Które skończyło się szybciej niż zaczęło.
Oto moja postać od miesięcy już zamknięta jest w zapomnianym przez bogów i ludzi realmie. Czas spędza monotonnie: jakieś ćwiczenia i czytanie ksiąg, które pozostały w tutejszej bibliotece, ksiąg, w których ze słabszym z każdym dniem płomykiem nadziei szuka jakiejkolwiek wskazówki, najmniejszej nawet, która pomogłaby jej się stąd wydostać.
I oto [zaczyna się wczorajsza pogrywa] zaczyna śnić, że znika. Że wsiąka w przejrzyste powietrze, że krzyczy coś i nikt jej nie słyszy. Słowem – jej czas w zaświatach może stać się wiecznością.
I nagle, pewnego dnia, niebo realmu ciemnieje i widać gwiazdy, łysy łeb księżyca i rosnący czerwony punkt, z którego po jakimś czasie wystrzela czerwony promień, rozszczepia się na 9 części i odbija od „kamieni węgielnych” realmu [czy jakkolwiek je zwał, pierwszy raz je zobaczyła na oczy moja postać od miesięcy uprawiająca spacery na tych dwóch kilometrach kwadratowych].
Różne dziwne zjawiska zachodzą, więzień chwyta bagaż i w nadziei na przypadkowe otwarcie przejścia biegnie do niego.
W zasadzie to nawet nie jest specjalnie rozczarowana, że jednak nic z tego.
Kiedy jednak przyglada sie czerwonej rozgwiaździe, która po odbiciu tworzy rozgwiazdę błękitną, widzi, że dwa promienie nie odbijają się, układ jest zaburzony i błękitny strumień zamiast – jak się domyśla – wracać do gwiazdy, celuje prosto w „szklaną bańkę” otaczającą teraz realm. Idzie więc w miejsce „przebicia”(?), w miejscu zetknięcia z „bańką” strumień rozlewa się lekko i opalizuje.
I co z tym zrobić?
Rzuca patyczek w strumień, zawisł, zjechał na ziemię.
No tak, bardzo to było informacyjne, rzucanie kolejnych przedmiotów też zapewne będzie… Zbliża ręke, włoski stają dęba, jakby elektryczność. Hm… nie decyduje się tego dotknąć, nie wie, co jeszcze mogłaby zrobić, więc siada i przygląda się, aż zjawisko jak się zaczęło, tak kończy.
Koniec na dzisiaj!
Ja gracz – domyślałam się, że to jakaś szansa wyjścia, ale niestety – ja gracz nie wiedziałam jak moja postać mogłaby zjawisko zbadać. Ja gracz nie mam zwyczaju rzucać moich postaci w „hurra! ale nieznane! może tam umrę, ale jak nie to pewnie będzie fajnie!”.
Jedyną podpowiedzią jaką dostałam było:
- Ty masz prime, prawda?
- Nie mam.
To wszystko.
Najbardziej przykrą rzeczą jaką usłyszałam było „i to jest właśnie problem, że powinienem cię ciągnąć, żebyś zrobiła cokolwiek”.
Jasne, po wszystkich tych pogrywach [poprzednie części wprowadzenia] w których moja postać zwijała się jak mrówka, szukała rozwiązań w sytuacjach bez wyjścia, walczyła z przegranej wyraźnie pozycji, próbowała zmienic rzeczy, ktre były już ustalone.
Jak miło.
Tym razem, jak się okazało, fabuła też była liniowa, masz skręcić za ten winkiel, co za niespodzianka! poszłaś prosto, to na dziś dziękujemy.
To było strasznie dołujące doświadczenie. Najbardziej chyba to, że naprawdę nie miałam pomysłów, i nie dostałam nawet cienia podpowiedzi.
thea.