RPG blog

Trochę o graniu, trochę o prowadzeniu Gier Fabularnych

Wpisy z okresu: 10.2011

We wspomnianym wcześniej miasteczku nasi bohaterzy przeżyli jeszcze jeden krótki epizod. Pod nieobecność straży miejskiej jacyś rabusie postanowili wyczyścić między innymi lokalną skrytkę/sejf Gildii. Bohaterzy im w tym przeszkodzili za co nieco później zostali sowicie wynagrodzeni przez wysłannika Gildii workiem pełnym jadeitu.
W między czasie okazało się, że oddział, z którym się spotkali, ma do wykonania kolejne, tym razem już zaplanowane wcześniej zadanie – mają być eskortą dla przedstawiciela Lookshy w jego podróży do Thorns i spowrotem. Zaś naszej czwórce zostaje przydzielone dodatkowe zadanie – w Thorns mają oddzielić się od oddziału i skontaktować się z lokalnym ruchem oporu. Dostali namiary na miejsce spotkań, dostali hasło i odzew oraz wiadomość do przekazania. I wyruszyli.
Po drodze do Thorns nie wydarzyło się nic wielce specjalnego, choć pewnym zaskoczeniem było ponowne spotkanie Wybranego Otchłani, który został wysłany przez Maskę Zim na spotkanie z ambasadorem Lookshy. Na szczęście Wybrany Otchłani zbyt zajęty oficjalnymi obowiązkami nie zuważył znajomych twarzy pośród szeregowych żołnierzy eskorty. Po dotarciu do Thorns bohaterzy ulokowani zostali w jednej z karcz w dostępnej przyjezdnym dzielnicy Thorns. Żeby dostać się do ruchu oporu, musieli się jakoś przekraść i ich wybór padł na kanały.
W sumie kanały Thorns to bardzo niebezpieczne miejsce – jako podziemna część Shadowlands częstą są bliższe Labiryntowi niż kreacji. Szczególnie nocą. I tak się zdarzyło, że bohaterzy właśnie nocną porą wybrali się na zwiady i przekradając się ciasnymi i śmierdzącymi korytarzami wpadli do Labiryntu. Stoczyli potyczkę albo dwie z jakimiś potworami i udało im się wrócić na powierzchnię. Następnym razem, mądrzejsi o doświadczenie, postanowili pójść za dnia. Dotarli do ruchu oporu, spotkali się z odpowienimi ludźmi i przekazali wiadomość, na co usłyszeli, że skoro Lookshy ich tu przysłało, to muszą udowodnić swoją lojalność i mają iść z nimi na akcję. No więc poszli.
W skrócie – okazuje się, że w przemysłowej części Lookshy, gdzie goście z zewnątrz nie mają wstępy, Maska Zim produkuję (używając przy tym zniewolonej ludności Thorns) uzbrojenie dla swojej armii. I to nie byle jakie uzbrojenie – Soulsteelowe odpowiedniki zbroi Gunzosha. Podczas akcji ruch oporu zakrada się do jednego z wielkich wozów wywożących skrzynie ze zbrojami do fortecy Maski Zim – Juggernauta. Plan zakładał, że będą mieli czas sprawdzić w drodze co takiego przewożone jest w wozach a następnie wykradną się pod osłoną nocy w połowie drogi. W sumie plan nawet zadziałał – zakradli sie na miejsce, sprawdzili co jest w skrzyniach, dali się wywieźć za miasto i tam wyskoczyli z wozu klapą w podłodze. Niestety jednak czekała na miejsu na nich eskorta – i to nie jednego ale trzech Wybranych Otchłani. Szczerze mówiąc nie pamiętam dokładnie co tu się wydarzyło – była jakaś bitwa, któryś z Wybranych Otchłani upadł, ale po przybyciu Maski Zim na miejsce walki dalszy opór nie miał sensu i bohaterzy zostali zabrani do Juggernauta.

Mam właśnie w planach wznowienie pogrywy w Exalted. Ponieważ sezon pierwszy zakończył się wiele miesięcy temu, postanowiłem przypomnieć graczom (i sobie) co takiego działo się na tych pogrywach. I w sumie to całkiem dobry materiał na tą stronę.

W sumie zanim przejdziemy do opisu losów bohaterów, krótkie przypomnienie pewniej historii, która może być jeszcze kiedyś ważna.
Jakieś 30 lat temu kilka mniejszych państw z Konfederacji Rzek toczyło ze sobą krótką wojnę. Po rozstrzygnięciu konfliktu oddziały zostały rozpuszczone i wracały do domu (albo łupiły okolicę, różnie bywa). Jeden z takich małych powracających oddziałów, kilkunastu ludzi, napotkał niewielką grupę najemników eskortujących niecodziennego więźnia – jak się okazało na sprzedaż. W klatce, zakuty w specjalne magiczne kajdany siedział bóg. Nie jakis potężny bóg, ale jednak. Żeby nie przedłużać niepotrzebnie opowieści – ludzie z tego oddziału zabili najemników i uwolnili boga. A ten w zamian za pomoc obiecał im, że ich pierwszemu dziecku, które spłodzą po wojnie los będzie zawsze sprzyjał.

Bohaterzy tej opowieści, jak łatwo się domyślić, są właśnie owymi dziećmi – pierwszymi potomkami swoich ojców od czasu tego wydarzenia.
Rake – mnich…. nie pamiętam wiele więcej – Jarecki dopowiedz szczegóły
Sonja – też niewiele pamiętam, oprócz tego, że to cichociemna
Xenon – wojownik, wcale nie najstarszy syn swego ojca, ale pierwszy, który urodził się po wojnie. Wychowany przez żołnierza, na żołnierza.
Surya – poszukiwacz starożytnej wiedzy i artefaktów z wieków minionych, na praktykach (tak się teraz służbę nazywa?) przez Scavenger Lorda

Państwo z którego pochodzą nasi bohaterzy zostało zobowiązane przez traktat Konfederacji Rzek do wystawienia oddziału, który ma wspomóc Lookshy w konflikcie z Mask of Winters i jego siłami stacjonującymi aktualnie w Thorns. Wojny jeszcze nie ma, ale oddziały są mobilizowane. W ramach mobilizacji rodziny naszych bohaterów wydelegowały właśnie ich do spełnienia tego obowiązku. Po dotarciu na miejsce spotkali wszyscy zgłosili się do przyjaciela ich ojców – Bernarda. Kiedyś podobno służyli razem w jednym oddziale ;-)
Bernard przydziela ich do oddziału zwiadowców i wysyła od razu na front. Przy okazji prosi, żeby podczas zwiadu na terenach w pobliżu granicy z Thorns zwrócili uwagę na jego córkę – która zaginęła tam w akcji.
Na miejscu oddział bohaterów trafia do niewielkiego zajazdu nad rzeką, gdzie masakruje ich (podczas nieobecności postaci) Abyssal Exalted wysłany z Thorns. Podczas gdy zły zajmuje się spuszczaniem krwi z ciał, postacie wracają, biją się z ożywionymi ciałami (i żywym Bernardem pod kontrolą Abyssala). Próbują uciekać, Deathknight ich łapie i w tym momencie następuje widowiskowe Wybranie przez Niepokonane Słońce. Abyssal grzecznie się żegna i wskakuje do studni (rzucając wcześniej jakiś czar), zaś postacie masakrują nieumarłych i uwalniają Bernarda spod kontroli czaru.

Następnego dnia Bohaterzy razem z nieprzytomnym Bernardem docierają do pobliskiego miasta, ale po drodze jadą pod prąd wielkiej ludziej rzeki – uciekajacych z miasta mieszkańców. Okazuje się, że miasto, bogate dzięki starożytnemu artefaktowi (wielki podnoszony most rozpostarty ponad jeziorem), w najbliższym czasie zostanie najprawdopodobniej starte z powierzchni kreacji. Coś spowodowało uszkodzenie Mansy, która ów most zasilała energią Esencji, energia zaczyna się kumulować w dużych ilościach (zamiast przepływać przez Mansę) i najprawdopodobniej w ciągu najbliższych kilku dni (albo godzin) nastąpi eksplozja, która ową energię uwolni. Miasto jest już w dużej części opustoszałe, ale porządku pilnuje jeszcze niewielki oddział dobrze wyszkolonych ludzi z Lookshy, z którymi to oddział Bernarda miał się spotkać. Niewiele wiadomo na temat samej Mansy – jest podobno ukryta gdzieś głęboko pod wodą. Gdyby był tu na miejscu jakiś geomanta, można by ją spróbować naprawić ale w tym momencie nie ma i w związku z tym ewakuowano miasto. Bohaterzy ze swoimi nowo zyskanymi mocami i wiedzą postanawiają jednak spróbować. Dostają od lokalnego alchemika pigułki do oddychania pod wodą i nurkują.
Na dnie jeziora trafiają na prawdziwą perełkę – podwodną szklaną kopułę okrywającą starożytną budowlę. A w środku nienaruszone artefakty pierwszego wieku – Sztuczna inteligencja (imieniem Alicja) pomaga jak może ekipie solarów w naprawieniu uszkodzeń – wskazując na półki z dokumentacją i podpowiadająca gdzie można znaleźć panel do awaryjnego osuszenia okolicy Mansy. W środku znajduje się nawet kamień serca Mansy (hearthstone), który pozwala zasilić „suchy dok”. Jak się okazuje, z jednego ze statków przepływających przez jezioro wypadł potężny blok kamienny wieziony z kamieniołomów. I upadł tak nieszczęśliwie, że nadtłukł jedną ze szklanych (serio?) płyt przykrywających mansę. Nie byłoby to wielkim problemem, ale strumyczek wody sączący się przez otwór trafił do centralnej fontanny, która odpowiadała za regulowanie przepływów energii i tym ją zaburzył.
Na szczęście Mansa zostaje naprawiona, bohaterzy zbierają z mansy łup i szykują się do powrotu na brzeg. Wyjeżdżają na powierzchnię windą i wtedy zatrzymuje ich niezależny od Alicji system obronny Mansy – wielki, mechaniczny, jadeitowy, pływająco-latający krabo-skorpion. I jeszcze pluł energią i wypuszczał małe wodne niewiadomo co, które próbowało sobą udusić osobę do której się przyczepiało. Chwilę zajmuje walka, w końcu pancerz krabo-skorpiona pęka, ten wpada do wody i niknie gdzieś pod powierzchnią. A z niego wychodzi bogini. Wielce wkurzona bogini.
Jak się okazuje, grupa solarów, która budowała tą mansę ponad 1000 lat temu, jako źródła zasilania dla mechanizmu obronnego użyła bogini, i to wcale nie jakiegoś małego, nic nie znaczącego elementala albo pomniejszego bóstwa – ale pełnoprawnego ziemskiego boga morza. W chwili kiedy udało jej się uwolnić, potwornie wkurzona, bez najmniejszego wachania atakuje grupę solarów stojącą przed nią. Najpierw zamraża całe jezioro a następnie…. właśnie w tym momencie Rake doświadcza wizji – przeżywa to co przeżywało poprzednie wcielenie jego egzaltacji. To właśnie jego poprzednik był tym, który stworzył magiczną pieśń, która uśpiła cały dwór bogów służących owej Bogini Morza, co pozwoliło ją porwać i zniewolić. Rake widząc więc rozsierdzoną Boginię, zaczyna śpiewać na cały głos słowa tej pieśni. Nie ma wprawdzie magicznej mocy jego poprzednika, ale same słowa pieśni odświeżają pamięć Bogini, która w panice ucieka aby nie paść ofiarą tej samej sztuczki drugi raz.

Bogini ucieka, skarby zebrane, mansa uratowane. Bohaterscy bohaterowie wracają na brzeg świętować. Ciąg dalszy nastąpi


  • RSS