RPG blog

Trochę o graniu, trochę o prowadzeniu Gier Fabularnych

Wpisy z okresu: 6.2004

Prowadzenie wprowadzeń jest jednak dla mnie mocno wyczerpujące – i sporo trudniejsze niż normalne pogrywy RPG. Zastanawiałem się dlaczego i chyba znalazłem podstawowe różnice:
- chcę utrzymać postać gracza przy życiu jednocześnie jednak nie gubiąc aury zagrożenia.
- chcę doprowadzić postać do bardzo konkretnej sytuacji na koniec przedstawiając jej pewną opowieść na temat tego co do tej sytuacji doprowadziło. Z drugiej stronie chcę jednak dawać graczom wolność wyboru. W związku z tym fabuła musi być tak obmyślona by z jednej strony dawać przynajmniej „iluzję” wolności wyboru a z drugiej strony opowiedzieć dokładnie to co zamierzałem.
W przypadku Tomka poszło to w miarę prosto – choć ze dwa razy zaciąłem się. Na szczęście wyobraźnia pozostawiona samej sobie pomogła raz, drugi raz moja Muza zsprezentowała mi pomysł rozwiązania ;). Trochę trudniej jednak miałem z Nataszą. Problem polegał na tym, że kiedyś już tam sama osoba grała Eutanatosem w Polsce około roku 1994-96. I zaprezentowałem wtedy graczom pewną wizję wydarzeń w mrocznej Polsce oraz przedstawiłem jedynego polskiego Eutanatosa – Melchiora. Otóż Melchior tuż przed spotkaniem ze swoim nowym uczniem miał podobno innego ucznia, który został Nephandusem – i podobno zabił go osobiście w jakiś spektakularny sposób. Niektórzy twierdzili, że wykonał na nim Gilgul. Poza tym nie było wtedy w Polsce żadnego innego Eutanatosa.
W związku z tymi wydarzeniami postawiłem sobie za zadanie opisanie nowej postaci (temu samemu graczowi) wydarzeń, które nastąpiły w latach 1991-1994. Jak się okazało, Melchior miał dwójkę uczniów w owym czasie – Bartka i Nataszę. Musiałem więc tak poprowadzić akcje, żeby Bartek został Nephandi, nikt z postaci tego specjalnie nie zauważył oraz na samym końcu doprowadzić do sytuacji, w której Melchior (i wszyscy inni) uważali Nataszę za zmarłą przynajmniej w latach 1994-1996. Ambitne to zadanie udało mi się dosyć dobrze wykonać :) Jak, opiszę wam w następnej notce.

Spoiler

Brak komentarzy

Jak w temacie – w związku z tym Jarecki nie czyta dalej.
A spoilować będę na temat tego co tak naprawdę się dzieje. Bo w przypadku technokracji wszystko jest dwa razy bardziej zakręcone niż nam się zwykle wydaje. Historia związana z Tomkiem jest mniej więcej następująca:
Po zmianach ustrojowych i otwarciu granic dla obcego kapitału gdzieś na przełomie 89/90 Technokracja postanowiła nieco mocniej wkroczyć do Polski. W zasadzie o przewodzenie w Polsce toczą boje dwie grupy: NWO i Iteracja X. Oczywiście Iteracja najchętniej powystrzelałaby wszystkich polskich magów i miała święty spokój. NWO jednak chwilowo osiągnęło przewagę i postanowiło ją ugruntować za pomocą dosyć podstępnego planu. W czasie kiedy Iteracja X buduje swoje pierwsze bazy w Polsce (ORION na przykład) oraz instaluje sprzęty do namierzania działalności magów, NWO infiltruje tradycje. Całość zaczęła się mniej więcej około 91 roku od wprowadzenie w szeregi Virtualnych Adeptów Grey Men’a działającego pod pseudonimem Amanda. Plan miał na celu zdobycie zaufania zarówno Virtualnych Adeptów jak i Synów Eteru – poprzez Tomka, który właśnie nawiązywał z nimi (monitorowane) kontakty. Tomek wprawdzie był świetnym rekrutem do Iteracji X, ale postanowiono, że na razie pożyteczniejszym będzie wprowadzenie go do SoE i późniejsza reedukacja. Oczywiście w trakcie sprawy uległy pewnym komplikacjom (wypadek Tomka), ale jak widać plan nie uległ specjalnym zmianom.
NWO postanowiło bowiem schwytać i skonwertować wszystkich polskich technomagów. Niestety VA i SoE to rozproszone grupki, więc jedynie bezpośrednie zagrożenie i wspólny wróg mógł ich zebrać w jednym miejscu. Owym wspólnym wrogiem miał być konstrukt HZ/WOIX003 orbitujący właśnie nad Warszawą – wspólnym zagrożeniem zaś zbliżający się duży atak na magów i porwanie jednego z nich w celu wydobycia informacji. Informacje o zagrożeniu miał przynieść Tomek, który po symulowanej ucieczce miał pamięć o symulacji mieć wymazaną zaś efekt symulacji wprowadzony w życie. Porwaną jest ciągle Joanna z SoE. Zaś wciągnąć wszystkich w pułapkę ma Agentka Amanda.
Na dzień dzisiejszy mimo pewnych odchyleń od planu (przebudzenie Tomka), całość idzie dobrze. Agentka Amanda ma dostarczyć sporej grupie magów SoE i VA informacje o dziurze w systemie bezpieczeństwa konstruktu HZ/WOIX003 od strony Digital Web. Tamtędy ma być poprowadzony atak na konstrukt, który ma się skończyć pojmaniem wszystkich uczestniczących w ataku. Tak przynajmniej wygląda to od strony Technokracji.
Od strony Tomka: organizujemy właśnie ekspedycje ratunkową dla Joanny. Amanda właśnie z narażeniem życia zdobyła informacje, że w kontrukcie, w którym trzymana jest Joanna, będzie przeprowadzany upgrade systemów łączących go z Digital Web i otworzy się wtedy mniej więcej 2-godzinne okno czasowe doskonałe na niespodziewany atak na konstrukt. Amandzie udało się zebrać większość znanych jej polskich VA, zaś Tomek i Sławek zebrali wszystkich SoE – więc nie może się nie udać ;).
Na szczęście dla Tomka jest jeszcze trzecia strona. Jest nią pewien rozczarowany działaniami Technokracji agent, który już raz pomógł Sławkowi (ów ostrzegawczy telefon tuż przed nalotem). Teraz dostarczy Tomkowi informacje o tym jak są wrabiani przez Amandę oraz o alternatywnej metodzie dostania się do konstruktu. Jeżeli Tomek z zachowaniem odpowiedniej dyskrecji poinformuje o tym resztę, oprócz Amandy, to akcja ma duże szanse powodzenia :). A przy okazji, co zrobią z Amandą? Zobaczymy.
Oczywiście za te informacje przyjdzie jeszcze kiedyś zapłacić, ale myślę, że na dzień dzisiejszy nikt nie będzie się pytał o cenę.

Pora kończyć z opowieściami o Tomku bo w międzyczasie ruszyło z kopyta wprowadzenie dla Nataszy. Więc postaram się streszczać.
W telegraficznym skrócie:
Tomek wydostaje się ze swojego nowego więzienia, po kilkunastu minutach błądzenia i unikania straży trafia w końcu na pomieszczenie techniczne klimatyzacji i tunelem którym ulatuje na zewnątrz zużyte powietrze dostaje się na powierzchnie. Stamtąd jeszcze odrobina wysiłku i lądujemy z Tomkiem w centrum Warszawie. Pierwsze jego kroki kierują się do Amandy ale tam nikogo nie ma. W związku z tym Tomek rusza do Melchiora. Nie do końca pamięta gdzie on mieszkał i chwile się musi nad tym skupić. Przez sekundę nawet widzi śnieg na jednym z dachów okolicznych budynków (bliźniaki i domki jednorodzinne), ale stwierdza, że chyba mu się wydawało. Później jeszcze zauważa w zasadzie identyczne położenie pewnych specyficznych samochodów i w ten sposób namierza Melchiora.
Melchior trochę pijany przyjmuje go z pewnym zaskoczeniem. Następnie wypytuje go co się z nim działo, jakie ma plany i czy zna jeszcze kogoś z kim można by się skontaktować. Niestety Melchior nie wie jak złapać Sławka, ale Tomek przypomina sobie w końcu numer komórki do Andrzeja i jego kabały. Udaje mu się też skontaktować z Amandą.
Wiedząc, że technokraci więżą Joanne i pewnie jej też piorą mózg, postanawia zorganizować jak najszybciej ekipę ratunkową. Tomek, Melchior i Amanda jadą na spotkanie z Andrzejem i jego kumplami – jakimś dziwnie wyglądającym, starszym Hermetykiem (laska, długi lniany strój tak na środku ulicy?) oraz członkiem Kultu Ekstazy (jakiś satanista). Andrzej i jego kumple nie chcą jednak się specjalnie narażać i uważają, że nie warto ryzykować dla jednej osoby. Przy okazji zachowują się dosyć zarozumiale względem okolicznych Śpiących.
Tomek w międzyczasie znajduje w kiblu jakiegoś martwego kelnera, ale nikomu nie zdradza tej informacji. Zauważa również kilka kropli krwi na płaszczu Melchiora.
Tomek, Amanda i Melchior jadą jeszcze do domu Sławka. Wprawdzie, jak sprawdza Amanda, jest on obserwowany przez policjantów, ale Melchior zajmuje się tym osobiście. Policjanci giną (miedzy innymi dwóch w pokazowej kraksie). Wygląda to dziwnie, bo Melchior wydaje się być strasznie rozbawiony możliwością jej spowodowania i nie dba specjalnie o konsekwencje.
Tomek i jego towarzysze w końcu trafiają do domu Sławka. Dopiero tam Tomek zdaje sobie w końcu sprawę co jest nie tak z mnóstwem rzeczy, które obserwuje. Miedzy innymi zauważa, że mnóstwo miejsc w domu Sławka bardzo dokładnie przypomina to jak one wyglądały wtedy kiedy je ostatni raz oglądał (np. pół roku temu).
Zbyt prosta ucieczka, śnieg na dachu, dokładne położenie samochodów, dokładne ułożenie rzeczy w domu Sławka, ciągłe wypytywania czy zna kogoś jeszcze z kim mógłby się skontaktować, nieco wykręcone i negatywne postacie magów których spotyka, ich niechęć pomocy w ratowaniu Joanny i inne szczegóły w końcu ułożyły się w dosyć prosty komunikat: „Jestem ciągle w SYMULACJI”.
Tomek przez chwile myśli co by tu zrobić i w końcu postanawia zaprzeczyć iluzji w taki sposób żeby nie miała wyjścia i albo została przerwana, albo Tomkowi będzie już wszystko jedno: wyskakuje z pędzącego samochodu pod koła innego. Symulacja zatrzymuje się. Dzieje się jednak mnóstwo innych rzeczy jednocześnie. Z innego niż Tomka punktu widzenia wyglądałoby to tak:
Kilku techników patrzy w gwałtownie zmieniające się wskaźniki na monitorach. Zaczynają pojawiać się jakieś alarmy, ostrzeżenia, ludzie poruszeni.
MiB: co się dzieje?
technik: nie jestem pewien… to wygląda jakby on zatrzymał symulacje…
MiB patrzy z niedowierzaniem
- nie rozumiem
technik: przejął nad nią kontrolę, nie do końca jednak rozumiem co się dzieje,
MiB: ok, przerwijcie Mindscaping
technik: tak jest. Awaryjne przerwanie symulacji
Technicy wstukują coś szybko na klawiaturze, widać kolejne wskaźniki i ostrzeżenia. Któryś z nich w końcu wyjaśnia MiBowi, że nie wie co się dzieje – z jednej strony symulacja została przerwana ale wskaźniki Tomka cały czas są na podwyższonym poziomie – co więcej obserwują coraz wyższą aktywność fal mózgowych – jakby tam działo się coś więcej. W którymś momencie zaczynają wyć alarmy. MiB podchodzi do twojego zbiornika i przygląda się Tomkowi ciekawie. Technicy krzyczą do niego coś o zwiększonej emisji energii i chaotycznych fluktuacjach w zbiorniku. Chwilę później ktoś zauważa, że komputery zaczynają się dziwnie zachowywać – jakby ktoś je właśnie hackował. W końcu komuś przychodzi coś do głowy i krzyczy do MiBa – „On się właśnie Budzi!”. I wtedy Tomek otwiera oczy.
Chwila dezorientacji i znowu krzycz ta sama osoba:
- Załatw go! Zastrzel go zanim zniszczy konstrukt – on jest niestabilny.
MiB wyciąga broń strzela, ale w pojemniku nikogo już nie ma. płyn gwałtownie zapada się w puste miejsce po Tomku.
Co się działo w tym czasie? Tomek spotkał awatara, chwilę porozmawiali, potem awatar stwierdził, że pora się stąd wynosić. Tomek otworzył oczy – przez chwilę doświadczył totalnej świadomości całej swojej okolicy, a następnie widząc jak MiB stojący pod jego zbiornikiem wyciąga broń, postanowił znaleźć się bezpiecznym miejscu – czyli u siebie w domu.

Książki

Brak komentarzy

Koniec świata nastąpił. Apokalipsa, Gehenna, Wstąpienie – które sobie wybierzecie – kończą świat mroku i White Wolf przestaje wydawać podręczniki do moich ulubionych systemów (nie, wampira mi nie szkoda).
Wziąwszy sobie to do serca postanowiłem zanabyć drogą kupna (póki jeszcze można) brakujących mi do szczęścia podręczniki do Maga. Przejrzałem listę wszystkiego co jest jeszcze dostępne na Amazonie i okazało się, że nie będe zrujnowany, bo tylko dwa podręczniki spełniały wyznaczone przeze mnie kryteria – miodności i niezbędności.
Tak więc w dniu wczorajszym, po małych weekendowych tarapatach z pocztą, odebrałem Guide to Tradition i Infinite Tapestry. Kupiłbym jeszcze wszystkie podręczniki do Tradycji ale ze wstępnych obliczeń wyszła mi kwota 500 PLN, więc postanowiłem sobie darować. Mam conajmniej kilka pomysłów jak takie pieniądze lepiej spożytkować.
A co do samych książek:
Guide to Tradition – opis wszystkich magowskich tradycji oraz relacji między nimi, ich historii itp. itd. W dodatku twarda oprawa, dobrej jakości papier – aż miło postawić na półce.
Infinite Tapestry – opis Umbry. Ta książka to następca Book of Worlds ale poprawiona i dostosowana do ostatniej edycji maga łącznie ze wszystkimi wydarzeniami jakie w tym czasie zaszły na świecie – np. Avatar Storm. Nie wydana tak dobrze jak Guide, ale za to bardzo przydatna przy prowadzeniu.
Teraz tylko muszę jeszcze wygenerować czas na przeczytanie tych podręczników.
PS. Należy również nadmienić że Guide to Traditions jest prezentem urodzinowym od moje ukochanej :)

Mijają dwa lata. W międzyczasie Tomek otrzymuje solidne wykształcenie zarówno w sferze „konwencjonalnej” nauki (otrzymuje tytuł mgr inż.) jak i „eterycznej”. Zaczyna rozumieć jak działają wszystkie te urządzenia Synów Eteru ale niestety sam jeszcze nie jest w stanie stworzyć nic nowego. Co jest mocno frustrujące.
Któregoś dnia Tomek odkrywa, że ich dom jest najprawdopodobniej monitorowany. Sławek postanawia w związku z tym sprawdzić parę rzeczy na mieście a Tomek i Joanna pozostają pilnować dobytku. Sprawdzając okolicę za pomocą urządzeń Joanny odkrywają jednak w pobliżu całą masę policji (łącznie z oddziałem specjalnym) w ukryciu. Jako, że Tomek ma przeczucie iż coś niedobrego się zbliża (w końcu ich podgląd właśnie przed chwilą został zakłócony), oboje przebierają się w stroje „teleportacyjne” i Tomek jako pierwszy rusza w miejsce bezpieczne. Jak się jednak okazuje miejsce bezpieczne to jakimś cudem baza Technokracji.
Tu wszystko zaczyna się toczyć nieco szybciej – najpierw Tomek zostaje zaprowadzony do celi, później przychodzi do niego jakiś przystojniak w garniturze z jego aktami pod pachą mówiący coś o współpracy i mogących z tego wyniknąć korzyściach. Jako, że Tomek nie chce współpracować, Technokraci postanawiają użyć nieco brutalniejszych środków perswazji. Tomek zostaje doprowadzony do obłego pomieszczenia z wielkim fotelem pośrodku – gdzie klamrami zostaje do niego przyczepiony. Następnie para lekarzy zaczyna go obklejać czujnikami, pobiera krew i wykonywać (jak sami mówią) „profilowanie”. Następnie świat się zapada i Tomek ląduje w Wirtualnej Rzeczywistości. Postanawia jednak być maksymalnie pasywny – i mimo, że zauważa tam Joannę, nie bardzo chce współpracować.
Chwilę później budzi go ból w piersiach. Wizja z wolna rozpływa się w przerażająco jasnym świetle, ale słyszy jeszcze zdenerwowane głosy nieco zdezorientowanych lekarzy przerzucających się nazwami środków medycznych, dawek i procedur ratujących mu najwyraźniej życie.
Kolejna pobudka. Gdzieś w pustej sali szpitalnej, przywiązany do łóżka. Trochę czasu zajmuje mu wyswobodzenie się z więzów, odnalezienie jakiegoś ubrania i przygotowanie się na ewentualność tego, że zamknięte aktualnie drzwi w końcu się otworzą. Kiedy drzwi w końcu się otwierają następuje krótka szarpanina i Tomek zyskuje nieco więcej swobody, czyjś identyfikator i wybór drogi, którą będzie uciekał.

Mija rok. Nadchodzi właśnie Boże Narodzenie i dzień wigilii Tomek (a raczej jego Storyteller) wybrał na przebudzenie. Nie, nie Przebudzenie – po prostu otwarcie oczu.
Jak na rok śpiączki Tomek był w nadzwyczaj dobrej kondycji – na tyle dobrej, że jak tylko sprawdził datę, postanowił wybrać się na mały spacer. W wejściu do sali czekał już ktoś na niego – nie kto inny ale człowiek, który wcześniej wziął od niego włos.
Przedstawił się jako Melchior, poprosił aby Tomek się cichutko ubrał a następnie wyprowadził go ze szpitala tak, aby nikt nie zauważył. Kiedy doszli do domu Melchiora, mieli okazję trochę porozmawiać na temat tego co było, tego co jest i tego co będzie.
Co było – Melchior na prośbę Sławomira spowodował ten wypadek, choć czas trwania śpiączki to, jak powiedział, „kwestia twojej karmy”. W trakcie śpiączki Tomek miał szereg przedziwnych wizji ze swojej przeszłości i (jak podejrzewa) z przyszłości – różne twarze znane i nie, różne wydarzenia:
- Sławek i Joanna podglądający Tomka i Amandę przy pomocy jakiegoś urządzenia – potem Amanda blokuje podgląd i namierza ich.
- Trzech dziwnych typów (w tym dwóch MiBów) przyglądających się nieprzytomnemu Tomkowi i dyskutujących zawzięcie.
- kłótnia w szpitalu między Melchiorem a Sławomirem
- Joanna zanurzona w szklanej tubie i podpięta do jakiś czujników – dookoła tuby kilka osób w tym Tomek i Sławomir, wszyscy w dziwnych ubraniach. Słychać również odgłosy dudnienia (jakby walenia w metalową ścianę, może wyważania jakichś drzwi/wrót). Po wyrazach twarzy można rozpoznać, że sytuacja jest nerwowa.
- kilka wizji przeróżnych osób. A to ksiądz z dwururką na ramieniu, dziewczyna rzucająca kostkami na mapę, ktoś programujący na komputerze, chyba jakiś wilkołak.
- księga Kitab al-Alacir
Co jest – ano Melchior tak przypadkiem ;) przechodził koło szpitala jak Tomek się obudził. Poza tym należy do Eutanatosów. Tomek aktualnie zniknął ze wszelkich rejestrów szpitalnych, więc póki się nie pokaże zbyt publicznie, to można powiedzieć, że jest „wyzerowany” i nikt go szukać nie będzie – w tym technokracja. Tomek i Melchior piją piwo, gadają o różnościach. Przy okazji Tomek otrzymuje figurkę którą Melchior użył do spowodowania wypadku. Jak się później okazuje figurka jest czymś więcej niż tylko fokusem i powstała specjalnie dla Tomka – przy czym ma dobrze ponad 50 lat.
Co będzie – ano tu decyzja podjęta przez Tomka to „skontaktujmy się Sławomirem, a potem się zobaczy”. Sławek odbiera Tomka od Melchiora i zawozi go do niewielkiego domku na przedmieściach Warszawy okupowanego aktualnie przez 4 Synów Eteru – Sławka, Joanne, Pawła i Andrzeja. Wszyscy oni z radością go witają i zapraszają do Wigilijnego Stołu. Jak się okazuje, dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa to jednak dobra, stara i użyteczna tradycja.
Potem jeszcze mieliśmy zakupy, naukę i świetowanie Nowego Roku – to ostatnie to całkiem spora impreza W Digital Webie, na którą Tomkowi udaje się dostać dzięki specjalnemu urządzeniu od (jak się później okazuje) jakiegoś niemieckiego Cybernauty.

Mięsko

3 komentarzy

Dobra, koniec smęcenia – na filozofowanie ostatnio mi się zebrało a teraz pora na odrobinę mięska. Czyli przygód, intryg i opisów postaci. Jakoś Warhammera nie chce mi się opisywać, bo pogrywa właśnie wkracza na pierwszy tom Doomstones (Kamienie Zagłady) – jak ktoś jest ciekawy to może poczytać. Z wolna jednak szykuję się do kolejnej już (chyba 4) pogrywy w maga. Zainspirował mnie Lucas the Great zapraszając mnie na pogrywę (nareszcie pogram!). Więc zaczytując się w kolejnych podręcznikach do maga obiecałem sobie dwie rzeczy:
- w końcu przeczytam wszystkie interesujące mnie podręczniki do maga od dechy do dechy. Zostało mi jeszcze jakieś 5, 3 mam już za sobą.
- poprowadzę kolejną kampanię w świecie maga.
Jako że na nadmiar pomysłów chwilowo nie cierpię, postanowiłem wykorzystać pomysły z kilku poprzednich pogryw – NPCów z pogrywy o Gaji (streszczenia tych pogryw gdzieś po lewo :), kawałeczek intrygi z nieco starszej pogrywy w Maga. Całość jak zawsze zaczyna się gdzieś w Warszawie. Na razie wybrałem sobie dwójkę graczy (Thea i Jarecki) i bardzo powoli robię im wprowadzenie – w końcu najpierw jednak chciałbym przeczytać te podręczniki.
Thea gra po raz kolejny Eutanatosem – kończy to, co inni zaczynają. Tym razem zaczyna jako zdolna dziewczyna z domu dziecka. Jest pielęgniarką, ale niektórzy wróżą jej karierę medyczną, jeżeli tylko zmotywuje się na studia. Na razie jednak postanowiła postudiować inne kierunki zanim zacznie medycynę – tak więc dzieli czas miedzy pracę w szpitalu a studia międzywydziałowe. Poza tym niewiele jeszcze o niej wiemy – w wieku pięciu lat trafiła do domu dziecka. Według informacji z policji jej rodzice zginęli w jakimś wypadku. Dziewczyna jednak niczego nie pamięta z pierwszych 5 lat swojego życia.
Jarecki został Synem Eteru. Jego historia jest już znacznie lepiej ubrana w szczegóły, choćby ze względu na to, że zaczęliśmy wprowadzenie. A oto jego dzieje w skrócie:
Urodził się w całkiem dobrze sytuowanej rodzinie, która miała szczęście mieć dosyć dobre stosunki z ówcześnie rządzącymi Polską siłami. Od strony matki to dosyć stara rodzina, która nieco chyba na siłę próbuję utrzymać swoje „szlachectwo”. Od strony ojca powiązania zawsze były nieco bardziej gospodarcze. W związku z tym Tomek miał okazję zwiedzić świat razem ze swoimi rodzicami wyjeżdżającymi od czasu do czasu na placówki dyplomatyczne.
Wprowadzenie dla Tomka zaczęliśmy pod koniec roku 1990. Studiuje na Politechnice, mieszka w niewielkiej kawalerce kupionej mu przez rodziców, którzy aktualnie przebywają w Londynie. Zaczyna się od kilku niezbyt powiązanych ze sobą (na razie) wydarzeń:
- do domu jego rodziców wprowadza się Amanda – studentka z Londynu, która to po namowach ojca Tomka przyjechała do Polski, aby dokończyć studia na uniwersytecie Warszawskim – przy okazji pomaga tam w zorganizowaniu porządnych studiów informatycznych. Przywiozła ze sobą w walizce więcej sprzętu komputerowego niż ubrań.
- niedługo później kawalerka Tomka ulega ciężkiemu zalaniu. Jako, że jest to początek zimy, poszły kaloryfery w jego mieszkaniu i mieszkaniu nad nim a następnie woda totalnie zalała i mocno zniszczyła kawalerkę. Z naprawami trzeba niestety poczekać. W związku z tym Tomek wprowadza się do mieszkania swoich rodziców. Dzięki temu poznaje lepiej Amande.
- na wykładach z filozofii nauki Tomek zderza się z nieznaną mu dziewczyną. Pomaga jej zbierać papiery, ale dopiero później zauważa jakieś pismo, które schowało się pod krzesłem o nieznanym mu wcześniej tytule „Paradigma”. Pismo zostaje zwrócone, ale Tomek wcześniej je sobie kseruje, a później dowiaduje się, że Joanna (ta dziewczyna) oraz Sławomir (wykładowca) należą do stowarzyszenia zwanego „Synowie Eteru”. Tak zaczyna się jego wprowadzenie w „oświeconą naukę”.
- mniej więcej w tym samym czasie Tomek dostaje bardzo dziwną i jak się później okazuje niezwykle intratną propozycję pracy w nowo powstającym centrum badawczo-rozwojowym firmy ORION. Firma ta zajmuje się miedzy innymi badaniami nad nowymi materiałami dla firm takich jak Beeing, Lockheed-Martin, BMW, NASA i wielu innych. Oczywiście na razie Tomek zostałby asystentem naukowym, ale kariera stoi przed nim otworem.
No i tu sprawy zaczynają się komplikować. Sławomir dowiaduje się, że ORION to tak naprawdę front-end dla Iteracji X. Na dom Sławka robią nalot tajni agenci bliżej niezidentyfikowanych służb (MiB) ale Sławek zostaje w ostatniej chwili ostrzeżony przez telefon przez bliżej nieznaną mu osobę – dzięki czemu udaje mu się uratować większość ważnych dla niego materiałów naukowych. Następnie Sławek i Tomek spotykają się w jakimś robotniczym hotelu, gdzie sławek opowiada mu wszystko co Tomek powinien wiedzieć o Wojnie Wstąpienia (Ascension War). Mówi mu również, że wpadł właśnie na pomysł jak zdjąć oczy Technokracji z Tomka – bo odmówienie ORIONowi co najwyżej zacznie jego kłopoty a nie je skończy.
Tomek jest też świadkiem kolejnego ciekawego wydarzenia – podczas gdy częstował Amandę polskim bigosem i pokazywał jak to się pije wódkę po polsku, z pokoju Amandy dobiega ciche piszczenie. Dziewczyna idzie do swojego pokoju, Tomek sprawdza co się dzieje przez lekko uchylone drzwi. Na ekranie komputera Amandy wyskakują przeróżne informacje, zaś po chwili kodowania ekran zaczyna namierzać jakieś koordynaty (stopnie, minuty, sekundy) – jak się później okazuje gdzieś w Warszawie. Po chwili jednak na ekranie pokazuje się informacja, że koordynaty nie zostały doprecyzowane ze względu na zerwanie kontaktu. Tomek na razie wiele z tego nie rozumie.
Trzy dni później do jedzącego obiad Tomka podchodzi nieznany mu człowiek i prosząc o pokazanie mu na mapie kierunku pokazuje mu ukrytą kartkę „Potrzebny mi twój włos. Sławomir mnie przysłał”. Tomek daje mu wyrwany własnoręcznie włos a następnie kończy obiad i wraca pędem na wykłady. Po drodze niestety następuje wypadek – Tomek zostaje potrącony przez samochód i ląduje w stanie śpiączki w szpitalu.
Ciąg dalszy nastąpi.

Dziś spędziłem sporą część dnia na zaczytywaniu się, co to będzie w tym nowym Świecie Mroku. Najwięcej przeróżnych informacji można oczywiście znaleźć na forum, ponieważ oficjalnych wiadomości jeszcze nie ma zbyt wiele. Tym niemniej z tego co przeczytałem zapowiada się całkiem ciekawa i całkiem inna jazda niż w Pierwszym World of Darkness.
Oczywiście jak zawsze są zwolennicy starego oraz ci którzy chcą iść do przodu ;-), albo raczej zwyczajnie spróbować tego co twórcy z White-Wolfa mają do zaoferowania. Niektórzy czują się oszukani, że ich ulubiony świat/system nie będzie kontynuowany. Innym bardzo podobają się informacje przeciekające z wolna. I oczywiście duża grupa niezdecydowanych, którzy zobaczą i wtedy być może uwierzą. Podział stary jak świat. Tym niemniej w dyskusjach przewinęło się kilka naprawdę ciekawych wątków.
- Wbrew pozorom na starych podręcznikach nie ciąży klątwa „Obróć się w pył”, która zadziała w chwili wydania nowych podręczników. Na pewno ciągle będą jeszcze setki Bajarzy, którzy dalej będą opowiadali historie dziejące się gdzieś w OWod (Oryginal World of Darkness). Z tego co powszechnie wiadomo, żadni agenci New WoD Order nie pojawią się w waszych domach i nie spalą tak dzielnie zbieranych pozycji.
- Podobno Nowy WoD nie będzie prawie wcale zawierał metaplotu. Raczej będzie miał coś co niektórzy nazywają MetaSettingiem – znany już niektórym z Exalted. Metasetting został zdefiniowanych jako ciągle rozszerzany i wzbogacany o szczegóły setting. Kolejne dodatki będą raczej dodawać informacji o tym co już się wydarzyło i aktualnym stanie różnych sił w tym świecie niż narzucać rozwój wydarzeń.
Osobiście żałuję, że nie będzie metaplotu. Wprawdzie ciężko czasem było być „na bieżąco” ze wszystkimi wydarzeniami, ale taki metaplot zmieniający ciągle świat stanowił doskonałe źródło przeróżnych historii skoncentrowanych na drużynie właśnie a nie na samym metaplocie. Niektórzy Bajarze czują się jednak z jakiegoś powodu związani metaplotem – który WYMUSZA na nich jakieś wydarzenia lub interpretacje. Cóż, myślę że to już problem Bajarza a nie wydawcy, jeżeli słowo pisane zaczyna rządzić pogrywą zamiast prowadzącego.
- System zostanie uproszczony. Nie ma więc już różnego poziomu trudności i jednocześnie różnych ilości sukcesów, kontrowanych rzutów, walki składającej się z trzech różnych rzutów (trafienie, unik, obrażenia). Zamiast tego poziom trudności ma się różnić ilością dodawanych bądź odejmowanych kostek od twojej Puli Kostek. Jak dla mnie super – w końcu i tak walkę prowadziłem bardziej porównując staty i wykonując właśnie dokładnie jeden rzut (Rzut Szczęścia). Dzięki temu, nawet jeżeli bardzo będę chciał grać zgodnie z zasadami, nie wymusi to na mnie ton kostek rzucanych przez dobrą chwilę aby sprawdzić jedną rzecz. Mam tylko nadzieję, że nie przegną z tym upraszczaniem – co za dużo to nie zdrowo.
- Trochę inaczej wyglądają teraz umiejętności i cechy – według mnie nieco logiczniej. Z ciekawostek – cechy w każdej grupie (fizyczne, socjalne, mentalne) zostały podzielone na siłę, zręczność i wytrzymałość. Więc Fizyczne to Siłę, Zręczność, Wytrzymałość, Socjalne – Charyzma, Manipulacja i Spokój zaś Mentalne – Inteligencja, Spryt i Stanowczość. Ale na przykład nie ma percepcji (ani umiejętności Alertness), więc ludzie zachodzą w głowę jak będzie się robiło rzuty na spostrzegawczość. Same umiejętności zostały podzielone na Fizyczne, Mentalne i Społeczne. Jeżeli się używa umiejętności bez jej posiadania (strzela bez Firearms) to dostaje się z automatu minusy do Puli Kostek. -1 do Fizycznych i Społecznych i -3 do Mentalnych. Według mnie większość tych zmian wyjdzie systemowi na plus, ale poczekamy, zobaczymy.
No i chyba wystarczy tego streszczanie na dziś. Po prawej powinniście znaleźć link do White Wolfa a tam już bez problemu wszyscy zainteresowani trafią na stronę Word of Darkness i na forum tegoż.

PP

Brak komentarzy

Właśnie usłyszałem w radiu, że jakiś tajwańczyk wypadł z 12 piętra wkręcając żarówkę. Spadł na czyjś samochód, następnie otrzepał się i poszedł do lekarza, żeby ten sprawdził czy nic mu się nie stało. Całość skończyła się kilkoma siniakami
Oto Punkty Przeznaczenia w działaniu.

(UWAGA! Alarm anty-filozoficzny – umysły mniej odporne na filozofowanie i dyskusje akademickie powinny czym prędzej stąd uciekać).
Ze dwa dni temu zebrało mi się na myślenie (hahaha) i wyprodukowałem poniższą notkę. Z perspektywy dnia dzisiejszego myślę jednak, że nie należy jej brać zbyt poważnie – ot, takie sobie przemyślenia na temat RPG.
Czasem zastanawiam się czym dla mnie jest gra RPG. I nie chodzi mi tu o definicję tego jak wygląda przeciętna sesja RPG, co robią gracze, co opowiada MG czy też jakie rekwizyty/system się na sesji stosuje. Chodzi o coś znacznie głębszego.
Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałem grać w RPG, była to po prostu zabawa. Spotykaliśmy się z kumplami i zamiast pić, palić i słuchać muzyki, graliśmy całymi godzinami. Po prostu bawiliśmy się. Przeżywaliśmy przygody, podróżowaliśmy, ratowaliśmy sobie życie albo je traciliśmy walcząc z przeważającymi siłami wroga. I w zasadzie to ciągle jest zabawa do dnia dzisiejszego. Przed każdą sesją, w którą gram, ciekaw jestem jakie tym razem czekają mnie niebezpieczeństwa, pułapki czy też zwyczajnie wyzwania. Jako Bajarz ciekaw jestem jak gracze obejdą wyzwania, które dla nich przygotowałem, czy zaskoczę ich zakrętem w fabule albo jak będą wyglądały ich interakcje z przedstawianymi przeze mnie NPCami.
Tym niemniej będąc z zainteresowań (bo ciężko dwa lata studiów nazwać „z wykształcenia”) psychologiem, czasem próbuję się przyjrzeć jaki wpływ na mnie czy też na moich znajomych mają gry RPG. A wpływ ten jest przeróżny i jak mi się wydaje, zależny mocno od samego zainteresowanego. Jako, że nie czuję się odpowiednio wykwalifikowanym do oceniania innych, więc postaram się skupić tylko na własnych spostrzeżeniach.
W zasadzie to mam tu dwa podejścia – gracza i bajarza (takie mi ostatnio podpowiedziano tłumaczenie na Storyteller). Jako gracz przeszedłem przez pewną ewolucję. Chyba jak każdy zaczynałem odgrywanie postaci od odgrywania siebie w różnych dziwnych strojach/sytuacjach. Pierwsze postacie to tak naprawdę byłem JA, który jakimś cudem dostał się do świata pełnego magii/elfów/zaawansowanej technologii. Drugim etapem było odkrycie pewnego przewodniego tematu dla wszystkich moich postaci (elf ranger w moim przypadku). Kolejne więc moje postacie to już nie do końca ja, ale bardzo specyficzna postać będąca mieszanką moich własnych doświadczeń i mojej wizji „wzorca” – owego elfiego rangera. Po jakimś (dłuższym) czasie to mnie jednak znudziło, więc zacząłem po prostu tworzyć różne postacie aby sprawdzić jak by się grało półorczym barbarzyńcą, mistrzem sztuk walki czy też krasnoludzkim wojownikiem. Jakiś czas temu odkryłem jednak jeszcze jedno ciekawe zastosowanie gier RPG. Mianowicie zagrałem postacią o nieco innych ode mnie poglądach, aby niejako „stestować” pewien światopogląd. A następnie część tego światopoglądu przeniosłem na siebie do świata rzeczywistego. RPG stało się więc dla mnie niejako poligonem doświadczalnym – miejscem gdzie mogę bezpiecznie przetestować pewne postawy względem świata czy też pewne zachowania albo reakcje na to co może mi się przytrafiać w życiu.
Niejako jednocześnie cały czas prowadziłem (a nawet znacznie częściej prowadziłem niż grałem), stąd i Bajarz ewoluował. Zaczynał jako opowiadacz historii, najczęściej heroicznych oczywiście, potem starał się utrudnić życie graczom na maksa. Pewną przyjemność stanowiło przez pewien czas rzucanie graczom na tyle trudnych wyzwań, aby jedynie nieliczni mogli je pokonać. Później ważniejsze od wyzwań były historie opowiedziane, zakręty w scenariuszu, trudne do przewidzenia wątki czy motywacje przeciwników. Ale też od jakiegoś czasu coraz mocniej zastanawia mnie to jaki wpływ na graczy mają opowiadane przeze mnie historie.
I dochodząc do sedna – myślę, że dobre prowadzenie to jednak pewna odpowiedzialność. Jeżeli ktoś przez wiele tygodni gra postacią o pewnych cechach charakteru, przyzwyczaja się do niej, dba o nią, rozwija ją – to może się zdarzyć, że zacznie się częściowo z nią utożsamiać. I dlatego MG powinien uważać jakiego typu zachowa promuje na swoich sesjach a jakie karze – śmierć, ciężkie okaleczenie czy choćby poważne zubożenie postaci to może być kara.
PS. A przy okazji – czytałem kiedyś, że są lekarze psychiatrii stosujący RPG jako formę terapii.


  • RSS