RPG blog

Trochę o graniu, trochę o prowadzeniu Gier Fabularnych

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Ano tak, 40 lat mi stuknęło w tym roku. A że ostatnio blog.pl dobija się czasem na moim e-mailu, żebym nowy wpis jednak dodał, zdecydowałem się znowu coś napisać. Dzisiaj będzie wpis wspominkowy, chciałem trochę podsumować, co z tym moim RPG działo się, co jest i co dziać się być może będzie.

Z grami RPG zapoznałem się tak naprawdę w liceum, w wieku lat 17 miałem okazję spotkać się z ludźmi, którzy w Lublinie, na kolenie prawie że (i w edytorze TAG na ówczesnych komputerach) tłumaczyli na nasz język ojczysty pierwszego RPG z prawdziwego zdarzenia, który ukazał się po polsku – Warhammer Role Playing. Bakcyla złapałem od razu, grało się wtedy w Warhammera, później liznąłem ADnD i oczywiście obowiązkowo w tamtym czasie Kryształy Czasu. Kiedy przeniosłem się do Warszawy na studia, trafiłem (za kolegą z klasy) na redakcję Magii i Miecz a zaraz potem na cały fandom fantastyki w Warszawie. Odbywały się wtedy w Warszawie doskonałe imprezy w klubie Stodoła pod nazwą Lato z RPG. Tam poznałem mnóstwo osób z którymi później wielokrotnie długie godziny spędziłem na ratowaniu światów przed pewną zagładą czy poszukiwaniu przygód i skarbów: Dorota, Smok, Lucas the Great, Jerzy, Bryłek, i wielu wielu  innych. Studia w graniu mi nie przeszkadzały, chociaż nie mogę niestety powiedzieć na odwrót. Nie oszukujmy się jednak – granie w RPG to była po prostu metoda spędzania wolnego czasu, dobrej zabawy i nigdy na RPG nie próbowałem zwalić winy na przerwaną naukę. Potem była rodzina, dzieci, czasu na RPG było mniej ale i tak można było co kilka dni znaleźć trochę czasu dla znajomych, żeby się pobawić. Wszystkie moje wpisy na tym blogu pochodzi właśnie z tych lat. W końcu jednak ilość obowiązków trochę mnie przeciążyła i tak od jakiegoś 2010 grałem rzadko, wręcz sporadycznie. Do tego doszłedł World of Warcraft, który jak każda gra MMORPG zabiera duże ilości czasu. I tak minęło kilka lat aż dotarliśmy do dzisiaj.

Niedawno wyszło D&D edycja już piąta. W sumie poczynając od 2 edycji (wtedy jeszcze ADnD) jest to system z którym spędziłem najwięcej czasu. Bo o ile jest to gra z mocnym naciskiem na rzucanie kostkami, to jednak doskonale nadaje się do tworzenia przeróżnych opowieści. Scenariusze w nim można tworzyć naprawdę z dużą dozą dowolności (o ile są w konwencji Fantasy) a mechanika jest prosta i nie utrudnia za bardzo. Ma swoje minusy takie jak abstrakcyjne bardzo podejście do zdrowia i walki generalnie, ale muszę przyznać, że 5 edycja trochę się pod tym względem poprawiła. Kiedyś horda goblinów atakujących postacie na poziomie 10 nie stanowiła żadnego zagrożenia. A w tej edycji jest to już coś co wymaga przynajmniej odrobiny strategii, bo mogiła.

Graliśmy też kilka lat temu w bardzo fajne Exalted, kilka streszczeń można nawet znaleźć na tym blogu. Tym niemniej jakieś 3 lata temu grę przerwaliśmy bo „za rogiem jest już prawie nowa edycja, poczekajmy aż wyjdzie”. Niestety Onyx Path dali czadu i trzeba było czekać 3 lata na nowy podręcznik. Niestety ludzie się trochę rozeszli (na przykład wyjechali do UK), więc dawna drużyna się nie zejdzie. Ale system z tego co czytałem wygląda ciekawie i pewnie uda się coś nowego złożyć.

Niedawno grupa znajomych zaprosiła mnie do swojego grona i od kilku miesięcy gramy sobie nieregularnie (raz na 2-3 tygodnie) w najnowszą edycję D&D. System jest ok, opowieść też ciekawa i przyznaję, że dobrze się bawię jako gnomi mag. Co ciekawe w gry RPG wciągną się również mój syn i po zagraniu kilkanaście razy w gronie rodzinnym postanowił pobawić się ze swoimi kolegami ze szkoły. Ostatnio prowadził im kilka przygód, ale chyba trochę go to przerosło, bo poprosił abym przejął od niego role GMa i poprowadził dla jego grupki kolegów. Już to kiedyś robiłem i powiem szczerze, że granie z dziećmi to całkiem inny typ zabawy niż gra z dorosłymi. Zapowiada się więc całkiem ciekawe kilka miesięcy.

Dla tych co jeszcze nie wiedzą, Exalted jako linia drukowanych gier RPG
White Wolf została już zamknięta i więcej wydawanych książek nie będzie.
Te które jeszcze są gdzieś na rynku to już ostatnie sztuki i nie będzie
już dodruków. No może poza usługami typu „Print on Demand”, które
ostatnio pojawiają się w US.
Oczywiście to nie oznacza, że nie będzie juz wiecej niczego ze świata
Exalted. White Wolf ma w swoich planach wydawniczych na 2012 conajmniej 3
podręczniki: Masters of Jade, Shards of the Exalted Dream i Scroll of the Monk, Vol. II: Scattered Lotus Petals. Słyszałem też plotki o możliwym pojawieniu się
Exalted edycja 2.5. Jednak to co ważne, to że podręczniki do Exalted nie
będą wydawane w formie papierowej ale będą sprzedawane jako PDFy przez
DriverThruRPG. Nie wiem jak te plany mają się do niedawnych zwolnień w WW, ale mam nadzieję, że nie są powiązane. W końcu materiały do Exalted już od jakiegoś czasu były pisane głównie przez wolnych strzelców (freelancers). Poczekamy, zobaczymy.

Jako, że system Exalted bardzo ale to bardzo polubiłem, postanowiłem (już dawno temu) zebrać wszystkie wydane podręczniki do drugiej edycji. I z wielką przyjemnością odebrałem dzisiaj kolejną przesyłkę z 6 nowymi książkami. A w drodze mam kolejne 3 książki. Niestety nie udało mi się dotrzeć nigdzie do Storyteller’s Companion, ale nie jest to książka wybitnie przydatna (poza przygotowaniem kilku NPCów). Nie widziałem też już nigdzie podręcznika Alchemical Exalted, a ceny tej książki z drugiej ręki aktualnie oddalają się od „chorych” i przechodzą w „abstrakcyjne” (między 100 USD a 150 funtów). No jednak książki za 500 PLN to ja nie będę kupował tylko do kolekcji.
Ale wszystkie pozostałe już zebrałem!

Poza tym z ciekawostek, na DriveThruRPG można zamówic już niektóre pozycje w Print on Demand. Na przykład Compass of Celesital Directions VI: Autochtonia kosztuje jedynie 22 USD (papier+PDF). Tak samo jak Broken-Winged Crane. Pozycje te nie były nigdy wydane w formie książkowej. Może kiedyś uda mi się więc jednak zdobyć wydrukowane brakujące dwie pozycje.

Miałem zamiar dodać jako komentarz, ale wyszło tego więcej, więc jest notka.

Po ostatnim wpisie miałem okazję porozmawiać o tym trochę z Dorotą i Jareckim. I w sumie dało mi to nieco do przemyślenia.
Zgadzam się, że taki opis wygląda na nienaturalny. Gdyby RPG miało być symulacją życia w innej rzeczywistości, to rzeczywiście powinnismy najpierw opisywać rzeczy najbardziej zwracające uwagę – czyli przede wszystkim to co się rusza, to co ma ostre kolory (i kły) i to co mózg mógłby łatwo zinterpretować jako niebezpieczeństwo. I kolejny dobry argument: „Ale te opisy mnie denerwują. Wchodzę do pomieszczenia i wiem, że jest tam coś groźnego i nie mogę się doczekać informacji na ten temat, bo MG kończy swój opis pomieszczenia. Trudno się wtedy skupić na opisie”

Z drugiej strony… kurcze. To nie jest gra strategiczna! To gra FABULARNA – taka z fabułą. Pomyślcie jak to robią w książkach. Czy opisują najpierw walkę czy też może jednak najpierw miejsce akcji? Film ma prościej, może połączyć jedno z drugim. Ale generalnie bohaterowie zwykle najpierw gdzieś wchodzą a dopiero później jest walka. Najpierw się przekradają i obserwują a potem walczą. Jak można dobrze bawić się w grę fabularną pomijając cała warstwę opisów pomieszczeń.

Jarecki również zwrócił moją uwagę na jeszcze jedną sprawę. W sumie dużo zależy od systemu. Wyobraźmy sobie proste spotkanie. Akcja odbywa się na starożytnym cmentarzysku cyklopów. Gigantyczne nagrobki, suche drzewa, żwir, patyki i liście pod nogami, ponura pogoda. Przeciwnicy to dwa cyklopowe zombie z potężnymi toporami.

W D&D zbyt często takie spotkanie będzie wyglądać tak:
- krótki opis lokacji, przede wszystkim zwrócenie uwagi na dwa cyklopowe zombi
- gracze – deklarują inicjatywę, szarżują, rzucają kostkami, sprawdzają flankowanie, robią „5-feet step” itp.
- potwory – MG rzuca inicjatywę. Uderza. Dużo obrażeń (bo krytyk).
- gracze – przyjmują obrażenia, rzucają na trafienie, rzucają czary
….
Potwory padają, gracze rzucają detect magic i sprawdzają magiczne przedmioty.
To co ważne to: nie ma ŻADNEJ interakcji graczy/potworów ze środowiskiem. To gdzie się znajdują nie ma znaczenia. Czy to most nad lawą, czy cmentarz, czy też miasto w chmurach. Nieważne. Ważne są rzuty, trafienia, flanki i krytyki. Opis jest zbędny. Tylko denerwuje bo dodaje niepotrzebne informacje.

Trochę co innego gdy system jest taki jak np. Exalted
- krótki opis lokacji, zwrócenie uwagi na dwa cyklopowate zombi
- gracze – deklarują inicjatywę a następnie OPISują w jaki sposób atakują zombiaki. Może to być na przykład wyskok na nagrobek i atak z wysoka. Albo walnięcie w zombi tak potężne, że ten zatacza się do tyłu i pada na suche drzewo łamiąc je.
- potwory – MG sprawdza inicjatywę. Uderza. OPISuje jak to zombie łapie w pasie bohatera i odrzuca od siebie. Albo jak potężny cios nie trafia w gracza (bo czegoś użył) i rozpryskuje granitowe odłamki płyty nagrobnej po okolicy.

Potwory padają, gracze przyglądają się okolicy. Sprawdzają czy potwory mają coś co wygląda na cenne.

Mam wrażenie, że system niestety wymusza na nas pewne zasady prowadzenia takich scen. W D&D potwór nie może złapać bohatera (bo to oddzielny manewr, a zombie tylko wali toporem). Gracz nie wskakuje po nagrobkach – bo taka akcja nie bardzo mieści się w systemie i totalnie nic nie daje (co najwyżej woła o rzut na akrobatykę). A potwór nie może odrzucić gracza potężnym ciosem topora bo a) nie ma takiego feata/mocy, b) gracz dostaje duży minus za to, że w następnej rundzie musi najpierw podejść do zombi przez co traci wszystkie ataki poza pierwszym. Nawet jeżeli uderzył Cię 6 metrowy gigant swoją 3-metrową maczugą za powiedzmy 45 obrażeń – co w sumie zabija na miejscu większość niskopoziomowych postaci a na średniopoziomowych robi duże wrażenie – nadal stoisz od niego te 5 stóp, bo nie ma zasady, która by pozwoliła na odrzucenie Cię. Poza tym gigant od razu straciłby swoje pozostałe 3 ataki a ty być musiał znowu na niego szarżować. Itp. itd.
W Exalted ilość ruchu wykonanego w rundzie nie wpływa na ataki (do pewnego stopnia). A opisy, które wykorzystują środowisko – skoki, rzucanie rzeczami, rzucanie przeciwnikiem itp dają graczom bonusy. Które dodatkowo zależą od tego jak kolorowy jest opis. I w takim systemie opis miejsca akcji jest dużo ważniejszy dla graczy. Chcą wiedzieć co jest dookoła nich, żeby móc to wykorzystać. I co więcej – sami potrafią dodać/wykreować dodatkowe elementy środowiska aby ubarwić swój opis.

Może ja po prostu za dużo grałem w Exalted i teraz mechaniczność Pathfindera zaczyna mnie męczyć….

Ostatnio gram/prowadzę głównie pathfindera – klon D&D 3.5 dla tych którzy jeszcze nie znają. Bardzo fajny, dobrze zbalansowany system, poprawiony rozwój postaci i do tego ma świetnie zrobione gotowe kampanie – bardzo polecam http://paizo.com/store/paizo/pathfinder

Ale ja nie o tym tak naprawdę.
Rozmawiałem dzisiaj z Jareckim na temat rozkręcenia nowej pogrywy w maga. Tym razem jednak w edycji 2.0 – czyli stary dobry Świat Mroku. W związku z tym zaczeliśmy dyskusję na temat systemu magii i …. co ja wam będę opowiadał, po prostu wklejam dyskusję:

Paradygmaty/Rzeczywistość
Jarosław: powiem CI, ze jeśli chodzi o Maga, zagrałbym sobie w niego. Ale bez potrzeby wymyslania p…… paradygmatu
Pawel: hehe
Jarosław: paradygmat moim zdaniem jest strasznie naciaganym tematem.
Pawel: w sumie tez bym pogral w starego maga, nowy mag jest taki troche …. sztuczny
Jarosław: zgadzam się „zróbmy takiego maga tylko innego”, ja bym sprobował doszlifować starego
Pawel: chyba znowu poprowadze takiego nieco odmrocznionego maga
musze to przemyslec, w kazdym razie temat na tapecie
Jarosław: obejrzyj serial dresden files
Pawel: widziałem
Jarosław: ponoć dobry serial o urban magic
Pawel: jest ok
nic specjalnego, ale w sumie mniej wiecej taki swiat jak w magu – tylko bez tylu frakcji magicznych i w zasadzie z jednym paradygmatem
„jest magia, mozemy czarowac”
Jarosław: bo wiesz, ja mogę uwierzyć że jest tyle dróg magii ile zakonów
są ok
ale tyle dróg magii ilu magów
nieeee
aż tak nie
z kilku powodów
Pawel: na temat tych paradygmatow to powinnismy porozmawiac przed pogrywą w grupie
bo w sumie i mi też zmieniła się nieco wizja tego jak to powinno być rozgrywane
Jarosław: :-)
Pawel: opisy czarów muszą być bardziej plastyczne
nie dlaczego ty wierzysz że to zadziala, tylko co się powinno wydarzyć z rzeczywistością
np. zwykłe i proste otwarcie zamka w drzwiach, jak można to zrobić
po pierwsze musisz wybrać sferę:
Force – przesuwasz zamek w srodu tak żeby się otworzył
Spirit – prosisz ducha zamka żeby go otworzył
Matter – rozsypujesz zamek w środku, żeby język się wyłamał
Entropia – to co wyżej, albo po prostu psujesz zamek
Entropia – masz szczęście i ktoś zostawił zamek otwarty
Jarosław: Time byloby trudne
cofasz czas w zamku do czasu kiedy byl otwarty? :P
Pawel: Time – tak
Prime nie zadziała chyba. Mind też nie, ani Life
została jeszcze przestrzeń – zaginasz przestrzeń tak aby język nie dotykał … no tego drugiego w drzwiach
w sumie to jest właśnie opis tego jak zmieniasz rzeczywistość i dlaczego zamek się otworzył
zauważ, że w sumie nieważne jaki paradygmat użyłeś
w tych wszystkich opisach nie ma paradygmatu
za to jest opis tego ile kropek w danej sferze potrzebujesz
Jarosław: no nie ma. Bo wiesz, tak miedzy nami paradygmant u maga zawsze jest „magia dziala”
Pawel: no wiec teraz caly ten paradygmat to „styl”
wiec możesz np. podejść do zamka i po prostu go otworzyć (brak stylu – trudno wykonać)
możesz podejść do zamka i się pomodlić (styl jest, choć słaby)
możesz podejśc do zamka, wyciągnąć tajemniczą ciecz numer 1 (woda z dodatkiem smakowym), spryskać zamek
znowu jest styl
możesz zatańczyć i zaśpiewać dla duchów zamka (mimo, że używasz sfery Force) i jeszcze obśmierdzieć wszystko kadzidełkiem i to już jest mocny styl – więc magię łatwiej uczynić (tobie) bo mocniej wczuwasz się w swój własny styl
Jarosław: no dobrze, paradygmat jako styl jest jeszcze ok
bo nie obejmuje całego wszechświata wyjasnień w jaki sposób magia działa – bo wymyślajac paradygmat powinieneś wymysleć tak na prawdę system filozoficzny
Pawel: w sumie magia działa, bo
1) wierzysz, że możesz
2) rozumiesz, jak działa wszechświat w danej sferze
3) zmieniasz (lokalnie) rzeczywistość
styl da ci łatwiejszą manipulację rzeczywistości (bonusy do kostek)
Jarosław: w opcje 2 nie wierze :P
Pawel: ale to nie są opcje do wyboru
po to masz kropki w „sferze” żeby rozumieć jak coś działa
Jarosław: wiesz
w takim wypadku, osoby kolo 4-5 kropek w sferze powinny mieć juz bardzo wspólny paradygmat
w sensie zrozumienia dzialania wszechświata
i te całe zakony trochę sie zamazuja
chyba że oczywiscie wszechświat ma wiecej niż jedną prawidłową drogę działania
wtedy te wszystkie klany magów, to zabawa dla dzieci – zeby miały w co wierzyć i jakoś strukturalizować ich widzenie magii
aż się z tego wyzwolą i zobaczą unifikacje
wtedy stają się bardzo tacy sami (modulo nastawienie maga do świata)
Pawel:
wszystkie te klany tak naprawde wynikaja z tego, ze ludzie wierzą „inaczej”
jedni wierzą, że trzeba się pomodlić do boga stwórcy który ma nadzór nad rzeczywistością
a inni nie wierzą w boga, ale wierzą w duchy rzeczy
Jarosław: zatrzymaj sie na tym stwierdzeniu
bo ono jest sprzeczne z punktem b)
Pawel: hehe
w sumie dobry punkt
tylko wyglada to też tak, że nie ma jednego opisu rzeczywistości, właśnie dlatego że rzeczywistość jest modalna
Jarosław: no dobra, to wtedy punkt b nie dziala.
Pawel: magia sama z siebie zmienia parametry – kasuje wszelkie fizyczne prawa. Nie można więc określić czegoś jak spójne prawa dla rzeczywistości
nie do końca
Jarosław: oj proszę Cię, oczywiście że się da
Pawel: no dobra
rozłóżmy może którąś sferę na czynniki pierwsze
Jarosław: zacznijmy od poczatku
Pawel: napieraj
Jarosław: jezeli nie określa się praw rzeczywistości (bo tak jak stwierdziliśmy jest zmienna i poddaje się działaniom magicznym)
to możemy badać prawa zmienności
i pytania typu „czy zmienia się rzeczywistość, czy jej percepcja”
„skad bierze sie paradox”
„dlaczego zmiana rzeczywistości jest w jednych warunkach łatwa w drugich trudna”
i masz filozofię jako działającą naukę meta-fizyczną
która bada strukturę rzeczywistości i prawa jej przekształcania się
Pawel: dla mnie rzeczywistość (ograniczam się do ziemi a nie do wszechświata) to suma obserwacji o oczekiwań wszystkich ludzi
przynajmniej w magu
Jarosław: no wiec mamy rzeczywistosc konsensualna
Pawel: jak wyglądała ziemia bez ludzi nie ma znaczenia tak naprawdę
jak wygląda ziemia z ludźmi – każdy widzi
Jarosław: no a skad sie konsensus wzial – dlaczego się zmieniał?
Pawel: większość ludzi – dzisiaj – nie wierzy, że rzeczywistość można zmienić – tylko że rządzi się pewnymi jasno zdefiniowanymi prawami a wierzą w to dzięki działaniom technokracji, która postawiła sobie taki właśnie cel
dać ludziom wiarę, która by uporządkowała wszechświat w przyczynę-skutek
Jarosław: ale magia jest przyczynowo skutkowa
Pawel: tak, ale przyczyna i skutek zależą od maga
ludzie nie mieli takie władzy nigdy
Jarosław: od tego nie uciekniesz -
Pawel: chodziło jednak zawsze o to, że duża liczba osób w jednym miejsu definiuje rzeczywistość w danym miejstu
Jarosław: grząskie tereny
bardzo grząskie
Pawel: hehe
ale właśnie o to chodzi w starym magu
w dawnych czasach rzeczywistość była groźna
kurcze, dużo pisania…
Jarosław: ja dążę raczej do czegoś innego
Pawel: w sumie masz racje
wchodze na niebezpieczny teren
teraz ty
Jarosław: no wiec tak: rzeczywistość nie moze byc w pelni konsensualna, poniewaz istnieją ludzie z takimi umysłami (nie mózgami) jakie mamy. Nasze wyobrażenie nawet o nas samych różni się od tego co pokazuje „lustro” – jako komuś z doświadczeniem w psychologii nie musze Ci tego tlumaczyć.
rzeczywistosc konsenualna mogła powstać w momencie powstania czlowieka – bo okazało się że ma władzę nad jej „topologia”
ale skadś wziął się człowiek i glina
po drugie okazuje się że niektórzy ludzie maja mniejszą a niektórzy większą wladzę
czyli umiejetność jej kształtowania
silne osoby sa w stanie zawiesić prawa ogółu i zastosować „choćby czasowo” własne
co wiecej istnieje sprzężenie zwrotne pomiędzy rzeczywistością a umysłem ją kształtującą (sfera mind)
Pawel: dobrze ci idzie
Jarosław: w teorii za pomoca sfery mind można by zmienić rzeczywistość zmieniając wyobrażenia ludzi o niej
no wiec ja bym założył coś takiego.
Że rzeczywistość obserwowalna jest pewnym stanem emergentnym z prostrzej postaci w której powstawali ludzie. (ludzkie umysly). W tej rzeczywistości istnieją podstawowe prawa i są one nienaruszalne (np. prawo ciagu przyczynowo skutkowego oraz prawa istnienia podstaw dla każdej ze sfer)
czyli istnieje sfera Forces – bo istnieje jakaś pierwotna siła
itp itd
Pawel: oki
Jarosław: oraz nad tym istnieje rzeczywistość która pojawiła się z wysiłku woli ludzi
pojawiła się bo np. umysły ludzkie potrzebowały uproszczenia i punktów odniesienia
z uwspólniania punktów widzenia powtala pseudospójna, intsersubiektywna rzeczywistość
naruszalna przez magow z dwóch powodów 1) bo maja siłę to robić 2) bo badają prawa leżące u podstaw tej rzeczywistości
the end
(skrotu)
Pawel: musze to przeczytać jeszcze z jeden raz
Jarosław: ale z tego wynika, że na pewnym poziomie rytualy i paradygmaty szkół tracą znaczenie
Pawel: w sumie to działa tak – jak masz czas, robisz rytual, bo dodaje ci „sily woli”/”wiary w siebie”/”mocy zmiany rzeczywistości”
ale jak nie masz czasu a potrzebny ci natychmiastowy efekt – to po prostu go „wymuszasz” siłą woli
myślisz co ma się wydarzyć i koniec
i na tym właśnie poziomie – wszystkie paradygmaty tracą mocno na znaczeniu
Jarosław: dokladnie
dlatego w nie nie wierzę – uważam, że są dostawione do maga trochę jak uszy do dupy
Pawel: nie zgadzam się
Jarosław: młodych magów wrzuca się do Tradycji, ktora pasuje do nich psychicznie, a starzy wiedzą co i jak
Jarosław: i tradycja staje sie polityka i towarzystwem adoracji a nie jedyna sluszna wizja swiata
Pawel: u podłoża maga siedzi wiara w możliwośc zmiany rzeczywistości
młodzi magowie mają małą wiarę w własne możliwości (niskie arete)
i właśnie wtedy musza mieć paradygmat – wierzyć w coś większego od siebie
dopiero jako starsi magowie, mogą paradygmat niejako odrzucić, chociaż pewnie wtedy jest on siłą przyzwyczajenia – i nadal pomaga
Jarosław: Paweł – ja nie wierzę w personalny pardygmat
ale istnienie personalnych paradygmatów i brak leżących u podstaw magii praw oznacza miedzy innymi że : Nie ma kropek w sferach i nie da sie magii uczyc
musisz sie skupić bardziej – a mój paradygmat mówi że muszę się bardziej zrelaksować
Pawel: ok, #define personalny paradygmat
Jarosław: o to co było w podreczniku do maga „kazdy mag ma swoj wlasny sposob widzenia rzeczywistości i czynienia magii”
Pawel: no dobrze, zdefiniuj jakis paradygmat dla jednej z grup magów
bo ja sie pogubiłem
Jarosław: (eutanatosi mnie gubią) ale np. ci kościelni wierzą że dotykając „boskiej cząstki” duszy czynimy magie
ci od kung-fu wierzą że osiagając jedność z pustką (czyli jedność) czynisz magię
Jarosław: hermetycy wierzą w rytualną magię – mają swoją strukurę wiedzy magicznej przecież
Pawel: oki
i w obrebie danego paradygmatu masz różne style
bo „boskiej cząstki” możesz dotknąć za pomocą modlitwy, albo poświęcenia, albo oczyszczenia itp
Jarosław: no to to
Pawel: no to z tym się zgodzę. po prostu ludzie mylą „styl” z „personalnym paradygmatem”
Jarosław: ale chodzi mi o to raczej
mlodzi magowie potrzebują Tradycji, która wspiera ich wierzenia. A różnice są kosmetyczne wewnątrz Tradycji
a magowie z 5 i wiecej wiedzą że paradygmat tradycji to troszke ściema
Pawel: w sumie ten temat jest mniej lub bardziej obgadany
Jarosław: dziekujemy za uwage :)

Magia wulgarna/przypadkowa
Pawel: został jeszcze paradox i wulgarność
Jarosław: ależ to proste i deklarowalne na przykładzie gumowego prześcieradła
mając luźno napięte gumowe prześcieradło możemy je ksztaltować
ukształtujemy za mocno – pęka i to pękniecie przecieka – paradox
drobne rozdarcia jakie robimy, wloką się za nami i kumulują
Pawel: no tak, w sumie nie o to jednak chodzi
pytanie jest: kiedy magia przypadkowa staje się wulgarna albo w drugą stronę
Jarosław: dobra – moim zdaniem (i jadąc po analogii)
jak zrobimy jakiś kształt na tej materii to ona chce wrócić do poprzedniego stanu
jeśli to co zrobimy jest dla niej wygodne, takiego nacisku nie ma
im wiecej jest ludzi dookoła, tym bardziej napieta jest materia
trudniej przybrać kształt wygodny a łatwiej o reakcje zwrotną
Pawel: pytanie jest inne…
na przykład zamknięte drzwi
określiliśmy różne metody otwarcia tych drzwi
czy i na jakich zasadach są one przypadkowe/wulgarne
podchodzę do drzwi, chcę je otworzyć
nie ma obserwatora, albo są tylko inni magowie
nikogo w okolicy, chociaż (czego gracz nie wie), sąsiedzi wiedzą, że te drzwi są zawsze zamknięte jak nie ma w środku właściciela
z drugiej strony nikt nie wie czy właściciel jest czy nie i w sumie nikt o to nie dba
używasz zaklęcia – force – zamek się otwiera z cichym stuknięciem.
czy to było przypadkowe czy wulgarne
w sumie ciężko powiedzieć, żeby zasuwka przeskoczyła sama „przez przypadek”
pytanie jest następujące:
- czy ocenie podlega sam proces czynienia magii (czyli przeskoczenie zasuwki, cofnięcie jej w czasie albo rozsypanie) czy też porównanie efektu przed i po
efek przed: zamek zamknięty, efekt po: zamek otwarty
Jarosław: proces
Pawel: bo jeżeli to drugie – to sam czar nie ma znaczenia, tak jak i sfera
a jeżeli to pierwsze, to większość czarów robi się nagle wulgarna
Jarosław: od razu tam wiekszość
zamek otwiera się i zamyka za pomocą naturalnych procesów
(też)
Pawel: to prawda
Jarosław: magia która je emuluje (np. wytrych magiczny)
Pawel: ale zasuwki same się nie rozsypują w pył
Jarosław: nie jest specjalnie wuglarna
potrafia rdzewieć i pękać
Pawel: no ale mówiłeś że proces się liczy
Jarosław: więc różne metody zrobienia czegoś będą różnie wulgarne
Pawel: to na jakim poziomie jest obserwator rzeczywistości który to ocenia
to że zasuwka się rozpada – bez obserwatora – zdrowa stal nagle potwornie rdzewieje i pęka – jest wulgarne
ale jeżeli obserwator jest punktem widzenia człowieka – to człowiek nie widzi rdzewienia, widzi tylko efekt
szarpnąłem za drzwi i zasuwka pękła
Jarosław: ja bym powiedzial tak:
w przypadku gdy masz śmiertelnika koło siebie efekt zardzewienia zasuwki w środku jest mniej wulgarny niż gdy go nie masz
paradoksalnie :)
bo podchodzisz, szarpiesz za klamke otwierasz i mówisz, „kurde zupełnie zardzewiałe”
rzeczywistości tak oszukać się nie da – za dużo nagiąłeś
Pawel: dokładnie
wsadzasz druta, zasuwka przeskakuje – udało ci się otworzyć – dla człowieka obserwatora zwiazek przyczynowo skutkowy jest prosty
Jarosław: dla rzeczywistości też
Jarosław: bo rzeczywistość zezwala na wytrychy
Pawel: z drugiej strony sprawy się komplikują jeżeli przy okazji musisz śpiewać duchom
ale co się dzieje jeżeli tego człowieka obserwatora nie ma w okolicy
rzeczywistość jest zostawiona sama sobie
Jarosław: wtedy wytrych też działa – konsensus w nie wierzy – w duchy mniej
Pawel: a rozsypywanie się zasuwki?
znowu wracam do pierwszego pytania – na jakim poziomie jest „niezależna rzeczywistość” – ta bez obserwatora
Jarosław: pamieć stanu
Pawel: czyli tak jakby tu jednak obserwator stał?
Jarosław: nie – chodzi mi o to że rzeczywistość wie jaki był stan tego zamka
mag za pomocą śmiertelnika może tą zmarszczkę wygładzić
więc jakby odwraca efekt wulgarności
otwierając zamek nie zmieniasz jego stanu w sposób istotny
on ciągle jest zamkiem
Pawel: ale pytanie – czy niezależna rzeczywistość – taka bez obserwatora – nie powinna być tak naprawdę bardziej modalna?
Jarosław: nie
Pawel: dlaczego?
Jarosław: bo jest konsensualna
czyli utwardzona wiarą ludzi
Pawel: no tak, ale siła oddziaływania maga jest dużo większa niż konsensusu
Jarosław: to nie jest prawda
Pawel: zwłaszcza, że konsensus nie ma „proxy” w danym miejsu w osobie obserwatora
Jarosław: konsensus oddziałuje silniej, bo mag ciagle chodzi oddycha itp
mag cząstkowo i jednostkowo i na moment jest silniejszy
ale jako calość oddziaływania konsensus jest potężniejszy
mag jest potężniejszy w pingach, że tak powiem :)
Pawel: no właśnie o pingu mówimy – zmiana stany zamka jest pingiem
w sumie postulowałbym właśnie o to – w chwili gdy mag jest sam, rzeczywistość staje się bardzo plastyczna
i konsensus traci na znaczeniu
dlatego robienie magii samemu bez światków jest potężniejsze
Jarosław: hyhy, postulat mechaniki kwantowej
kollaps funkcji falowej zależny od obserwatora
Pawel: w tym momencie mag może zażyczyć sobie żeby całe drzwi się rozpadły i efekt będzie tak samo nie-wulgarny jak sama zasuwka
Jarosław: hmm
Pawel: bardzo to upraszcza mechanike
Jarosław: a moze efekt jest dowiazany do pamieci ludzi
np. czlowiek latwiej zapomina czy zamknal drzwi niż że ich nie ma
i wtedy efekt rozpadniecia zamka jest wulgarny, jezeli ktoś pamieta że go czyścił, wymienial itp
a efekt otwarcia zasuwki jest mniej wulgarny bo malo kto tak naprawde pamięta że zamknął te cholerne drzwi
Pawel: ale czy taki świat z plastyczną rzeczywistością nie byłby … ciekawszy w grze?
Jarosław: ej
Pawel: niż rozważania czy ktoś pamięta czy zamykał te drzwi czy nie
Jarosław: argument z innego poziomu!
Pawel: ale też ważny :D
w sumie definiujemy rzeczywistość gry
Jarosław: nie, ja myślę ze mg by po prostu mowił czy efekt jest wulgarny
PO rzuceniu czaru
i byloby to ciekawe nawet
nigdy nie jesteś pewien czy twój czar będzie wulgarny czy nie
Pawel: czyli wulgarność efektów „bez obserwatora” zależą od „pamięci” stanu aktualnego
Jarosław: yup
i na przyklad drzwi do mieszkania sa mniej wulgarne do otwarcia niż drzwi do super sikret hideout
Pawel: w sumie pamięć stanu można jakoś tam określić i uprościć/utrudnić życie magom
niezależnie od sfery użytej
podoba mi się ta interpretacja
jeżeli mamy zapomniane miejsce, którego nikt nie odwiedza, to tam się przecież może wydarzyć prawie cokolwiek
Jarosław: tak powstaje sanctum
Pawel: z drugiej strony jeżeli mamy często odwiedzane miejsce, to wszyscy pamiętają jak wygląda tam rzeczywistość i trudniej nią zmanipulować
Jarosław: zależy od miejsca
moze byc miejsce np. przechodnie, gdzie ludzie nie pamietają dokladnie jego stanu
i drobna zmiana może tam się udać
moim zdaniem zależy od oceny mg
czy faktycznie rzeczywistość jest w danym miejscu utwardzona przez świadomość i skupienie ludzi czy nie
bo np. trudno by było zmienić pałac kultury
ale dodać pod nim piwnice – już mniej
Pawel: no dobra, taka interpretacja mi pasuje
czyli mag czarując:
- wymyśla efekt zależny od użytych kropek w sferach
- dodaje do tego odrobinę stylu (im więcej tym łatwiej)
- rzuca kostkami
MG:
- sprawdza czy efekt mieści się w kropkach
- jeżeli jest obserwator – to z jego punktu widzenia określa wulgarność
- jeżeli nie ma obserwatora – to wulgarność ocenia z punktu widzenia „pamięci miejsca”
Jarosław: no i jakos to powinno dzialac :)

Dziękuję za uwagę :D

Preludium

Brak komentarzy

Ostatnio… jakiś czas temu w każdym razie, skończyliśmy kolejną kampanię w Exalted. I padło pytanie, co dalej? Może jakiś inny system dla odmiany? Jako że na mnie przypadła kolej prowadzenia, koniec końców postanowiłem wrócić do Maga – tym razem jednak w jego najnowszym wydaniu.

Zawsze kiedy zaczynam nową kampanię w Maga, ważną częścią jest wprowadzenie dla postaci i opis przebudzenia ich maga. W sumie to zazwyczaj przełomowy moment w ich życiu i zasługuje na przynajmniej 2-3 godziny opowieści.

Postać 1: Obrimos, przyszły członek zakonu Adamantytowych Strzał.
Osoba: Młody człowiek, niedawno po studiach – archeologia, specjalność średniowiecze. Pracuje aktualnie nad doktoratem. Pasjonat – należy do zakonu rycerskiego, badał genealogię swojej rodziny. Zajmuje się aktualnie prowadzeniem wykopalisk na terenach przeznaczonych pod autostradę/inne budowy i stara się zebrać pieniądze na wyjazd/grant do Francji.
Gracz poprosił o Merit „Daimon” – chciałby widzieć/komunikować się z duchem dalekiego przodka, kiedyś rycerza należącego do zakonu Templariuszy. Wokół tego będzie zbudowana część wprowadzenia.

Pomysł na wprowadzenie:
- wszystko zaczyna się od wezwania do szpitala. Jego przyjaciółka, również członek zakonu rycerskiego, uległa jakiemuś wypadkowi, spadła z dużej wysokości (tak naprawdę próba samobójstwa, ale nikt o tym na razie nie wie). Jako, że była to bliska przyjaciółka, nasz bohater zostaje powiadomiony o tym przez chłopaka owej dziewczyny i razem umawiają się na wizytę.
- dziewczyna leży w szpitalu prywatnym (ma bogatą rodzinę), w oddzielnej sali. Jest mocno potłuczona, ma rękę w gipsie, zabandażowaną głowę itp. ale nic nie zagraża jej życiu. Podczas wizyty, po cichu prosi PG (postać gracza), żeby przyszedł do niej wieczorem „Bez chłopaka!” – bardzo chce mu coś powiedzieć na osobności. W ten czy w inny sposób postać wieczorem pojawi się (przyjdzie, zaczeka) i rozegra się mniej więcej taka scena:
- dziewczyna jest nieprzytomna/śpi, więc PG może poczekać na korytarzu z widokiem na salę. W którymś momencie czuje jednak jakby ktoś go zaatakował – złapał za gardło, dusząc, gwiazki przed oczami. Przy próbach szarpania się, czuje jak jest obijany przez niewidzialne pięści, powoli traci przytomność. Na korytarzu zamieszanie – wszyscy w okolicy uważają, że ma atak padaczki. W tym samym czasie PG walcząc o życie zauważa, że dziewczyna jest przebudzona, z przerażeniem przygląda się jego walce a następnie biegnie do łazienki (w tym samym pokoju). Po chwili dochodzi stamtąd jej krzyk bólu a chwilę potem atak ustępuje.
- teraz pielęgniarki biegną do dziewczyny i tam następuje atak paniki i kolejne zamieszanie. Mam nadzieję, że PG zbierze siły i postara się tam dopchać, bo chciałbym aby to była jego pierwsza chwila grozy – w końcu to pierwsze jego spotkanie z Otchłanią. Okazuje się, że dziewczyna wydłubała sobie oczy a teraz jedyne co robi to powtarza „Nie mogłam mu na to pozwolić!”. PG zostaje wyproszony przez nieco bardziej przytomnego lekarza i może się znowu spotkać z przyjaciółką dopiero jakieś dwa dni później.

Teraz chwila wyjaśnienia tego co wie/wymyślił MG. Otóż dziewczyna i chłopak byli razem z jeszcze jedną osobą na wycieczce po górach jakiś czas temu. Tam też podpici chłopcy postanowili – jak to za dawnych czasów – popojedynkować się na miecze by wykazać się przed dziewczyną. Niestety w nieszczęśliwy sposób ów znajomy ginie od miecza chłopaka. Oboje spanikowani postanawiają zaimprowizować wypadek w górach po to żeby nie wydało się jak naprawdę zginął znajomy. Udaje im się, ciało znajomego zostaje znalezione dopiero kilkanaście dni później w stanie którym uniemożliwia poprawną interpretację przyczyny zgonu. Tym niemniej pozostaje mroczny sekret.
Tak się składa, że jakiś czas później dziewczyna (ciągle z wielkim poczuciem winy) przebywa w pobliżu miejsca gdzie walczyli ze sobą magowie. Jakiś czar poszedł mocno nie tak jak trzeba i przywołuje istotę z Otchłani. Jest to istota, która może zamieszkać tylko w kimś, kto ma w sobie mroczny sekret – przez ujawnienie którego można zniszczyć czyjeś życie.
Owa istota staje się strażnikiem owego sekretu i zrobi wszystko co tylko można aby ów sekret nie wyszedł na jaw – jednocześniej jednak zwiększa cały czas poczucie winy osoby niosącej ów sekret. Istota działa przez zmysł wzroku nawiedzonego. Widoczna tylko tej osobie wygląda jakby człowiek zrobiony z ciemności. To on powoduje, że ludzie którzy mogą zbliżyć się do prawdy giną, mają ciężkie problemy osobiste itp. Co więcej, pomału również wsłuchuje się w inne mroczne pragnienia – wystarczy jedna zła myśl w stronę tego gościa, który przed chwilą przejechał z nadmierną szybkością przez przejście dla pieszych a chwilę później jest wypadek.
W każdym razie owa istota doprowadza dziewczynę z wolna do szaleństwa. Próbowała popełnić samobójstwo ale się nie udało. Próbowała komuś wyjawić swój sekret, ale na jej oczach ta osoba jest maltretowana przez mroczną postać. W przebłysku geniuszu dziewczyna zrozumiała, że to oczy stanowią drogę do rzeczywistości dla owej istoty i tylko dzięki swojemu poświęceniu ratuje PG.

Dwa dni później spotyka się znowu z PG i opowiada mu wszystko co wie – o sekrecie, o mrocznej istocie i o tym, że zrobiła to co zrobiła, żeby go uratować. Kilka minut później dziewczynę odwiedza również jej chłopak (ów zabójca). PG jest świadkiem kolejnej niewytłumaczalnej sceny. Dziewczyna na dziwięk głosu chłopaka drętwieje a potem zaczyna coś do niego bardzo cicho mówić. W chwili kiedy chłopak pochyla się aby lepiej ją słyszeć – dziewczyna wyrywa pas który przytrzymywał jej rękę, łapie go za głowę, przyciąga do siebie i całuje. PG to widzi, ale widzi również czarną mgłę która wytryskuje z dziewczyny, przez chwilę otula ich obydwoje a następnie
wchodzi w chłopaka. Chłopak traci równowagę, upada, krótkie zamieszanie. Chłopak, nieco roztrzęsiony odchodzi a PG pozostaje ze świadomością, co mogło się właśnie wydarzyć.

Tu jest moment w którym może pojawić się Daimon postaci i trochę z nią porozmawiać. Jeżeli nasz bohater podejmie się misji zniszczenia tej istoty, otworzy sobie drogę do przebudzenia. Daimon stwierdza „W walce z czymś tak mrocznym nie poradzisz sobie bez pomocy”. I otworzy dla niego przejście do Aether.
Tutaj seria opisów tegoż przedziwnego realmu – w chmurach, na wysokości, może na jakiejś górze – postać wędruje. Blask fantastyczny, istoty skrzydlate itp. W końcu dociera do wysokiej wieży, z drzwiami ze złota, schodami i na końcu z księgą w której zapisane są imiona. Tam wpisze swoje i stanie się magiem.

Po powrocie zostanie jeszcze kwestia zabicia owej istoty. Daimon zasugerujesz najpierw wizytę w bibliotece. Po poszukiwaniach, znajdą opis, który odpowiada owej istocie. I z rzeczy ważnych PG dowie się, iż osoba taka nie jest w stanie znieść swojego własnego widoku w lustrze – bo wie, że ostatecznie to on jest tym, który grozi najbardziej swojemu mrocznemu sekretowi. Jeżeli postać nie wie jak to wykorzystać, po drodze z biblioteki będzie mijać wesołe miasteczko – a w nim gabinet luster.

Ostatnie co pozostanie naszej postaci to zwabienie chłopaka do gabinetu luster. Trudnością będzie unikanie jego wzroku – bo ten może go zabić. Pomocą będzie intuicyjna wiedza na temat „Forces” – magia, która pozwoli mu zakrzywić nawet światło i stać się trudnym do zauważenia. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze – chłopak zostanie zamknięty w gabinecie luster a tam, po zapaleniu światła – sam siebie zniszczy (opisy, krzyki, może jakaś eksplozja). Niedługo później z PG kontaktuje się jakiś człowiek, który twierdzi iż obserwował jego walkę z ową istotą z otchłani i chciałby zostać jego nauczycielem – bo sam jest magiem należącym do Adamantytowych Strzał i jest pod wrażeniem odwagi/pomysłowości/(cokolwiek czym się wykazał) PG.

Witamy w świecie maga :)

Dziś postanowiłem napisać nieco na temat tego aspektu Exalted, który przysparza mi chyba najwiekszych problemów.

WIELKA KLĄTWA

Taaa… to przez nią zakończył się złoty wiek, i może przez nią zakończy istnienie (jakie znamy i lubimy) cała kreacja. Tylko jak to wpasować w rozgrywkę RPG. Przede wszystkim czym jest Wielka Klątwa. Zacznę od definicji znalezionych w podręczniku:

Wielka klątwa została rzucona przez umierających Primordiali. Miała dotknąć bogów, ale ponieważ klątwa umierającej istoty może tylko dotknąć tych, którzy są bezpośrednio za jej śmierć odpowiedzialni (a bogowie nie byli, nie mogli brać żadnego udziału w wojnie z Primordialami), trafiła w Exalted. Klątwa przejawia się inaczej dla każdego rodzaju Exalated.

Solarzy nie panują do końca nad swoimi emocjami – pod wpływem klątwy wpadają w głęboki smutek albo niszczycielski szał. Klątwa obciążyłach ich najmocniej, przez co są poddani jej wpływowi częściej niz inni. W sumie istnieją trzy sytuacje, przy których klątwa się ujawnia:
1) opierając się obcemu wpływowi na umysł
2) podejmując działanie wbrew swojej głównej cnocie (Virtue)
3) za każdym razem kiedy są świadkami sytuacji opisanej w ich Limit Break.

Lunarzy pod wpływem klątwy stają się bestiami które próbują naśladować. Ich zachowanie staje się czysto instynktowne, związane z pewnym zwierzęcym aspektem ich natury. Istnieją również trzy sytuacje wywołujące pojawienie się takiej reakcji:
1) i 2) jak u Solarów
3) każdej nocy kiedy pada na nich światło księżyca w pełni

Efekt klątwy działającej na Sidereal jest trudniejszy do zauważenia. Ich przeznaczenie co jakiś czas opiera się manipulacji i nie można go zmienić. Oprócz tego czasem na podejmowane przez nich decyzje wpływa mocno kasta do której należą. Ten ostatni efekt jest tym silniejszy im większa ilość Sidereals bierze udział w podejmowaniu decyzji. Jak zwykle mamy trzy sytuacje, które powodują ujawnienie się klątwy.
1) i 2) jak u Solarów
3) kiedy zmieniają przeznaczenie w sposób niezgodny ze swoją główną cnotą

Dragon-blooded pod wpływem klątwy są bardziej skłonni działać zgodnie z naturą swojego żywiołu. Na szczęście dla nich rzadziej są jej poddani- jedynie opieranie się obcemu wpływowi na umysł i działanie wbrew swojej głównej cnocie powoduje u nich ujawnienie się klątwy.

Najciekawszym efektem zwiazanym z klątwą jest jej … dyskrecja. Tak naprawdę chyba żaden exalted nie jest świadom tego, że poddany jest działaniom siły zewnętrznej. Co więcej – inni exalted również tego nie zauważają. Nawet u szczytu władzy Solar Exalted w Pierwszym Wieku, najbliżsi im Lunarzy twierdzili, że umysły Solarów po prostu nie są w stanie wygrać walki z potrzebą doskonałości nałożoną na nich przez Niepokonane Słońce. Wszyscy wiedzieli, że bestia czasem wychodzi z Lunarów i w ich naturze leży słuchanie się swoich instynktów. Dragon-blooded upodobniają się z wiekiem do swojego żywiołu. A Sidereal? Pod wpływem stresu każdy czasem podejmuje złe decyzje.
Kolejnym ciekawym efektem klątwy jest jej oczyszczający charakter. W chwili kiedy Exalted poddają się w końcu Wielkiej Klątwie i działają pod jej wpływem, niejako w nagrodę czują się tym w pełni usatysfakcjonowani – ich Siła Woli jest natychmiast podnoszona. Jeżeli się nad tym głębiej zastanowić, jest to efekt który tak naprawdę powoduję przemianę Exalted pod wpływem klątwy – „Pod wpływem tego widoku wpadłem w szał, zniszczyłem okolicę i naprawdę czuję się z tym teraz dobrze”. Albo „Oddałem się oczyszczeniu i medytacjom przez cały dzień nie przejmując się światem dookoła, dodało mi to energii do pracy”. Jeżeli Exalted żyje dostatecznie długo, byc może właśnie takie sporadyczne z początku wybuchy emocji powodowały zmiany ich spojrzenia na rzeczywistość dookoła. Nawet jeżeli większości było po tym wydarzeniu głupio, niektórzy postrzegali efekt Wielkiej Klątwy prawie jak nagrodę za swoje zachowanie.

Na wczorajszej sesji Exalted miałem pierwszy raz do czynienia z zasadami Mass Combat. I powiem szczerze, że jestem pozytywnie zaskoczony. Kiedy pierwszy raz oglądałem zasady Mass Combat w podręczniku Exalted, pierwszą moją myślą było „A po co mi to tak naprawdę?”. Przecież prowadzę grę opowiadającą o przygodach bohaterskich Wybrańców Słońca a nie jakąś symulację gry strategicznej. Rodział pominąłem. Ostatnio jednak gram jak Dragon-Blooded w pogrywie prowadzonej przez Jareckiego. I w zasadzie dowodzenie mam nawet wpisane w historię postaci. Kiedy więc nasz MG zapronownował nam użycie tych zasad, w sumie nawet mnie to zaciekawiło.

Zasady w podręczniku nie są opisane specjalnie pokrętnie, ale całkiem nowy zestaw statystyk i trochę inna mechanika z początku mnie nieco … zmęczyły. Dopiero lektura Mass Combat 202 z Exalted Wiki ( http://wiki.white-wolf.com/exalted/index.php?title=Exalted_202_Mass_Combat ) zapaliła mi jakieś żarówki. Najważniesza chyba informacja jaką tam znalazłem zawiera się w prostym stwierdzeniu: dowódcy Exalted „noszą” oddziały jak zbroje. I w sumie rzeczywiście do tego mniej więcej to się sprowadza.

Walka z zasadami Mass Combat nie jest tak barwna jak samymi postaciami – nie robi się efektownych wyskoków, opisów cięć w przeciwnika itp. elementów. Wydajesz rozkazy oddziałom, ustawiasz je na pozycji, wchodzisz w zwarcie z przeciwnikiem. Ale kiedy już dochodzi do walki, to w sumie walczysz postacią wspomaganą przez oddział. Uderzasz w przeciwnika Daiklavą, parujesz ciosy oddziałów uderzających na ciebie, używasz charmów. Zamiast HP, tracisz ludzi, twój oddział z wolna (albo szybko) topnieje, aż w końcu dowódca zostaje sam na polu bitwy. Nie będę tu próbował wchodzić w rozważania na temat tego jak bardzo rzeczywste są te zasady walki -> to w końcu Exalted. Ale jednego jestem już pewien – walki oddziałów są nie trudniejsze w prowadzeniu niż walki Exalted. Wymagają tylko przygotowania przed sesją (statystyki oddziałów). A wprowadzenie do kampanii elementów wojennych na pewno dodaje klimatu, szczególnie dla Dragon-Blooded. Bardzo polecam tą część podręcznika wszystkim MG Exalted RPG.

To niesamowite, ale pięć lat minęło odkąd aktywnie prowadziłem tego bloga. To prawie jak podróż w czasie. Poczytałem sobie trochę starych wpisów i zanim zaczne tworzyć następne, warto byłoby streścić co się działo i co się zmieniło w tym czasie.

W sumie bardzo mało miałem przez ten czas wspólnego z RPG. Większość czasu spędziłem grając w World of Warcraft, a proszę mi uwieżyć, MMORPG z graniem w RPG ma bardzo niewiele wspólnego. Tym niemniej cały czas kolekcjonuję ciekawe podręczniki do gier RPG, a szczególną miłością darzę system Exalted. Jakis czas temu wyszła druga edycja tegoż systemu, w mechanice dużo sprawniejsza niż poprzednia. Czytam co tylko wpadnie mi w ręce z tego świata (na gwiazdkę przychodzą do mnie 3 kolejne podręczniki).
Poza tym przez chwilę prowadziłem kilka sesji w system Orpheus, ale jakoś szybko nam się rozpadła kampania – brak porządnych pomysłów MG tak naprawdę. Do gier RPG wciągnął mnie spowrotem Jarecki zapraszając do kampani Exalted – Dragon-Blooded, co mnie przekonało do poprowadzienia krótkiej kampani z Solarami w roli głównej. Aktualnie gramy w drugi rozdział przygód naszych dzielnych Wybranych Smoczej Krwi.

A co się działo dokoła?
- wyszła 4 edycja D&D. I przyznam szczerze, nie mam ochoty jej ruszać.
- nie słyszałem o żadnym nowych systemie „supers”
- wyszedł nowy Warhammer RPG, i to nawet po polsku!
- PDFy stają się coraz poważniejszą metodą dystrybucji podręczników RPG. Mam jakiś post na temat PDFów sprzed 5 lat i nawet ciekawie go się czytało mając konto na http://rpg.drivethrustuff.com/ Ciągle jednak wolę porządne, wydrukowane i oprawione podręczniki.
- White Wolf został wykupiony przez CCP – dewelopera gier MMORPG (EVE-Online). Ciekawe co z tego wyjdzie.
- Exalted RPG wyszło po polsku. Zaskoczyło mnie to nieco, ale jakoś nie mogę przywyknąć do pomysłu zmiany języka. W sumie to może być całkiem klimatyczne znać nazwy tych wszystkich charmów po polsku, ale czy ja wiem….

No i na koniec, o czym zamierzam teraz pisać?
Na pewno dużo tu znajdziecie na temat Exalted. W tym momencie jest to jedyny system w który gram i który czytam. Poza tym czasem zapewne napiszę parę luźnich obserwacji na temat grania w RPG, zarówno od strony gracza jak i MG.

Jeśli ktoś będzie chciał dopisać komentarz, napiszcie proszę co ciekawego działo sie w światku RPG przez ostatnich kilka lat.

PS. pomalutku taguje stare notki, coby łatwiej było się poruszać po blogu. Kategorii będzie więcej niedługo.

I’m back…

Lata temu przestałem pisać na tym logu, ale z okazji niedawno odświeżonego zainteresowania RPGami chyba znowu zacznę. Na razie tylko notka testowa aby sprawdzić czy wszystko z blogiem ok i czy wszystko działa jak należy.

Wygląda na to że wszystko działa. Trwa czyszczenie bloga, usuwanie starych linków, niektórych wpisów do księgi gości i takich tam. Na razie niczego nie chce obiecywać, ale wygląda na to że jednak wracam do tematu.

Natasza wychowała się w domu dziecka. Ze swojego dzieciństwa nie pamięta zbyt wiele choć wyraźnie w jej pamięci odbił się dzień w którym zginęli jej rodzice. Miała wtedy jakieś pięć lat, oglądała razem z rodzicami telewizję. Kiedy wyszła do toalety, w dużym pokoju nastąpiła eksplozja – z całego pomieszczenia zostało bardzo niewiele. Strażacy zabrali ją do domu dziecka a oficjalna informacja mówiła o eksplozji gazu.
Jako młoda dziewczyna zdecydowała się nieść ludziom pomoc – została pielęgniarką. Była zdola i inteligenta więc niedługo po podjęciu pracy w szpitalu policyjnym rozpoczęła studia medyczne. Właśnie kończyła 3 rok studiów kiedy w jej życie wkroczyła magia. Z początku dosyć nieśmiało. Przez sny w których była różnymi dziwnymi osobami a których niesposób było zapomnieć po przebudzeniu. Przez dziwne zdarzenia które zaczęła dostrzegać wokół siebie – jak na przykład rany zadanie policjantowi jakoby przez dużego psa (a wyglądające sporo groźniej).
Była wczesna wiosna 1992 roku. Natasza została wezwana nagle do szpitala na Banacha ze względu na duży wypadek kolejowy – pociąg pasażerki uderzył, czy też został uderzony, przez towarowy wiozący jakieś chemikalia. Dużo rannych, niektórzy w dość złym stanie ze względu na poparzenia chemiczne. Natasza została więc przydzielona tam do pomocy.
W szpitalu był tłok – nie starczało miejsc dla rannych, lekarze nie nadąrzali z niesieniem pomocy, w jednej z dużych sal wystawiono mnóstwo łóżek gdzie pracownicy szpitala dwoili się i troili aby pomóc wszystkim potrzebującym. Tam właśnie trafiła Natasza. Jednak ogrom cierpienia, ilość ludzi których losy i życie zmieniały się właśnie z zastraszającą gwałtownością spowodowały u niej szok. Nie mogła się ruszyć, nie wiedziałą co zrobić – wszędzie widziała ludzi potrzebujących pomocy. I wtedy właśnie jej awatar się przebudził – Natasza w tej właśnie chwili zobaczyła splątane ścieżki przeznaczenia wszystkich tych osób. Wrażenie było przytłaczające i groziło popadnięciem w szaleństwo, ale jej awatar przyszedł jej z pomocą – ukazał się jej pod postacią anioła, który otulił ją skrzydłami i na chwilę skrył przed natłokiem wrażeń.
Przez resztę dnia Natasza pracowała jak w transie. Instyktownie wiedziała kto najbardziej potrzebował pomocy i w jaki sposób można było mu ulżyć najlepiej. Pomagała umierającym kontaktując ich z tymi których kochali, pomagała rannym diagnozując i odnajdując lekarzy. Raz tylko natknęła się na kogoś komy nie chciała pomóc – w jego przeznaczeniu było wiele bólu – zadawanego jego bliskim. Nie chciała mu pomóc a co więcej, wiedziałą że gdyby on odszedł, los wielu osób by się poprawił – tym niemniej mimo sprzyjających okoliczności nie potrafiła go zabić. Omijała to miejsce aż w którymś momencie zauważyła że ów pacjent nie żyje. Umarł bo przez pomyłkę ktoś podał mu niewłaściwe lekarstwo – w całym tym zamieszaniu takie rzeczy mogły się zdarzyć. Tym niemniej Natasza wiedziała, że to nie był tylko przypadek. Rozejrzała się po sali i zobaczyła że wychodzi z niej jakaś obca osoba, która wogóle tu nie pasowała i nie powinna tu być. Wysoki mężczyzna w długim czarnym płaszczu, ciemne włosy. Natasza wyszła za nim i dogoniła go na parkingu przed szpitalem.
Szczegółów ich rozmowy już nie pamiętam, ale Natasza rozpoznała tego mężczyznę. Widywała go już w snach – choć nie zawsze był on mężczyzną to jednak zawsze był sobą. W tych snach czasem była od niego młodsza, czasem starsza, zawsze jednak jedno z nich było nauczycielem a drugie uczniem. Mężczyzna przedstawił się jako Melchior a po krótkiej konwersacji powiedział jej, że jest magiem i że przyszedł tu aby ją odnaleźć i aby zostać jej nauczycielem. Natasza mimo obaw zgodziła się zostać jego uczennicą.
Ciąg dalszy najpewniej nastąpi.


  • RSS