RPG blog

Trochę o graniu, trochę o prowadzeniu Gier Fabularnych

Wpisy z okresu: 12.2011

Dla tych co jeszcze nie wiedzą, Exalted jako linia drukowanych gier RPG
White Wolf została już zamknięta i więcej wydawanych książek nie będzie.
Te które jeszcze są gdzieś na rynku to już ostatnie sztuki i nie będzie
już dodruków. No może poza usługami typu „Print on Demand”, które
ostatnio pojawiają się w US.
Oczywiście to nie oznacza, że nie będzie juz wiecej niczego ze świata
Exalted. White Wolf ma w swoich planach wydawniczych na 2012 conajmniej 3
podręczniki: Masters of Jade, Shards of the Exalted Dream i Scroll of the Monk, Vol. II: Scattered Lotus Petals. Słyszałem też plotki o możliwym pojawieniu się
Exalted edycja 2.5. Jednak to co ważne, to że podręczniki do Exalted nie
będą wydawane w formie papierowej ale będą sprzedawane jako PDFy przez
DriverThruRPG. Nie wiem jak te plany mają się do niedawnych zwolnień w WW, ale mam nadzieję, że nie są powiązane. W końcu materiały do Exalted już od jakiegoś czasu były pisane głównie przez wolnych strzelców (freelancers). Poczekamy, zobaczymy.

Jako, że system Exalted bardzo ale to bardzo polubiłem, postanowiłem (już dawno temu) zebrać wszystkie wydane podręczniki do drugiej edycji. I z wielką przyjemnością odebrałem dzisiaj kolejną przesyłkę z 6 nowymi książkami. A w drodze mam kolejne 3 książki. Niestety nie udało mi się dotrzeć nigdzie do Storyteller’s Companion, ale nie jest to książka wybitnie przydatna (poza przygotowaniem kilku NPCów). Nie widziałem też już nigdzie podręcznika Alchemical Exalted, a ceny tej książki z drugiej ręki aktualnie oddalają się od „chorych” i przechodzą w „abstrakcyjne” (między 100 USD a 150 funtów). No jednak książki za 500 PLN to ja nie będę kupował tylko do kolekcji.
Ale wszystkie pozostałe już zebrałem!

Poza tym z ciekawostek, na DriveThruRPG można zamówic już niektóre pozycje w Print on Demand. Na przykład Compass of Celesital Directions VI: Autochtonia kosztuje jedynie 22 USD (papier+PDF). Tak samo jak Broken-Winged Crane. Pozycje te nie były nigdy wydane w formie książkowej. Może kiedyś uda mi się więc jednak zdobyć wydrukowane brakujące dwie pozycje.

Tuż przed ostatnią sesją Exalted jeden z graczy zachorował. Nie chcieliśmy jednak sesji odkładać o kolejny tydzień i postanowiliśmy zagrać w nieco okrojonym składzie. Jeden z graczy zażartował nawet przed sesją „No przecież Xenon nie będzie całą sesję wymiotować”… Cóż…. ale po kolei.

Podczas wizyty w Katedrze, Xenon i Sonja odkryli ślady walki sprzed wieków, zaś pod ścianą, obstawiony wielkimi orichalkowymi płytami grobowiec z ostrzeżeniami – nie dotykać, nie podchodzić, Anathema! Rake niestety nie nadawał się do żadnych eksploracji, więc zgarneli Suryię i zaczeli zastanawiać się, jak mogą dobrać się do zawartości grobowca. Bez wchodzenia w zbyt wiele szczegółów – Suriya znalazł na niektórych płytach w jakiś sposób wyryte symbole astrologiczne, które nic mu niestety nie mówiły. Po ściągnięciu linami paru płyt ze stosu, udało im się w końcu zrobić przejście. Xenon jako najsilniejszy z nich wszystkich poszedł przodem w razie gdyby płyty nie były ułożone stabilnie. Podczas przeciskania się do środka dotknął jednej z owych astologicznych płyt i wokół niego na chwilę pojawiła się aura magii, zaś nad jego głową symbol Saturna (Maiden of Endings). W środku odkryli szczątki Anathemy (poznali po szatach z orichalkowymi nićmi i orichalkowych artefaktach), oraz kilkanaście spalonych lub zniszczonych na różne sposoby szczątków (dragon-blooded).

W sumie na początku ciężko było przewidzieć co przytrafiło się Xenonowi. Ale już w drodze powrotnej zdołał się potknąć i prawie nadziać na jakiś wystający kawałek urwanej rury (uratował go pancerz). A później przytrafiały mu się różne inne wypadki. Bohaterowie szybko więc doszli do wniosku, że to klątwa grobowca. Zabrali mu jego broń – kosę – coby sam sobie krzywdy nie zrobił, i nawet starali się go nie wysyłać do żadnych trudniejszych zadań w ciągu kolejnych dwóch tygodni.

Po drodze do Lookshy uzgodnili jeszcze plan działania z Amilarem – ten poprosił ich aby nie rozgłaszali niczego na temat tego co odkryli w Katedrze. Tego typu zasobów nie można angażować bez politycznego poparcia dla całej operacji, a aby takie poparcie uzyskać Amilar potrzebował czasu. Tym niemniej obiecał, że akademia zajmie się naprawą mniej wymagających technologicznie elementów – wymianą soczewek esencji i orichalkowych luster. Oczywiście w miarę możliwości. W międzyczasie pozostawał do rozwiązania problem naprawy innych, bardziej skomplikowanych elementów. Surya może i miał dostępy do wiedzy swoich poprzednich wcieleń (nie chwalił się tym), ale bardziej palący był problem braku odpowiednich narzędzi i materiałów. Amilar zasugerował im wizytę w Denandsor – Pustym Mieście. To jedyne miejsce z czasów ery szogunatu, które pozostało w mniej więcej nienaruszonym stanie, a zapewnie gdzieś w środku skrywa nieodkryte jeszcze skarby z pierwszej ery. Tym niemniej Denandsor umie bronić swoich sekretów – podobno każdy kto wejdzie w granice tego miasta w krótkim czasie ucieka z niego z przerażeniem i nigdy więcej nie chce postawić w nim swojej stopy.

Po powrocie do Lookshy bohaterowie postanowili zająć się zebraniem materiałów i informacji na taką wyprawę. Surya codziennie spędzał czas w akademi Valkhavsen, czasami przynosząc jakieś materiały ze sobą. Rake odzyskał siły, zaczął trenować w jedym z lokalnych Dojo i nawet zdobył tam pewien rozgłos swoimi umiejętnościami walki. Sonja spędzała większość dni (i nocy) na przyglądaniu się jak żyją ludzie rządzący Lookshy – gdzie mieszkają, z kim się spotykają, co lubią robić – wszystko co mogłoby się przydać na przyszłość. Xenon na początku został oddelegowany do bratania się z żołnierzami w Lookshy, ale po tym jak złamał szczękę i o mało nie zabił jednym ciosem jakiegoś wyższego rangą oficera (ofiary uniknięto tylko dzięki magi amuletu, który Xenon dostał o Suryi wcześniej), postanowiono, że Xenon do czasu rozwiązania sprawy z klątwą będzie spędzał czas w domu.

W sumie dwa tygodnie minęło bez większych wydażeń. Pewnego wieczoru Surya dostał jednak wieczorem, tuż przed kolacją pilne wezwanie do Akademii. Zostawił więc służbie wiadomość do przekazania dla reszty drużyny, złapał kilka swoich rzeczy i wsiadł do lektyki. W środku dostał jeszcze do przeanalizowania jakieś dokumenty związane z planami jakiejś mansy…. dopiero po kilkunastu minutach zorientował się, że miały tylko odwrócić jego uwagę. W tym czasie doniesiono go (pod eskortą kilku zbrojnych) prawie do samego portu. W tym miejscu Surya wyskoczył z lektyki, krótkie zwarcie ze zbrojnymi – bez broni Surya wolał nie ryzykować, przewrócił lektyki coby opuźnić pościg i zwiał. Potem wmieszał się w tłum. Był nawet świadkiem, krótkiej rozmowy jego napastników z jakimiś lokalnymi łobuzami gdzie padła cena za jego skórę (żywego). Cena wystarczająco wysoka, żeby miejsce zrobiło się niemiłe. Bocznymi uliczkami wrócił więc spowrotem do głównej kwatery – a tam zastał płonący i walący się już budynek.

W czasie kiedy Surya zaczytywał się w podsuniętych mu dokumentach pozostali bohaterowie zebrali się na kolacji – Xenon zszedł już wcześniej i napychał brzuch pieczoną kaczką zalewaną obficie winem. Rake jak zwykle przyjął swój kubek wody i miseczkę ryżu. Tylko Sonja zauważyła, że coś jest nie tak – jakieś obce twarze u służby, wino mocniej niż zwykle zaprawione korzeniami jakby dla zamaskowania jakiegoś smaku. A w kuchni przez chwilę zobaczyła nawet kogoś, kogo widziała wcześniej w porcie. Podeszła więc spokojnie do Xenona, powiedziała, żeby przestał jeść, bo coś tu śmierdzi (na co Xenon spokojnie odłożył kaczkę i zaczą przepłukiwać gardło winem). Służba coś wyczuła i rozpoczęła się walka – Rake szybko obezwładnił pierwszego napastnika, drugiemu wyrwał krtań i pokazał ją trzeciemu, Sonja zabiła pierwszego uzbrojonego napastnika rzutem toporka, ale naprzeciw niej stanęła ekipa kilku lepiej uzbrojonych oprychów z kuchni. Zapewne nie obyłoby się bez dużej ilości ofiar, gdyby nie Rake, który użył swojego magicznego talentu wywołującego posłuch (Respect Commanding Attitude), opieprzył ich za przerywanie im posiłku i kazał się natychmiast wynosić. Na to bandyci grzecznie złożyli uszy po sobie przeprosili i zaczeli wychodzić. Niestety wtedy z rozpędu Xenon próbował jeszcze jednego z nich złapać, przed czym Sonja próbowała go powstrzymać. Wypadkowa sił była mocno zniekształcona przez astrologiczną klątwę Xenona – potknął się o nogi martwego bandziora i upadł, po drodze nadziewając się na miecz. Dodatkowo trucizna w winie zaczęła już działać, więc nie dość, że leżał na ziemi brocząc krwią, to jeszcze zaczął wymiotować. Żeby dodać dramatyzmu ktoś podpalił dom i zaczął obrzucać ją butelkami z jakąś łatwopalną cieczą. Rake czym prędzej wybił potężnym ciosem dziurę w ścianie, następnie razem z Sonją załadował Xenona na blat stołu i razem go wynieśli. Potem jeszcze wynieśli co cenniejsze rzeczy i zaczeli szukać pomocy medycznej dla Xenona. Na szczęście mniej więcej wtedy pojawił sie na miejsu Surya.

Przybyła straż pożarna, przybyli żołnierze do pilnowania porządku, zaś rannych/zmęczonych/poparzonych bohaterów odprowadzono do kwatery zastępczej. Dopiero po opatrzeniu ran Xenona (i podaniu odrutki) bohaterowie postanowili kontratakować. Wybrali się więc czym prędzej do portu, tam zaś Sonja i Rake zlokalizowali statek, którym Surya miał być odwieziony do Thorns. Po krótkie rozmowie z kapitanem wyperswadowali mu wszelkie głupie pomysły i namówili do opuszczenia Lookshy jak najprędzej. Dowiedzieli się też, że jakiś Wybraniec Otchłani oferwał bardzo dużą sumę pieniędzy za żywego Suryię i zabicie jego towarzyszy.

I w sumie na tym sesja się skończyła.

(a do poczytanie po streszczeniu polecam Co lepsze kawałki )

Jak wszystkim wiadomo, Lookshy my dwie bardzo duże i bardzo stare mansy. Mało kto jednak jest świadom, że głęboko pod Lookshy znajduje się trzecia mansa, starożytna, potężna i bardzo mocno uszkodzona Fabryka-Katedra poświęcona Niezwyciężonemy Słońcu. To właśnie ta mansa wymaga regularnego zasilania jej energią poprzez składania ofiar. Jeżeli ofiary nie będą dostatecznie częste – mansa wybuchnie, zaś jej eksplozja mogłaby teoretycznie rozregulować przepływy energii w pozostałych dwóch mansach – co w najlepszym wypadku spowoduje ich zniszczenie, zaś w najgorszym utworzy olbrzymi krater w miejscu gdzie teraz stoi Lookshy. Zainteresowanych po szczegóły odsyłam do „Books of Sorcery III: Oadenol’s Codex”

Nic więc dziwnego, że wyprawa do Katedry była dobrze obstawiona elitarnymi żołnierzami Lookshy w zbrojach Gunzosha i w towarzystwie 3 magów dragon-blooded. No i oczywiście 4 solarów. Cokolwiek miało być ofiarą, było wiezione w dużych okrytych ciężkimi futrami klatkach jak się później okazało były to świetliste człekopodobne istoty uwięzione w orichalkowych klatkach. Mansa jest głęboko pod ziemią a jedyna metoda dotarcia do niej to długi i kręty korytarz podziemny – szeroki wystarczająco aby można było minąć się w nim dwoma wozami (nie ma to jak HIGH fantasy).
Pod koniec pierwszego dnia podróży natkneli się na przewrócony wóz poprzedniej ekipy. I ciało dragon-blooded, częściowo skonsumowane. W związku z tym na noc wystawiono warty a nasi bohaterowie też postanowili dyskretnie obserwować okolicę. W okolicach północy po korytarzu zaczą nieść się jakiś dziwny, cichy szept, który jak się okazało uśpił wszystkich ludzi, jedynie Wybrańcy zachowali przytomność – a chwilę później korytarzem zaczęła na nich pędzić jakaś chmara istot.
Magowie dragon-blooded nie próżnowali i wypełniali na zmianę cały korytarz stadami obsydianowych motyli tnących na drzazgi wszystko na co trafiły. W tym czasie nasi bohaterzy zajęli się zagrożeniem nadchodzącym z drugiej strony – jakaś dziwna istota rozłożyła sie tam jak wielki fruwający w powietrzu płaszcz, zaś pod płaszczem otworzyło się przejście do… ciężko stwierdzić, ale niektórzy wyglądało to jak jakaś mroczniejsza wersja podziemii (labirynt). Rake urwał głowę (kaptur?) płaszczopodobnej istoty, zaś pozostali bohaterowie zajeli się dwoma potężnymi stworami, które z labiryntu wypęzły.

Następnego dnia dotarli do podziemnej mansy – olbrzymia, całkowicie zdewastowana podziemna Fabryka wyglądała raczej ponuro i smutnie. Wszędzie resztki porozbijanych soczewek, zniszczonych orichalkowych luster, rozerwane przez wybuchy esencji ściany korytarzy i potłuczone ołtarze dla Niezwyciężonego Słońca. No i oczywiście olbrzymie, ciemne, ciche hale fabryczne.
Żeby nie przedłużać, okazało się, że Surya za pomocą dziwnego urządzenia, które otrzymał od Amilara, potrafi porozumieć się z bytem zarządzającym fabryką. Nie była to nadzwyczaj rozmowna istota, ale na prośbę Suryi była w stanie rozświetlić im drogę i włączyć systemy obronne po wykryciu agenta dołu (znaczy się śmiertelnika w służbie Maski Zim). Krótkie starcie (próba zabicia ofiar dla świątyni) bez strat własnych (agent nie przeżył).
Dzięki urządzeniu do komunikacji, które zastąpiło normalny terminal do sterowania Katedrą bohaterowie dowiedzieli się:
- brak energi na ustabilizowanie przepływów esencji
- niemożliwe jest wynurzenie się mansy na powierzchnię kreacji (brak energii, zepsute podzespoły)
- Katedra Fabryka podlega rozkazom Słonecznej Deliberatywy, a z braku kontaktu nie zamierza tej kontroli przekazać pierwszemu lepszemu Solarowi
Rake zajął się pierwszym problemem – ofiarował swoją esencję (a także, jak się okazało, krew) na ołtarzu Niezwyciężonego Słońca. Przeżył to, ale z trudem. Tym niemniej energii ma wystarczyć na jakies 3 miesiące.
Surya przenegocjował zasady zarządzania Katedrą i uzgodniono miesięczny okres czasu przez który byt zarządzający będzie próbował się skontaktować z Deliberatywą, a po tym czasie przekaże pełnomocnictwa sterowania Fabryką w ręce Suryi.
Sonja i Xenon przeszukali okolice centrum sterowania i znaleźli ślady bitwy oraz oznaczony ostrzegającymi znakami grobowiec anathemy, która tu padła. Wrócili jednak po resztę przed próbami przeszukania grobowca.

I w sumie na tym skończyliśmy.


  • RSS