Kiedy wchodziłeś do biura Vespucciego Bernogli, głowy rodu, poczułeś się wyraźnie zdenerwowany. Nigdy jeszcze nie widziałeś swojego zwierzchnika tak zdenerwowanego.
-Marco, usiadz – wycedzil – czy wiesz co sie stało z figurami Drugiego Proroka, tymi które odkupiłem od tiureckiego chana ?
-Tak jak nakazałeś panie zostały przeładowane w porcie do skrzyń i wysłane do Rigielli (miasto portowe nad Rzeką). Nadzorowałem całą sprawę osobiście i mogę zaręcz……
-Dość!- pięść Vespuccio uderzyła o stół – Marco, dostałem wiadomość z Rigielli – w tych skrzyniach nie ma nic, poza trocinami, nic słyszysz ?!
-Ależ panie….
-Marco, teraz ja mówię! Masz miesiąc na odnalezienie tych figur. Miesiąc. Wiesz, że są dla mnie ważne.
Wyszedłeś z pokoju drżąc. Było blisko, zbyt blisko. Figury, dar do nowej kaplicy w katedrze Watycyńskiej, kosztowały rodzinę wiele trudu. Nie było to jednak ważne, bo przecież na szali leżał prestiż rodziny. W kaplicy w której kardynałowie będą wybierać nowego Hierofanta, nie może zabraknąć daru Bernoglich.
Tydzień później figury płyneły już we właściwą stronę. Przekupny kucharz karawany, który dosypał wszystkim silnego środka nasennego i dopuscil paru ludzi do transportu pływa we własnej zupie. Ludzi którzy wywozili figury także dopadłeś… teraz jedynie zleceniodawca.
Pod przebraniem jednego z przewozników siedzisz w zapyziałej karczmie, pełnej rybaków, przewoźników i innych osób nie licujących z twoim stanem społecznym i siorbiesz bez specjalnego apetytu rybną polewkę. Podnosisz głowę ukrytą pod kapturem i widzisz wchodzących trzech ludzi. Dwóch z nich poznajesz od razu, to eiseńczycy, bracia, najmujący się do różnego typu niejasnych zajęć wymagających użycia dużej dawki brutalnej siły. Trzecia osoba ukrywa swą tożsamość pod obszernym płaszczem i kapeluszem i ona wlasnie dosiada się do twojego stolika, eiseńczycy rozchodzą się po karczmie (flankują, przebiega ci myśl przez głowę).
-Masz to o co prosiłam? – ku twemu zdziwieniu, głos jest kobiecy, miękki z lekkim akcentem, którego jednak nie potrafisz umiejscowić
-Tak, czekają w bezpiecznym miejscu, jeśli masz zapłatę zaprowadzę cię tam natychmiast.
-Teraz, nie, spotkajmy się wieczorem. Do tego czasu siedź tu. Muszę sprawdzić czy nikt cię nie obserwuje.
Hmm, profesjonalistka, pomyślałeś z niepokojem. Może wykryć zasadzkę, pytanie czy twoi ludzie, tu na miejscu dadza radę tym opryszkom… Jeśli jednak nie zaatakujesz zapewne wykryje twoją pułapkę a wtedy szukaj wiatru w polu. No cóż za wszystko trzeba płacić, zawsze.
Przesunąłeś kufel na skraj stołu dając znać swoim ludziom, jednocześnie wydobyłeś szpilę nasyconą środkiem oszałamiającym. Kaptur zwraca się na drobną chwilkę w stronę kufla i wraca w twoją stronę, lecz ty ciskasz już w tę ciemność szpilę. Postać chwieje się i pada do tyłu, eiseńczycy podrywają się, ty sięgasz po noże… może uda się jednego powalić zanim dobiegnie… oni jednak skaczą w stronę drzwi?
Zapach krwi uderza w twoje nozdrza, podrywasz się przewracając ławę za nią widzisz krwawiącą wyrwę w przestrzeni, w którą wpada kobieta w płaszczu. Wsciekły ciskasz jeszcze sztyletem w zamykający się portal.
Eiseńczycy wiedzieli niewiele. Dostarczyli ci jedynie przybliżonego opisu tej kobiety, która zapłaciła im w republikach (monety vodacce). Dokładny wywiad w okolicznych kantorach daje ci jednak więcej informacji. Ta kobieta zapłaciła montaginskimi solami. Odkupiłeś je i pokazałeś znajomemu skrawkarzowi. Pochodziły z północnego regionu Montagine, miasta Lierre-Valle. No cóż pomyślałeś, witaj wesoła przygodo, w końcu ile może być kobiet-magów porte i to potężnych?