Jak wszystkim wiadomo, Lookshy my dwie bardzo duże i bardzo stare mansy. Mało kto jednak jest świadom, że głęboko pod Lookshy znajduje się trzecia mansa, starożytna, potężna i bardzo mocno uszkodzona Fabryka-Katedra poświęcona Niezwyciężonemy Słońcu. To właśnie ta mansa wymaga regularnego zasilania jej energią poprzez składania ofiar. Jeżeli ofiary nie będą dostatecznie częste – mansa wybuchnie, zaś jej eksplozja mogłaby teoretycznie rozregulować przepływy energii w pozostałych dwóch mansach – co w najlepszym wypadku spowoduje ich zniszczenie, zaś w najgorszym utworzy olbrzymi krater w miejscu gdzie teraz stoi Lookshy. Zainteresowanych po szczegóły odsyłam do „Books of Sorcery III: Oadenol’s Codex”

Nic więc dziwnego, że wyprawa do Katedry była dobrze obstawiona elitarnymi żołnierzami Lookshy w zbrojach Gunzosha i w towarzystwie 3 magów dragon-blooded. No i oczywiście 4 solarów. Cokolwiek miało być ofiarą, było wiezione w dużych okrytych ciężkimi futrami klatkach jak się później okazało były to świetliste człekopodobne istoty uwięzione w orichalkowych klatkach. Mansa jest głęboko pod ziemią a jedyna metoda dotarcia do niej to długi i kręty korytarz podziemny – szeroki wystarczająco aby można było minąć się w nim dwoma wozami (nie ma to jak HIGH fantasy).
Pod koniec pierwszego dnia podróży natkneli się na przewrócony wóz poprzedniej ekipy. I ciało dragon-blooded, częściowo skonsumowane. W związku z tym na noc wystawiono warty a nasi bohaterowie też postanowili dyskretnie obserwować okolicę. W okolicach północy po korytarzu zaczą nieść się jakiś dziwny, cichy szept, który jak się okazało uśpił wszystkich ludzi, jedynie Wybrańcy zachowali przytomność – a chwilę później korytarzem zaczęła na nich pędzić jakaś chmara istot.
Magowie dragon-blooded nie próżnowali i wypełniali na zmianę cały korytarz stadami obsydianowych motyli tnących na drzazgi wszystko na co trafiły. W tym czasie nasi bohaterzy zajęli się zagrożeniem nadchodzącym z drugiej strony – jakaś dziwna istota rozłożyła sie tam jak wielki fruwający w powietrzu płaszcz, zaś pod płaszczem otworzyło się przejście do… ciężko stwierdzić, ale niektórzy wyglądało to jak jakaś mroczniejsza wersja podziemii (labirynt). Rake urwał głowę (kaptur?) płaszczopodobnej istoty, zaś pozostali bohaterowie zajeli się dwoma potężnymi stworami, które z labiryntu wypęzły.

Następnego dnia dotarli do podziemnej mansy – olbrzymia, całkowicie zdewastowana podziemna Fabryka wyglądała raczej ponuro i smutnie. Wszędzie resztki porozbijanych soczewek, zniszczonych orichalkowych luster, rozerwane przez wybuchy esencji ściany korytarzy i potłuczone ołtarze dla Niezwyciężonego Słońca. No i oczywiście olbrzymie, ciemne, ciche hale fabryczne.
Żeby nie przedłużać, okazało się, że Surya za pomocą dziwnego urządzenia, które otrzymał od Amilara, potrafi porozumieć się z bytem zarządzającym fabryką. Nie była to nadzwyczaj rozmowna istota, ale na prośbę Suryi była w stanie rozświetlić im drogę i włączyć systemy obronne po wykryciu agenta dołu (znaczy się śmiertelnika w służbie Maski Zim). Krótkie starcie (próba zabicia ofiar dla świątyni) bez strat własnych (agent nie przeżył).
Dzięki urządzeniu do komunikacji, które zastąpiło normalny terminal do sterowania Katedrą bohaterowie dowiedzieli się:
- brak energi na ustabilizowanie przepływów esencji
- niemożliwe jest wynurzenie się mansy na powierzchnię kreacji (brak energii, zepsute podzespoły)
- Katedra Fabryka podlega rozkazom Słonecznej Deliberatywy, a z braku kontaktu nie zamierza tej kontroli przekazać pierwszemu lepszemu Solarowi
Rake zajął się pierwszym problemem – ofiarował swoją esencję (a także, jak się okazało, krew) na ołtarzu Niezwyciężonego Słońca. Przeżył to, ale z trudem. Tym niemniej energii ma wystarczyć na jakies 3 miesiące.
Surya przenegocjował zasady zarządzania Katedrą i uzgodniono miesięczny okres czasu przez który byt zarządzający będzie próbował się skontaktować z Deliberatywą, a po tym czasie przekaże pełnomocnictwa sterowania Fabryką w ręce Suryi.
Sonja i Xenon przeszukali okolice centrum sterowania i znaleźli ślady bitwy oraz oznaczony ostrzegającymi znakami grobowiec anathemy, która tu padła. Wrócili jednak po resztę przed próbami przeszukania grobowca.

I w sumie na tym skończyliśmy.