RPG blog

Trochę o graniu, trochę o prowadzeniu Gier Fabularnych

Wpisy z okresu: 12.2003

Tyle różnych pomysłów, tak mało czasu na ich realizacje. Powinienem chyba zacząć ćwiczyć pisanie książek albo przynajmniej opowiadań, być może łatwiej byłoby mi pozbyć się czasem całkiem natarczywych pomysłów „na jeszcze jedną pogrywę”. Jak tylko wspominam komuś z moich graczy, że mam nowy fajny pomysł na pogrywę, to najpierw pytają „ale nie przerwiesz tego w co teraz gramy?” a zaraz później „ale mi nie opowiadaj, może będę mógł w to u ciebie zagrać”.
Jako, że nie jestem w stanie poprowadzić tylu pogryw ile bym tak naprawdę chciał, a ze spisywaniem pomysłów mi idzie średnio, więc będę was tu czasem wystawiał na działanie niektórych.
Jako, że lubię prowadzić pogrywy przez graczy wdzięcznie ochrzczone „Y-Files”, ostatnio znowu przyszedł mi pomysł właśnie w tym temacie. Oczywiście bystry obserwator szybko zauważy zbieżności z niektórymi elementami opowiadań Dicka a także filmami „Total Recall” czy „Szósty Dzień”. Wszystko rozbija się tu o naturę pamięci, tożsamości, świadomości i klonowanie.
Załóżmy, że JA to jednak pewien stan mojego mózgu. Znaczy dusza duszą, ale jeżeli bylibyśmy w stanie „odbić” swój mózg na innej istocie, to otrzymalibyśmy dokładną kopię siebie. Oczywiście tu mógłbym rozpętać całą dyskusję filozoficzną na temat tego czym jest samoświadomość, świadomość i generalnie „ja”, ale nie o to mi chodzi.
Zgodnie z moim światopoglądem, jeżeli byłbym w stanie stworzyć dokładną kopię siebie (klona), łącznie z moją pamięcią, to owszem sklonowałbym siebie, ale to nie oznacza, że przedłużyłbym własne życie. To oznacza jedynie, że stworzyłem kopię mojej świadomości, która dalej może działać jako „ciągłość” mnie, ale nie jest już mną. Moja świadomość będzie się już zmieniać w innym kierunku niż mojego klona i w związku z tym jeśli ja zginę (np. umrę z przyczyn naturalnych), to JA umrę. To co zostanie to nie JA, tylko moja kopia.
Oczywiście z punktu widzenia mojego klona będzie on moją ciągłością – w końcu ma moje wspomnienia aż do miejsca gdzie został stworzony – to pewnie by wyglądało tak jakby spał.
Zakładając, że taka technologia, nawet jeśli bardzo droga, byłaby dostępna, zastanawia mnie kto by z niej korzystał. Zapewne organizacje dla których jednostka jest tylko narzędziem – jeżeli narzędzie jest dobre to warto by je skopiować, żeby mieć go więcej. Albo np. mieć w zapasie taką kopię tylko nieaktywną – w razie gdyby organizacja utraciła to swoje użyteczne narzędzie, zawsze może je odtworzyć. A jeżeli ciągłe doskonalenie narzędzia nie jest potrzebne, to przecież można nawet niepotrzebne narzędzie wyrzucić (zlikwidować) i odtworzyć je od nowa w stanie nienaruszonym.
No i w zasadzie dotarliśmy do sedna intrygi. Powiedzmy, że pewnego pięknego dnia, po dosyć niecodziennej rozmowie o pracę związanej z bardzo dokładnymi badaniami medycznymi nasz bohater zostaje zatrudniony przez Organizację. Przed pracą musi przejść przeszkolenie, po przeszkoleniu kolejne badania medyczne, później kolejne szkolenie, znowu procedura medyczna i jeszcze tak ze dwa razy. Żeby opowieść była ciekawsza, szkoleni jesteśmy do zadań pół-legalnych – na granicy albo nawet poza granicami prawa. A teraz scena dla gracza:
„Szkolenie trwa już miesiąc. Co tydzień ta sama procedura: najpierw tydzień bardzo intensywnego treningu – fizycznego ale też w sali szkoleniowej z coraz to nowszych technik {tu wstawić odpowiednie techniki dla gracza}, a w sobotę przechodzisz badania. Najbardziej nie lubisz tych podczas których musisz wejść do sporego zbiornika przypominającego ci Bakta-Tank z Gwiezdnych Wojen (tam gdzie leczono Luka). Za każdym razem tracisz tam w końcu świadomość i budzisz się skołowany i odprowadzany przez medyków do swojego pokoju. Tym razem jednak twoje przebudzenie jest znacznie bardziej gwałtowne. Czujesz jakby ktoś spuścił cię razem z całym płynem wypełniającym pojemnik. Leżysz na zimnej ziemi – chyba nawet na trawie – zauważenie tego zajęło ci chwilę bo świat wokół ciebie wiruje, światła zlewają się w wielkie jasne plamy. Z trudem udaje ci się podnieść na czworaka, widzisz niewiele przez ściekającą z ciebie lepką maź. Jesteś całkiem nagi – tak jak wtedy gdy wchodziłeś do zbiornika. Zdezorientowany próbujesz rozpoznać się w sytuacji, ale niewiele widzisz, ciężko ci też rozpoznać dźwięki. Widzisz na pewno jakieś zbliżające się do ciebie źródła mocnego światła. Widzisz kogoś kto się nad tobą pochyla. Chyba coś krzyczy i wciska ci jakąś torbę do ręki. Rozpoznajesz tylko krótkie frazy: „uciekaj”, „zajmę się nimi”, „masz swoje życie”, „w torbie…”. Potem ten ktoś pomaga ci wstać a następnie wskazuje jakiś kierunek z bliska powtarzając: „uciekaj, tu chodzi o twoje życie” i popycha cię we wskazanym kierunku. Zataczając się jak pijany wbiegasz między drzewa a gdzieś za sobą słyszysz jeszcze odgłosy strzałów i chyba silnik helikoptera. I masz to przerażające wrażenie, że właśnie widziałeś siebie.”
Mam nadzieje, że ten początek wskaże wam co można z graczem zrobić dalej – i jaka mniej więcej jest intryga tej opowieści.

… nie odbyła się. Nie wiem czy i wy tak macie, ale jakoś źle to wszystko się ułożyło. Jeden gracz okazał się nieobecny – nieco ku mojemu zaskoczeniu, ale to należy przypisać mojej sklerozie. Drugi się spóźnił ponad 2 godziny (bez uprzedzenia). I jakoś wcale mi się nie chciało rozpoczynać sesji, więc obejrzeliśmy sobie film. Coż, mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.
UWAGA! SPOJLUJĘ, GRACZE DALEJ NIE CZYTAJĄ:
A co do intrygi, a raczej kolejnej odsłony (bo nawet przed wami będę ją odsłaniał stopniowo) to oto plany na najbliższą przyszłośc:
- PC dowiedzą się jak wygląda „Czyszczenie Bazy”. Jest to potężny rytuał magiczny trwający około 1 godziny (+/-), podczas którego ze świata znikają wszyscy Bohaterowie – oprócz PC. Świat przechodzi w tym czasie jakąś potężną transformacje – wskrzeszane są zabite potwory, w sklepach pojawiają się (i znikają) nowe towary, świat jest generalnie czyszczony i przywracany do pewnego określonego porządku. W tym czasie jednak PC mogą działać (w nieco czasem dziwnych sytuacjach). Co więcej – NPC też żyją własnym życiem i zachowują się sporo swobodniej niż wtedy gdy w okolicy są Bohaterowie.
- NPC ciągle nie ufają PC, więc na początku nasi gracze dostaną zadanie, które ma ich przetestować. Owo zadanie będzie proste – pójść do lasu Arsh, odnaleźć Ojca Drzew i zdobyć owoc Ted-sa (nie ma to jak zlepki liter jako nazwy ;). Oczywiście zadanie będzie miało drugie dno.
No dobra, zdradzę wam nieco więcej :). Załóżmy że jakimś cudem światy które sobie tylko wyobrażamy jednak naprawdę istnieją. Mają mieszkańców z ich własnymi problemami i troskami. A tu nagle w ich świat wkracza coś całkiem nowego, potężnego, co w dodatku wywraca go dokładnie do góry nogami. Ponieważ nagle się okazuje, że pojawiają się Bohaterowie. Pojawiają się też hordy potworów albo całkiem zwyczajne istoty zachowują się w sposób przerażający. Co więcej – sami mieszkańcy stają się bezwolni – muszą wykonywać narzucone im zadania. Na przykład plącząc się bez celu po mieście. Albo stojąc cały czas w sklepie i sprzedawać swoje towary – towary, które pojawiają się znikąd.
Ale na tym świecie magia już isniała zanim pojawili się Bohaterowie. Więc aktualne wydarzenia zostają rozpoznane jako coś niesamowicie silnego – wpływ z innego świata. A ci którzy posiadają moc – choć jej użycie jest bardzo ograniczone aktualnie – starają się jakoś walczyć.
Szybko się jednak okazuje, że ci pierwsi wojownicy zostają ukarani w sposób straszliwy – muszą walczyć z nagle pojawiającymi się tłumnie Bohaterami. Zawsze w końcu giną i zawsze są w końcu wskrzeszani podczas przerażającego magicznego rytuału „Czyszczenia Bazy” (Database cleaning). Co więcej, na świecie pojawiają się co jakiś czas tajemnicze figury zwane GM, które mają przerażającą władzę nad światem – mogą go zatrzymać, tworzyć lub niszczyć i zmieniać wedle własnego humoru. Nawet Bohaterowie traktują ich z respektem.
Na szczęście znajdują się i tacy władający mocą, którzy działają mądrością a nie siłą. I oni wpadają na przewrotny pomysł. Otóż Bohaterowie od czasu do czasu odchodzą aby nigdy więcej nie wrócić. Niektórzy to obwieszczają okolicy twierdząc coś o nudzie i nierealności świata, inni po prostu przestają się pojawiać. Owym Mądrym udaje się po wielu próbach przywołać ich ciała spowrotem na ten świat i dzięki potężnej magii wtłoczyć w nie dusze ochotników. Być może takie połączenie pozwoli na pokonanie owego najazdu z innego świata.
Próbowano tego już kilkukrotnie, ale jak do tej pory żadna próba się nie powiodła. Ostatnia próba przyniosła całkiem obiecujące wyniki, ale efekt tego eksperymentu jest ciągle wielką niewiadomą.

No dobra, koniec wakacji :) Wracam do pracy czyli do opisywania moich przeżyć wewnętrznych, bloków twórczych, muz, natchnień…. Znaczy się znowu będę pisał o RPGach.
Po pierwsze – ciągle prowadzę :). Po drugie, już nie D&D – ta kampania się skończyła. Fajna była, ale lubię kampanie które mają początek i koniec – w sumie udało mi się jak narazie poprowadzić takie 3. Dwie z nich w D&D, jedna w Warhammerze – niezapomniana jak dla mnie oryginalna kampania „Wewnętrzny Wróg”, którą serdecznie polecam.
Przy okazji wyszło na to, że nie umiem za dobrze kończyć pogryw. A przynajmniej moim zdaniem potraktowałem to w sposób zdecydowanie zbyt swobodny. A należało im się więcej – w końcu uratowali ład wszechświata, pomogli pokonać złego boga, uwolnili swoje zaginione postacie z poprzedniej pogrywy. No w zasadzie pełny sukces. No ale jak się akcja skończyła, jakoś mi pary zbrakło i potraktowałem temat zdawkowo. Ech… następnym razem będzie lepiej.
Ponieważ jestem ciężko uzależniony od prowadzenia pogryw RPG, od razu zacząłem następną. I jak zawsze gryzą mnie dwie całkowiecie przeciwstawne wizje rzeczywistości gry. Z jednej strony chcę traktować grę luźno – abstrakcyjnie, jako zabawę, coś co nie istnieje tak naprawdę. Z drugiej strony mam zawsze tą straszną ochotę poprowadzenia wszystkiego w sposób w miarę realistyczny – tak, że jeden strzał z łuku może cię zabić, a jeden cios nożem wyłaczyć z akcji. Tym razem jednak zwyciężyła konwencja zabawy – i to w sposób zamierzony totalnie.
Mianowicie moją nowa kampania dzieje się w …. świecie gry MMORPG. Jeżeli ktoś kiedykolwiek grał w MUDa albo jakiegokolwiek MMORPGA (Ultima, EverQuest) to wie już chyba co mam na myśli. Jak wiadomo takie światy są wysoce abstrakcyjne – z pokonanych przeciwników wypadają pieniądza a czasem nawet sprzęty, świat się dzieli na graczy – bohaterów, czyli tych co walczą i przeżywają przygody, i na NPCów – tych co stanowią tło, dają Questy, sprzedają i skupują sprzęt, albo plączą się mniej lub bardziej celowo po miastach. A co jeżeli nasi wybrani bohaterowie nie wiedzą, że są w grze? Wszystko wokół nich zachowuje się nieco abstrakcyjnie – ci podobni im bohaterowie mówią o dziwnych miejscach jak Stany czy Londyn, mówią o menu w górze ekranu (a co to jest ekran?). A NPCe – ci plączący się mniej lub bardziej celowo też zachowują się dziwnie – zaczepiani reagują strachem, obawą. Albo mówią konfidencjalnym tonem „spotkajmy się podczas Czyszczenia Bazy”.
Czy to Matrix? Czy Sztuczna Inteligencja? A może jeszcze coś innego? Mam nadzieję, że zaciekawiłem was. Graczy z pewnością.

*

4 komentarzy

żyj blogu. jutro będzie sensowniejsza notka ;)


  • RSS