodny ze swoją główną cnotą

Dragon-blooded pod wpływem klątwy są bardziej skłonni działać zgodnie z naturą swojego żywiołu. Na szczęście dla nich rzadziej są jej poddani- jedynie opieranie się obcemu wpływowi na umysł i działanie wbrew swojej głównej cnocie powoduje u nich ujawnienie się klątwy.

Najciekawszym efektem zwiazanym z klątwą jest jej … dyskrecja. Tak naprawdę chyba żaden exalted nie jest świadom tego, że poddany jest działaniom siły zewnętrznej. Co więcej – inni exalted również tego nie zauważają. Nawet u szczytu władzy Solar Exalted w Pierwszym Wieku, najbliżsi im Lunarzy twierdzili, że umysły Solarów po prostu nie są w stanie wygrać walki z potrzebą doskonałości nałożoną na nich przez Niepokonane Słońce. Wszyscy wiedzieli, że bestia czasem wychodzi z Lunarów i w ich naturze leży słuchanie się swoich instynktów. Dragon-blooded upodobniają się z wiekiem do swojego żywiołu. A Sidereal? Pod wpływem stresu każdy czasem podejmuje złe decyzje.
Kolejnym ciekawym efektem klątwy jest jej oczyszczający charakter. W chwili kiedy Exalted poddają się w końcu Wielkiej Klątwie i działają pod jej wpływem, niejako w nagrodę czują się tym w pełni usatysfakcjonowani – ich Siła Woli jest natychmiast podnoszona. Jeżeli się nad tym głębiej zastanowić, jest to efekt który tak naprawdę powoduję przemianę Exalted pod wpływem klątwy – „Pod wpływem tego widoku wpadłem w szał, zniszczyłem okolicę i naprawdę czuję się z tym teraz dobrze”. Albo „Oddałem się oczyszczeniu i medytacjom przez cały dzień nie przejmując się światem dookoła, dodało mi to energii do pracy”. Jeżeli Exalted żyje dostatecznie długo, byc może właśnie takie sporadyczne z początku wybuchy emocji powodowały zmiany ich spojrzenia na rzeczywistość dookoła. Nawet jeżeli większości było po tym wydarzeniu głupio, niektórzy postrzegali efekt Wielkiej Klątwy prawie jak nagrodę za swoje zachowanie.

Na wczorajszej sesji Exalted miałem pierwszy raz do czynienia z zasadami Mass Combat. I powiem szczerze, że jestem pozytywnie zaskoczony. Kiedy pierwszy raz oglądałem zasady Mass Combat w podręczniku Exalted, pierwszą moją myślą było „A po co mi to tak naprawdę?”. Przecież prowadzę grę opowiadającą o przygodach bohaterskich Wybrańców Słońca a nie jakąś symulację gry strategicznej. Rodział pominąłem. Ostatnio jednak gram jak Dragon-Blooded w pogrywie prowadzonej przez Jareckiego. I w zasadzie dowodzenie mam nawet wpisane w historię postaci. Kiedy więc nasz MG zapronownował nam użycie tych zasad, w sumie nawet mnie to zaciekawiło.

Zasady w podręczniku nie są opisane specjalnie pokrętnie, ale całkiem nowy zestaw statystyk i trochę inna mechanika z początku mnie nieco … zmęczyły. Dopiero lektura Mass Combat 202 z Exalted Wiki ( http://wiki.white-wolf.com/exalted/index.php?title=Exalted_202_Mass_Combat ) zapaliła mi jakieś żarówki. Najważniesza chyba informacja jaką tam znalazłem zawiera się w prostym stwierdzeniu: dowódcy Exalted „noszą” oddziały jak zbroje. I w sumie rzeczywiście do tego mniej więcej to się sprowadza.

Walka z zasadami Mass Combat nie jest tak barwna jak samymi postaciami – nie robi się efektownych wyskoków, opisów cięć w przeciwnika itp. elementów. Wydajesz rozkazy oddziałom, ustawiasz je na pozycji, wchodzisz w zwarcie z przeciwnikiem. Ale kiedy już dochodzi do walki, to w sumie walczysz postacią wspomaganą przez oddział. Uderzasz w przeciwnika Daiklavą, parujesz ciosy oddziałów uderzających na ciebie, używasz charmów. Zamiast HP, tracisz ludzi, twój oddział z wolna (albo szybko) topnieje, aż w końcu dowódca zostaje sam na polu bitwy. Nie będę tu próbował wchodzić w rozważania na temat tego jak bardzo rzeczywste są te zasady walki -> to w końcu Exalted. Ale jednego jestem już pewien – walki oddziałów są nie trudniejsze w prowadzeniu niż walki Exalted. Wymagają tylko przygotowania przed sesją (statystyki oddziałów). A wprowadzenie do kampanii elementów wojennych na pewno dodaje klimatu, szczególnie dla Dragon-Blooded. Bardzo polecam tą część podręcznika wszystkim MG Exalted RPG.


  • RSS