[by Jarecki]
Każdy chyba ma taki system RPG albo dwa który lubi, wielbi i hołubi. Systemy, w których czuje się dobrze, pomysły na postać / przygody przychodzą same a klimat na sesji pojawia się sam, bez wymuszania. Z tego co wiem dla Dzikusa takim systemem jest Mag: Wstąpienie, do którego ciągle go ciągnie a na pewno „magowe” widzienie świata objawia się u niego dość często.
Ja mam dwa takie systemy. O jednym, że jest moim faworytem wiedziałem od dawna, odkąd się z nim zapoznałem. O drugim zorientowałem się niedawno, kiedy razem z przyjaciółmi postanowiliśmy zacząć w niego nową kampanię.
Pierwszym systemem w którym się zakochałem (a jest to miłość tragiczna) jest Ars Magica. Powiem wam, że uwielbiam go, choć grać czy prowadzić, miałem niewiele okazji. System niestety jest tak specyficzny, że wymaga szczególnego nastawienia graczy. A tych jakoś ciężko mi zebrać do kampanii.
[przy okazji dokonam paskudnej autoreklamy, że po sieci krąży moja przygoda do ArM „Trzy róże, dwie wrony” jakby ktoś chciał przeczytać, czy skorzystać proszę uprzejmie: KLIK
Drugim okazała się Legenda Pięciu Kręgów. Po ustaleniu, że rozpoczynamy znowu w nią grać zapanowało radosne ożywienie (jak przy wizycie nekromanty na cmentarzu). Pomysły na postacie, koncepcje drużyny, rozmowy o systemie, jakby wszystkim nagle i gwałtownie odezwała się jakaś dawno nie karmiona część duszy.
Od razu się przyznam, że lubię Japonię i jej specyfikę. Nie jestem jednak wielkim japonofilem, po japońsku nie mówię, ery w jej historii mi się mylą (swoją drogą ostatnio pożałowałem pieniędzy w empiku na przepiękną książkę o mieczach samurajskich… oj, chodzi za mną)
Wracając do ad remu, to system ten urzeka swoją specyfiką. Świat jest cudowny i złożony, mechanika dopasowana, aż samo to wszystko wymusza odpowiednie zachowanie na sesji i utrzymanie klimatu. Zielona herbata, wymiany pokłonów i uprzejmych uwag pomiędzy graczami, poczucie tryumfu gdy udało się pokrzyżować plany Gromów Fu-Lenga i poczucie pustki, gdy machinacje własnego klanu zmusiły postać do popełnienia seppuku.
Przypomina mi się kolega, który rozsiadłszy się wygodnie na dywanie wydawał dyspozycje swoim sługom z miną prawdziwego daimyo.
Było pięknie, mam nadzieję, że będzie się grało równie dobrze.
A wy, drogie nieliczne grono czytelników rpg.blog, czy macie takie ukochane systemy, czemu ten a nie inny?
Jarecki